Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zrzutka na telefon zaufania. „Zbierzmy te pieniądze, a PiS-owi krzyż na drogę”

PiS blokuje wsparcie dla telefonu zaufania. PiS blokuje wsparcie dla telefonu zaufania. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Telefon zaufania mógł zamilknąć, bo rząd odmówił pieniędzy Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Aby go ratować, internauci w dobę zebrali milion złotych, ale to wcale nie zamyka sprawy.

Siedziałem przy komputerze do nocy, wciskałem klawisz F5 tak często, że mi palec spuchł. I co odświeżyłem stronę, to licznik pokazywał 500, 1 tys. i 2 tys. zł więcej. To był totalny odlot! – opowiada „Polityce” Aleksander Twardowski, przedsiębiorca z Wrocławia.

To on założył zbiórkę na Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (numer 116 111) na portalu zrzutka.pl i wypromował ją w mediach społecznościowych. W kilka godzin udało się osiągnąć pierwszy próg: 350 tys. zł, ale przy nim telefon milczałby nocą. W niespełna dobę licznik przekroczył drugi próg: milion złotych, a to pozwala utrzymać działalność linii przez 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu.

Dzieci nie powinny się rzucać pod pociąg, ale to robią, a jedną z przyczyn jest to, że doprowadzone do ostateczności nie mają się do kogo zwrócić po pomoc. Gdy dowiedziałem się, że państwo, które powinno z naszych podatków wspierać ratującą dzieciaki infolinię, odcięło jej finansowanie, uznałem, że my, obywatele, musimy zareagować – tak Twardowski tłumaczy, dlaczego zainicjował zbiórkę. Podkreśla, że wcale nie chciał wyręczać państwa: – Ale co robić? Dziecku, które ma myśli samobójcze, powiedzieć: „sorry, nie pomogę, bo to jest rola państwa”? Najważniejsze było pomóc, a dopiero potem kląć, że państwo daje ciała w tak wrażliwym obszarze.

Dzieci i młodzież wołają o pomoc

O tym, że działalność pomocowej infolinii jest niezbędna, świadczą statystyki. Rokrocznie w Polsce ponad 1,2 tys. dzieci (czworo dziennie) próbuje odebrać sobie życie. Ponad połowa w wieku 11–17 lat (badania FDDS z 2018 r.) doświadczyła krzywdy ze strony rówieśników, a 41 proc. ze strony bliskiej osoby dorosłej. Co trzeci badany padł ofiarą przestępstwa, co piąty miał obciążające doświadczenia seksualne, co ósmy był świadkiem przemocy w domu, 7 proc. badanych doświadczyło wykorzystywania seksualnego, a 6 proc. fizycznego zaniedbania. Aż 7 proc. dzieci w naszym kraju nie widzi obok siebie żadnej zaufanej osoby. Przede wszystkim dla nich jest telefon zaufania FDDS.

Dzieciaki i młodzież dzwonią do nas praktycznie w każdej sprawie, która ich interesuje, nurtuje, a czasem gnębi i dołuje – mówi psycholożka Anna Czołnik, która od czterech lat jest konsultantką telefonu zaufania. – Jedni chcą się wygadać, podzielić przeżyciami i emocjami. Inni komentują sytuację w szkole, na podwórku czy w rodzinie. Opowiadają o swoich relacjach z rówieśnikami, o tym, jak przeżywają swoje miłości, związki i rozstania, jak bardzo ich bolą konflikty z rodzeństwem czy kłótnie rodziców, albo jak przeżywają nieobecność tego z nich, który latami pracuje za granicą. Jeszcze inni dzielą się swoimi lękami, mówią o samotności czy nawet depresji.

Na liście „popularnych” tematów rozmów są niestety praktycznie wszystkie rodzaje przemocy, jakich młody człowiek doświadcza w domu i poza nim: fizyczna, psychiczna, seksualna. Czasem rozmowa trwa kilka minut, bo telefonujący oczekuje prostej informacji (np. czy nie mając 18 lat, może sam iść do psychologa) lub porady (np. w sprawie środków antykoncepcyjnych). Gdy rozmowa dotyczy orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej, zwykle się wydłuża, a najdłuższe są z tymi, którzy planują targnąć się na własne życie albo wręcz są w trakcie próby samobójczej.

Infolinia. Ostatnia deska ratunku

W ubiegłym roku, pracując w trybie 24/7, konsultanci przeprowadzili 57,5 tys. rozmów i odpowiedzieli na ponad 9 tys. wiadomości online. Przez 13 lat działania fundacji odebrali 1,4 mln połączeń, odpowiedzieli na 92 tys. wiadomości i przeprowadzili 3,3 tys. interwencji w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia dziecka.

Tych ostatnich z roku na rok przybywa: w 2019 r. było ich 519, w 2020 – 747, w 2021 już 823. – Czasem młody człowiek mówi wprost, że jesteśmy ostatnią deską ratunku. Samo to jednak, że mimo beznadziei i bezsilności do nas dzwoni, jest sygnałem, że jeszcze o siebie walczy – podkreśla Anna Czołnik. Koncentruje się wtedy na tym, żeby obniżyć napięcie rozmówcy, uspokoić go oraz jak najszybciej wysłać pomoc, a zanim dotrze, przygotować grunt do jej przyjęcia. – Omawiamy scenariusze pomocy. Czasem opowiadam, jak jest w szpitalu psychiatrycznym, bo o to właśnie pyta zdesperowany i przestraszony młody człowiek.

Psycholożka dziecięca Aleksandra Piotrowska w rozmowie z „Polityką” podkreśla, że telefon zaufania to wentyl bezpieczeństwa. – Dziecko może ubrać w słowa to, co jawi mu się jako przeszkoda nie do pokonania, a samo podzielenie się emocjami zmniejsza ich destrukcyjną siłę. Wskutek rozmowy z konsultantem infolinii dziecko potrafi dostrzec, że ma jeszcze szansę i może swoją sytuację poprawić. Jako dorośli nie mamy prawa tego dzieciom odebrać – mówi Piotrowska.

Krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży dr Aleksandra Lewandowska dodaje: – Dzieci i młodzieży z zaburzeniami emocjonalnymi i psychicznymi przybywało lawinowo już przed koronawirusem, a pandemia obnażyła deficyty opieki zdrowotnej także w tym zakresie. Każdy więc sposób niesienia pomocy najmłodszym jest niebywale ważny. Trzeba też pamiętać, że wielu młodych ludzi chętniej zadzwoni anonimowo na infolinię, niż pójdzie do psychologa, o ile ma go w swojej miejscowości.

PiS odcina dotację. Krzyż mu na drogę

Dlaczego więc rząd odciął dofinansowanie działającej od 13 lat infolinii? W pierwszych latach rządowe dotacje sięgały 30–60 proc. jej rocznego budżetu, w ostatnich tylko 6 proc., ale wsparcie było regularne. Pod koniec ubiegłego roku fundacja dowiedziała się, że w 2022 nie dostanie ani złotówki. Oficjalnie rząd tłumaczy to tym, że przy Rzeczniku Praw Dziecka działa Dziecięcy Telefon Zaufania (nr 800 121 212), ale dr Lewandowska uważa, że „nie powinno być mowy o żadnej konkurencji, bo potrzeb jest więcej niż możliwości”.

Aleksandra Piotrowska przyczyn dopatruje się w ideologicznym zacietrzewieniu: – Fundacja Dać Dzieciom Siłę nie ukrywa, że kondycja polskich rodzin pozostawia wiele do życzenia, a to stoi w sprzeczności z polityką obecnego rządu.

„Zbierzmy te pieniądze, a PiS-owi krzyż na drogę” – zaapelował w tej sytuacji wrocławski przedsiębiorca Aleksander Twardowski. Z doskonałym skutkiem.

Dzięki utworzonej w poniedziałek zbiórce ponad 35 tys. osób (stan na godz. 17 w środę 19 stycznia) wpłaciło na utrzymanie infolinii 1,7 mln zł. – Włączył się aktor Borys Szyc i były premier Donald Tusk, promuje ją popularny profil „Make life harder” i mnóstwo ludzi, którzy czują się świadomymi obywatelami. Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa – mówi Twardowski, a Fundacja Dajmy Dzieciom Siłę zbiera podpisy pod petycją do premiera Morawieckiego o przywrócenie częściowego finansowania telefonu zaufania. „W innych krajach członkowskich UE poziom finansowania z funduszy publicznych mieści się w przedziale 13–100 proc. rocznego budżetu działania linii 116 111” – czytamy w apelu, który podpisało ponad 100 tys. osób.

Z czym nastolatek żyje na co dzień

Liczy się praktycznie każda złotówka, bo działalność infolinii tylko w tym roku pochłonie 3,5 mln zł (fundacja gromadzi także pieniądze od darczyńców i z odpisu podatkowego). Dzięki temu zespół psychologów i pedagogów obsługuje telefon zaufania FDDS przez 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu, ale i tak połączenie uzyskuje tylko co czwarty młody człowiek, a konsultanci i konsultantki bywają wyczerpani.

To nie jest tak, że kończę dyżur, odkładam telefon i o wszystkim zapominam – przyznaje Anna Czołnik. Osoby pracujące przy telefonie zaufania same nieraz wymagają wsparcia. Udzielają go sobie na co dzień, a raz w miesiącu (na życzenie częściej) w sesji z tzw. superwizorem, czyli doświadczoną terapeutką, która pomaga im spojrzeć z zewnątrz także na własne przeżycia. – Do domu jeżdżę rowerem, w wolnym czasie uprawiam wspinaczkę i pływam, żeby wyrzucić z głowy albo choć oswoić przeżycia, z którymi dziecko albo nastolatek musi żyć na okrągło – mówi Anna Czołnik.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
16.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną