Rodzice i ósmoklasiści w rekrutacyjnym amoku. Ale walka o najlepsze szkoły nie ma sensu
Zaczął się pierwszy etap rekrutacji do szkół ponadpodstawowych. Ósmoklasiści za zgodą rodziców rejestrują się w elektronicznym systemie i deklarują wybór placówki, w której chcieliby dalej się uczyć: w liceum, technikum lub w tzw. branżówce (dawniej zwanej zawodówką). W Łodzi przygotowano dla kandydatów ponad 6 tys. miejsc. To aż o tysiąc więcej niż jest ósmoklasistów w publicznych podstawówkach.
Nie powinno być zatem problemu z wyborem miejsca, każdy się przecież gdzieś dostanie. Włodarze miasta liczą też na osoby przyjezdne oraz absolwentów szkół prywatnych. Publiczna oświata kusi atrakcyjną ofertą. W tym roku absolwenci podstawówek powinni wybierać bezstresowo, gdyż miejsc jest sporo. To jednak pozory. Stresu będzie równie dużo co w poprzednich latach, gdyż dla kandydatów liczą się tylko miejsca w najlepszych szkołach, reszta oferty traktowana jest niczym edukacyjny chłam.
Czytaj także: Rekrutacja trwa, licea wyrywają sobie uczniów. Szkoły w małych miastach to może zabić
Parcie na najlepsze szkoły
Parcie ósmoklasistów oraz ich rodziców na renomowane placówki i zapieranie się nogami i rękami przed pozostałymi szkołami to poważny problem społeczny. Gdyby władze posłuchały głosu kandydatów, musiałyby pomnożyć liczbę klas w szkołach cieszących się wzięciem i przyzwolić na zerowy nabór w pozostałych placówkach, co uruchomiłoby procedurę wygaszania, czyli powolnej likwidacji.