Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Kornelia Wieczorek: nie taka genialna? Były czerwone lampki, bańka w końcu pękła

Kornelia Wieczorek Kornelia Wieczorek TVP / Forum
W swoistym obiegu zamkniętym powielanych i niedementowanych informacji rósł balon w opowieściach o Kornelii Wieczorek, licealistce z Gdyni. Nie przekłuły go jednak media, ale internauci.

Srebrny Krzyż Zasługi przyznany przez prezydenta Karola Nawrockiego i wręczony z okazji Dnia Kobiet. Miejsce w rankingu „100 najbardziej wpływowych kobiet” magazynu „Forbes”. Reportaż w TVP, występ na TEDxWarsawWomen i wywiady, w których opowiadała o determinacji w realizacji marzeń, roli kobiet w nauce i swoich planach. Stypendium Fundacji Santander. W uzasadnieniu umieszczenia nastolatki z Polski w prestiżowym zestawieniu „Girls of the Year 2025” magazynu „Time” napisano, że pracuje nad aplikacją do wykrywania zmian skórnych, prowadzi badania nad chorobą Parkinsona i zajmuje się projektami dotyczącymi onkologii.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów z wieściami o Kornelii Wieczorek czytelnicy zagranicznych portali mogli zetknąć się 7,6 mln razy. Największe zasięgi wygenerowały strony w Turcji (3,7 mln), Japonii (1,2 mln) i Stanach Zjednoczonych (0,9 mln). W Polsce posty prezentujące wyniki rankingu w social mediach wywołały 55 tys. interakcji.

Kornelia Wieczorek: czerwone lampki

17-latka promowana przez ministrę edukacji (jako pozytywny przykład), urzędników resortu nauki i influencera naukowego dr. Macieja Kaweckiego wyrosła na gwiazdę medialną w tempie iście ekspresowym. Na etapie tego wyrastania nikt jednak nie pytał o informacje podawane w biogramie uczennicy, które musiała napisać jeśli nie sama, to pod okiem dorosłych. Bo choćby tylko jeden fakt z bogatego życiorysu licealistki powinien był wywołać pytanie: jak to możliwe? Mowa o udziale w operacjach neurochirurgicznych w szpitalu w Białymstoku, który po przekłuciu medialno-influencerskiego balonu wydał dementi, twierdząc, że Wieczorek nie była obecna na bloku operacyjnym, ale odwiedziła szpital w ramach wycieczki.

Każdy, kto choć w minimalnym stopniu otarł się o jakikolwiek szpital z blokiem operacyjnym, wie, że osoby niepowołane nie mają tam wstępu. Warto tu przypomnieć skandal, jaki wybuchł niedawno w Austrii, gdzie lekarze pozwolili 12-letniemu dziecku wywiercić otwór w czaszce w trakcie operacji neurochirurgicznej. Matka dziewczynki, neurochirurżka, chwaliła się całą sytuacją, ale tej dumy nie podzielili śledczy, którzy sformułowali akt oskarżenia przeciw dwójce lekarzy. Już ten przykład z nieodległej zagranicy powinien był zapalić wszystkie lampki na czerwono.

Nie zapalił. Fala wznosiła się przez dwa lata. Niezwykłej karierze i talentom nastoletniej naukowczyni postanowili się jednak przyjrzeć internauci, znacznie dociekliwsi niż dziennikarze. Kornelię Wieczorek wzięli na tapet po przyznaniu jej odznaczenia przez prezydenta. Jej dokonania najpierw weryfikowało forum Wanda, a stąd kolejne wątki powędrowały na Wykop i Reddit. To na Reddicie znalazła się analiza, w której punkt po punkcie zajęto się wszystkimi nieścisłościami w dokonaniach przedstawianych przez licealistkę i powielanych medialnie. Ta analiza stała się punktem wyjścia do tekstu Anny Wittenberg na portalu Zero.pl.

Czytaj też: Jak pielęgnować młodego geniusza

Kornelia Wieczorek: ile w tym było prawdy?

Dopiero po dwóch latach medialnych sukcesów i po odznaczeniu Kornelii Wieczorek okazało się, że np. Kancelaria Prezydenta nie zweryfikowała informacji dotyczących dziewczyny i nie skontaktowała się z jej rodzicami. Nie tylko urzędnicy nie sprawdzili, czy prawdziwy jest biogram nastolatki, według którego miała w Cambridge pracować nad chorobami neurodegeneracyjnymi. Burza rozpętała się w kwietniu. Pierwszy od Kornelii Wieczorek odciął się dr Kawecki, przepraszając we wpisie na platformie X za to, że promował nastolatkę, nie sprawdzając wcześniej, ile jest prawdy w jej biogramie, a ile podkręconych przesad, które nazwał hiperbolą PR.

Bo dziewczyna rzeczywiście w swoim Liceum nr III im. Marynarki Wojennej w Gdyni realizowała różne projekty – ale w zespole. Za część z nich razem z koleżanką dostały nagrody i wyróżnienia, ale trudno nazwać te działania przełomowymi badaniami naukowymi. To raczej rozgrzewka przed biegiem długodystansowym, jakim są studia pierwszego i drugiego stopnia, potem doktorat i prawdziwa praca naukowa.

Internauci na Reddit.pl i Anna Wittenberg ustalili i ujawnili m.in., że nastolatka jest na kursie online w komercyjnej firmie Cambridge Centre for International Studies, gdzie przez 13 tygodni ma godzinę wykładu tygodniowo i mentoring profesora. CCIS nie ma nic wspólnego z szacownym brytyjskim uniwersytetem. Matka nastolatki poinformowała portal Zero.pl, że córka w ramach tego mentoringu pisze pracę przeglądową na temat zastosowania komórek macierzystych w chorobie Parkinsona pod nadzorem i przy konsultacji prof. Ulffa Dettmera z Harvard Medical School. Z kolei CCIS informuje, że prace pisane przez kursantów, czyli studentów badaczy, czasami są publikowane w czasopismach naukowych. I słowo „czasami” wydaje się tu kluczowe.

Kto jest odpowiedzialny

Falę zachwytów nad młodą i wybitną licealistką zastąpiła fala krytyki. Odniosła się do niej matka dziewczyny, wydając oświadczenie, w którym zdecydowanie sprzeciwia się hejtowi, jaki spadł na jej dziecko. Olga Wieczorek napisała w nim, że konkursy i inicjatywy, w których Kornelia brała udział, były przeznaczone dla młodzieży szkolnej. „Córka konkurowała w nich z innymi uczniami na równych zasadach oraz zgodnie z obowiązującymi regulaminami. Kornelia pracowała nad projektami edukacyjnymi wspólnie z innymi osobami. Projekty realizowane przez moją córkę nie miały charakteru pełnowymiarowych, samodzielnych badań naukowych”. I zaapelowała o powściągliwość, rozwagę i odpowiedzialność w formułowaniu zarzutów wobec jej dziecka. Zawiadomiła też prokuraturę o atakach na Kornelię.

O spokój zaapelował też dyrektor liceum, w którym uczy się nastolatka, wprost mówiąc o nagonce i określając ją mianem karygodnej. Zaznaczył przy tym, że nastolatka ma w szkole zapewnione wsparcie psychologiczne w związku z całą sytuacją, której – jakby na to nie patrzeć – nie była jednak bierną uczestniczką. Okazało się bowiem, co przyznała jej matka, że sama prowadziła swoje profile w mediach społecznościowych, a jej wpisów nie sprawdzał nikt dorosły. I sama opowiadała o tym, że pewien noblista cytował jej publikację.

Rafał Pikuła, redaktor prowadzący magazynu Spider’s Web, w wypowiedzi dla Wirtualnych Mediów przyznał, że w przypadku Kornelii odpowiedzialne są obie strony – ona wykorzystała media społecznościowe do zbudowania fałszywego wizerunku, przez co oszukała media. Dziennikarze natomiast z lenistwa, braku przygotowania lub przez płatne współprace ją wypromowali.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Łatwogang rozbił bank. Diss na raka i cud w kawalerce. Jaki będzie ciąg dalszy akcji?

Łatwogang zaatakował raka klinicznego, ale postanowił też walczyć z tym społecznym: z obojętnością.

Katarzyna Kaczorowska
06.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną