Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Sprowadzają relikwie, zamiast robić aborcje. Rząd zapowiada sankcje, aktywistki mają wątpliwości

Ponieważ Sejm wciąż nie zajął się czterema projektami w sprawie aborcji, a nie ma pewności, czy Andrzej Duda byłby gotów podpisać którykolwiek z nich, jedynie rozporządzenia i wytyczne Ministerstwa Zdrowia mogą polepszyć sytuację kobiet w szpitalach. Ponieważ Sejm wciąż nie zajął się czterema projektami w sprawie aborcji, a nie ma pewności, czy Andrzej Duda byłby gotów podpisać którykolwiek z nich, jedynie rozporządzenia i wytyczne Ministerstwa Zdrowia mogą polepszyć sytuację kobiet w szpitalach. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl
Szpital, który odmówi legalnej aborcji, może stracić kontrakt z NFZ. „Każda odmowa ma być zgłaszana, ale my to robiłyśmy od lat i nikt nie odpowiadał na nasze skargi” – mówi Krystyna Kacpura z Federy. „Chcemy sprowadzić ten zabieg do pewnej normalności” – zapowiada wiceminister zdrowia.

Ponieważ Sejm wciąż nie zajął się czterema projektami w sprawie aborcji, a nie ma pewności, czy Andrzej Duda byłby gotów podpisać którykolwiek z nich, jedynie rozporządzenia i wytyczne Ministerstwa Zdrowia mogą polepszyć sytuację kobiet w szpitalach. Najpilniejsze, bo zapowiadane w styczniu przez Izabelę Leszczynę, miały być wytyczne dla ginekologów dotyczące terminacji ciąż.

Ministra podkreślała na początku roku, że priorytetem dla rządu jest to, aby już nigdy nie dochodziło do takich sytuacji jak w wypadku Izabeli z Pszczyny. 27-latka zmarła z powodu wstrząsu septycznego, ponieważ, jak twierdzi jej rodzina, lekarze zwlekali z zakończeniem ciąży. Jakie mogą być wytyczne, kiedy płód jest martwy? – pytały wtedy poirytowane Polki.

Pracami 16-osobowego zespołu, który miał przygotować wytyczne, kierował prof. Krzysztof Czajkowski. Został powołany jeszcze za czasów PiS, po śmierci kolejnej ofiary polskiego prawa: 33-letniej Doroty z Bochni (zmarła z powodu wstrząsu septycznego w szpitalu w Nowym Targu).

Zespół właśnie został rozwiązany, a Leszczyna ogłosiła, że przygotowane rekomendacje „nie są satysfakcjonujące”. Ale prof. Czajkowski pozostaje na stanowisku konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii i położnictwa już kolejną kadencję.

Rozpanoszyła się przemoc ginekologiczna

W lutym pojawiło się stanowisko Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Przez wiele lat milczało w sprawie aborcji, teraz zgodziło się przynajmniej co do najważniejszego: lekarz ma obowiązek ratować życie i zdrowie ciężarnej nawet kosztem śmierci płodu.

Ale w dokumencie czytamy też o obowiązkowych konsyliach w sprawie aborcji i przymusie leczenia psychiatrycznego pacjentek, które z uwagi na zagrożenie dla zdrowia psychicznego chcą przerwać ciążę. Albo o łyżeczkowaniu jako jednej z metod aborcji, która może powodować zrosty na macicy. Wytyczne przyjęto jako przejaw niewiedzy polskich lekarzy i staroświeckiej, zapóźnionej medycyny. Trudno się dziwić. 30 lat zakazu aborcji odcisnęło się na stylu i sposobie pracy w szpitalach, które – jak ostatnio Szpital Specjalistyczny im. Falkiewicza we Wrocławiu – zamiast robić aborcje, zajmują się sprowadzaniem do kaplic świętych relikwii. Rozpanoszyła się przemoc ginekologiczna, czyli traktowanie pacjentek jako niezdolnych do podejmowania decyzji o własnym zdrowiu.

Ale to nie wszystko. Młoda społeczność lekarska – Polskie Towarzystwo Zdrowia Seksualnego i Reprodukcyjnego – wzięła się za działanie i we współpracy z organizacjami broniącymi praw kobiet od miesięcy pracowała nad własnymi wytycznymi dotyczącymi opieki aborcyjnej. „To nie jest procedura ładna, to nie jest procedura przyjemna, natomiast jest to procedura medyczna. I to, co powtarzamy, cytując WHO: abortion is healthcare – to jest służba i ochrona zdrowia” – podkreślała Milena Kabatnik, ginekolożka i współautorka rekomendacji.

Sześć na dziesięć niezamierzonych ciąż kończy się aborcją. Stąd postulat czterech modeli opieki: to aborcja chirurgiczna w szpitalu, aborcja farmakologiczna w warunkach ambulatoryjnych, przy udziale telemedycyny lub samodzielna aborcja w domu. Jeżeli dojdzie w Polsce do liberalizacji, nie będziemy w stanie pomieścić wszystkich terminacji w szpitalach. Dlatego należy oficjalnie dopuścić do obrotu substancje stosowane podczas aborcji farmakologicznej, twierdzi towarzystwo lekarzy.

Wytyczne do ministry dotarły i zostały przekazane do „właściwego departamentu”. 25 marca odbędzie się kolejna tura rozmów resortu, organizacji pozarządowych pomagających kobietom w aborcjach, przedstawicieli izb lekarskich, konsultantów ds. ginekologii, NFZ i Rzecznika Praw Pacjenta. – To już takie drugie konsultacje – mówi wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny. I dodaje: – Ministerstwo nie może samodzielnie wydać medycznych wytycznych dla lekarzy, to domena towarzystw naukowych. W naszej gestii są jednak pewne zalecenia i instrukcje dotyczącego tego, jakie jest podejście MZ do istniejącego problemu i przepisów prawnych.

Politycy namieszali i oni powinni zrobić porządek

Bolączką polskiej ginekologii jest bowiem wciąż niehonorowanie psychiatrycznych wskazań do aborcji. Pacjentki od wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej częściej niż wcześniej zgłaszają się z diagnozą od psychiatry, burząc tym samym podstawę do popularnie stosowanej odmowy z powołaniem się na klauzulę sumienia – w przypadku zagrożonego zdrowia lub życia lekarzowi nie wolno odmawiać pomocy.

Dlatego dziś bywa, że lekarze deprecjonujący zdrowie kobiet wymyślają swoje procedury i standardy, sugerują leczenie psychiatryczne. Tak się stało w przypadku Pauliny, pacjentki szpitala MSWiA w Warszawie, której wstrząsającą relację opublikowaliśmy w tym tygodniu.

Jestem przekonany, że będzie dochodzić do zbliżenia stanowisk z lekarzami. W rozporządzeniu opisującym warunki, w których można dokonać aborcji, zapisano, że dzieje się to na podstawie zaświadczenia, które wystawia lekarz danej specjalizacji, czyli np. kardiolog opisuje chorobę serca, a psychiatra zagrożenia natury psychicznej dla kontynuacji ciąży. Interpretacja ginekologów nie powinna wykraczać poza ich specjalizację. Według mnie wszystkie kłopoty interpretacyjne powstały w środowisku lekarskim przez zmiany prawne, których dokonali politycy, i politycy powinni je teraz uporządkować – uspokaja wiceminister zdrowia.

Przed drugą wymówką lekarzy, czyli powoływaniem się na klauzulę sumienia, ma z kolei chronić nowe rozporządzenie w sprawie kontraktów ze szpitalami. Każdy oddział ginekologiczno-położniczy ma kontrakt z NFZ i musi zagwarantować swoim pacjentkom dostęp do wszystkich świadczeń, które są w koszyku świadczeń. Jeśli nie spełni tego warunku, grozić mu będzie kara umowna w wysokości 2 proc. wartości kontraktu lub zerwanie w części lub całości umowy na świadczenia z zakresu ginekologii i położnictwa bez zachowania okresu wypowiedzenia.

Regulacja według ministerstwa dotyczy 399 szpitali, które mają kontrakt na ginekologię i położnictwo. – Chcemy sprowadzić ten zabieg do pewnej normalności, do świadczenia medycznego, które jest wykonywane bez konieczności dodatkowego powoływania się na wytyczne MZ albo przychodzenia do szpitala z ustawą w ręku, żeby przekonać lekarzy do udzielenia pomocy. Aborcja ma być wykonywana wtedy, kiedy jest dopuszczalna i konieczna – mówi Wojciech Konieczny.

Pojawia się jednak pytanie, w jaki sposób wszystkie przypadki odmowy aborcji ze względu na klauzulę sumienia mają być odnotowane, kto ma je zgłaszać i pisać skargi. – Robiłyśmy to przez lata i nikt nam nie odpowiadał – mówi Kacpura. – Jestem nieco rozczarowana tymi wytycznymi, są zbyt ogólne. Na przykład kiedy cała placówka medyczna posługuje się klauzulą sumienia, jej dyrektor ma obowiązek wskazania innego szpitala, w którym można zrobić aborcję, w tym uzgodnienia zabiegu z tym szpitalem. Odsyłanie kobiet z kwitkiem musi się skończyć. Trzeba przypomnieć o tym dyrektorom – dodaje szefowa Federy.

Jeśli ktoś jest katolikiem, nie musi robić aborcji

Klauzula sumienia, wbrew pozorom, jest wymieniana przez lekarzy na ostatnim miejscu jako argument „przeciwko” aborcji. Lekarze odmawiają przede wszystkim z powodu restrykcyjnego prawa. I tu zmiana władzy w niewielkim stopniu wpłynęła na atmosferę w środowisku ginekologów. Pojawiają się postawy typu: nie zrobię aborcji, czekam, aż tętno ustanie. Poczekam, bo ktoś zadzwoni po prokuratora. Zwołują konsylia, czekają na zgodę wojewódzkiego konsultanta, proszą o dodatkowe opinie od psychiatrów. – Choć żadnego lekarza nigdy nie skazano za pomoc kobiecie, oni na wszelki wypadek się tym posługują – mówi Krystyna Kacpura.

Donald Tusk na konferencji 8 marca przyznał wprost, że decyzja Trybunału Julii Przyłębskiej „nie zmieniła prawa w Polsce”. Innymi słowy, pseudowyrok, który zakazał aborcji ciąż uszkodzonych, zdaniem premiera nie obowiązuje, ale w praktyce obowiązuje zakaz aborcji. MZ odpowiada: – Sytuacja prawna jest niewątpliwie skomplikowana. Jeśli w obrocie prawnym będą obowiązywać znowu trzy przesłanki, niewątpliwie się do tego dostosujemy.

Mogłaby w tym pomóc ustawa depenalizacyjna, która w Sejmie czeka na rozpatrzenie od listopada. Wśród posłów i posłanek coraz częściej pojawiają się głosy, by oddzielić ją od innych ustaw aborcyjnych i przez to zwiększyć jej szanse na poparcie w Sejmie. Trwają w tej sprawie rozmowy. W poniedziałek 18 marca odbyło się spotkanie przedstawicielek Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny z Szymonem Hołownią. – Pan marszałek słuchał bardzo uważnie. O wielu tych sprawach, z którymi na co dzień się borykamy, nie wiedział. My naprawdę nie chcemy monitorować każdej aborcji, która powinna być legalna w polskich szpitalach – mówi Kacpura.

Kilka dni później odbyły się rozmowy z całym klubem Polski 2050. Padła deklaracja, że posłowie i posłanki klubu poprą skierowanie wszystkich ustaw aborcyjnych do dalszych prac w komisji sejmowej. Kacpura: – Zależy nam, żeby politycy swój światopogląd zachowali dla siebie, zresztą podobnie jak lekarze, nie używali go w tworzeniu prawa dla całego społeczeństwa. Prawo to przecież nie obowiązek. Jeśli ktoś jest katolikiem, nie musi robić aborcji.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Dlaczego książki drożeją, a księgarnie upadają? Na rynku dzieje się coś dziwnego

Co trzy dni znika w Polsce jedna księgarnia. Rynek wydawniczy to materiał na poczytny thriller.

Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
18.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną