Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wystarczy akcent. Wzrasta fala ataków na Ukraińców, Białorusinów i Rosjan

Kolejka obywateli Ukrainy za przyznaniem nr PESEL Kolejka obywateli Ukrainy za przyznaniem nr PESEL Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl
Białorusini, którzy w większości uciekli przed reżimem Łukaszenki, są atakowani, bo brani są za Rosjan. Rosjan oskarża się o to, że popierają Putina, a Ukraińcy słyszą, że są banderowcami.

Atakowani są Ukraińcy, Białorusini myleni z Rosjanami i Rosjanie. Wystarczy akcent, tablica rejestracyjna, rozmowa przez telefon w ojczystym języku na ulicy. Od początku marca Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył 124 zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa wobec osób narodowości ukraińskiej, dziesięć w sprawie ataków na Białorusinów i jedno dotyczące obywatela Rosji. Białorusini, którzy w większości uciekli przed reżimem Łukaszenki, są atakowani, bo brani są za Rosjan. Rosjan oskarża się o to, że popierają Putina, a Ukraińcy słyszą, że są banderowcami.

Zgłoszeń jest bardzo dużo, codziennie. Ktoś został wyzwany, ktoś inny opluty, ktoś pobity. W związku z tą sytuacją zatrudniliśmy uchodźczynię, bo z jednej strony mogliśmy komuś konkretnie pomóc, a z drugiej potrzebujemy człowieka, który mówi po ukraińsku i rosyjsku – opowiada prezes OMZRiK Konrad Dulkiewicz. Dodaje, że zgłoszenie wcale nie oznacza złożenia zawiadomienia na policji czy w prokuraturze. Pokrzywdzeni często obawiają się, że zainicjowanie drogi prawnej utrudni im ubieganie się o pobyt stały i inne formy legalizacji zamieszkania w Polsce. Boją się też, jak zostaną potraktowani przez funkcjonariuszy policji.

Nienawiść. Oficjalnie problemu nie ma

OMZRiK od trzech lat próbuje wydostać z Prokuratury Krajowej dane dotyczące przestępstw z nienawiści. Wystąpienie w trybie dostępu do informacji publicznej nic nie dało – prokuratura odmówiła ujawnienia statystyk, uznając, że nie stanowią... informacji publicznej. Ośrodek zaskarżył tę decyzję do Sądu Administracyjnego w Warszawie i wygrał, ale prokuratura się odwołała.

Od policjanta jednej z ważniejszych komend warszawskich usłyszałem, że większość zdarzeń odnotowywanych w ich statystykach jako pobicia to tak naprawdę napaści na obcokrajowców. My ze swojej strony widzimy, że w większości spraw zgłaszanych przez nas do prokuratury albo od razu jest odmowa wszczęcia postępowania, albo umorzenie – mówi Konrad Dulkowski.

Art. 257. kodeksu karnego mówi: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Tylko że policjanci w ogóle aspektu znieważania nie biorą pod uwagę, jeżeli zaś dochodzi do aktu przemocy, to traktują to jako pobicie. Jest też dodatkowy aspekt.

W polskim prawie naruszenie nietykalności cielesnej to popchnięcie, uderzenie w twarz otwartą dłonią, oplucie, oblanie czymś itd. I jest ono ścigane jedynie z prywatnego aktu oskarżenia. Ale jeśli podłożem naruszenia nietykalności jest narodowość, wyznanie, pochodzenie etniczne czy rasowe, to wtedy powinno być ścigane z urzędu. A z naszego doświadczenia wynika, że policjanci albo tego nie wiedzą, albo ułatwiają sobie życie, bo takim osobom mówią, żeby wystąpiły z prywatnym aktem oskarżenia – nie kryje Dulkowski. W sekretariacie ośrodka można usłyszeć historię Ukrainki od kilku lat mieszkającej w Polsce. Sprawę zgłosił jej pracodawca – klient sklepu usłyszał akcent kobiety, zapytał ją, czy jest Ukrainką, po czym wrzeszcząc, że nienawidzi Ukraińców, oblał mlekiem. Zaatakowana poszła na komendę złożyć osobiście zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, ale funkcjonariusze zignorowali ksenofobiczny kontekst zajścia. Po blisko godzinie składania wyjaśnień Ukrainka wyszła z placówki zapłakana. Zrezygnowała z prywatnego aktu oskarżenia.

Czytaj też: Jak przyjąć uchodźców? Uczmy się na błędach Niemiec

Więcej ksenofobicznych ataków

Ośrodek podaje też inne przykłady. W Gdańsku na początku marca, a więc po wybuchu wojny w Ukrainie, kierowca zajeżdżał drogę parze Białorusinów jadących autem, po czym gwałtownie hamował. Przy kolejnym takim „manewrze” zaczął krzyczeć przez uchylone okno: „Albo zmienisz rejestrację, albo spierdalaj do tego Łukaszenki!”. W Zastaniu, wsi w gminie Wolin, para Ukraińców zablokowała jezdnię Białorusince jadącej z dzieckiem, krzycząc: „Co ty tu, kurwa, robisz? Otwórz okno! Co robisz w moim kraju? Wracaj na Białoruś, suko! Jeśli jeszcze raz cię tu zobaczę, to cię, kurwa, zastrzelę! Wracaj na Białoruś! Jak znów cię zobaczę na terenie Polski, to cię zastrzelę, suko!”. Za błahe można uznać niszczenie zaparkowanych aut o białoruskich tablicach, którym nieznani sprawcy przebijają opony czy rysują karoserię.

1 sierpnia otrzymaliśmy informację o pobiciu dzień wcześniej nastolatka z Ukrainy w Warszawie. Grupa, około dziesięciu osób, pobiła go, bo odpowiedział twierdząco na pytanie, czy jest z Ukrainy. Czekamy na odpowiedź matki chłopaka, żeby móc podjąć kroki prawne – mówią pracownicy ośrodka i przypominają nagłośnioną przez media sprawę z czerwca, kiedy w stolicy przypadkowa kobieta zaatakowała Ukrainkę rozmawiającą w swoim języku przez telefon. Hanna mieszka w Polsce od kilku lat, szła odebrać córkę z przedszkola. Przechodząca obok kobieta podbiegła, zaczęła bić ją po głowie, krzycząc: „Jesteś ukraińską prostytutką, szmata jebana, spierdalaj na Ukrainę, ja pracuję i płacę podatki, więc dostajesz 500 plus!”. Ofiara miała liczne siniaki, zadrapania, ciekła jej krew z ucha, ale policja początkowo uznała napaść za kradzież – Polka zerwała jej łańcuszek z szyi – ignorując ksenofobiczny kontekst.

Na początku czerwca w parku Olszyna na warszawskich Bielanach nastolatki pobiły dwie Ukrainki – jedna z nich trafiła do szpitala. Krótko po nagłośnieniu sprawy policja zatrzymała trzy nieletnie dziewczyny z dziesięcioosobowej grupy, która brała udział w napaści. Również na początku lipca właścicielka mieszkania w stolicy pobiła mieszkającą u niej Ukrainkę. Inna, w ciąży i z dzieckiem, stała na przystanku. Też w Warszawie. Usłyszała: „Oo, jeszcze jedna przeklęta bandera”, „Kurwa ukraińska, spierdalaj, bandera, na Ukrainę”.

Na Plantach w Krakowie idące Ukrainki – matka z córką i jej koleżanką – usłyszały od dwóch mężczyzn, że trzeba je rozstrzelać. „Nienawidzę was wszystkich Ukraińców i należy was rozstrzelać, a gdybym miał broń, tobym was zastrzelił, ukraińskie kurwy!”, „Jesteście brudne, ukraińskie kurwy”. W ośrodku słyszymy, że to tylko część przykładów, jakimi dysponują od ręki. I dodają, że groźby, wyzwiska są właściwie na porządku dziennym w przypadku Ukrainek zatrudnionych jako kasjerki, a zdarza się, że grożą pracownicy – w jednej ze szczecińskich Żabek Białorusin, który w kwietniu chciał zrobić zakupy, usłyszał: „Po pierwsze, nie obsługujemy ludzi takich jak ty, a po drugie, daję ci trzy sekundy na odejście”. Mężczyzna uciekł, co więcej, gonił go ktoś z obsługi, grożąc pobiciem.

Co na to policja?

Komenda Główna Policji na pytania „Polityki” dotyczące aktów agresji wobec obcokrajowców, szczególnie obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, ale też monitorowania sieci pod kątem nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym, odpowiedziała: „Wbrew pojawiającym się obawom związanym z dużą liczbą uchodźców z Ukrainy na terenie Polski nie odnotowaliśmy znacznego przyrostu ilości czynów zabronionych popełnianych na szkodę uchodźców lub też popełnianych przez uchodźców. Warto podkreślić, że granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 5 mln osób, z czego znaczna większość zdecydowała się na pozostanie w Polsce. Brak lawinowego wzrostu popełniania czynów zabronionych świadczy niewątpliwie o wysokim stopniu asymilacji uchodźców z Ukrainy oraz solidarnemu przyjęciu ich przez polskich obywateli. Cały czas monitorujemy sytuację pod kątem mogących pojawiać się aktów agresji czy nawoływania do nienawiści, jednakże o prowadzonych w tym zakresie działaniach operacyjnych, w tym także w sieci, nie informujemy”.

Czytaj też: Samotność Ukrainek w Polsce. Najgorsze jest to czekanie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojtek z Zanzibaru i jego rajski niby-biznes. Oszukał setki Polaków

Wojtek z Zanzibaru reklamował się jako ten, który otwiera egzotyczny raj przed Polakami. Zostawił za sobą setki poszkodowanych i straty oszacowane jak dotąd na kilka milionów złotych. A za stare grzechy jest ścigany listem gończym.

Marcin Piątek
10.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną