Urlop przed wakacjami. Uczniowie chcą więcej wolnego, szkoły zaraz będą świecić pustkami
Barbara Nowacka obiecywała podnieść minimalną frekwencję na lekcjach z 50 do 75 proc., ale wycofała się z tego pomysłu. Nie ma akceptacji społecznej dla zmuszania dzieci, aby chodziły do szkoły. To sprawa rodziców, a nie rządu.
Rodzic nawet nie musi się tłumaczyć, dlaczego nie posłał dziecka do szkoły. Wystarczy, że poinformuje wychowawcę, iż wie o nieobecnościach, a wychowawca musi usprawiedliwić. Dopytywanie o przyczynę jest niezgodne z prawem. Należy domniemywać, że absencję spowodowały ważne sprawy rodzinne. Dopiero frekwencja niższa niż 50 proc. upoważnia nauczycieli do wszczęcia alarmu.
Nie wytrzymam do piątku
Prawie każdy uczeń doznaje od czasu do czasu silnego pragnienia, aby zrobić sobie wolne od szkoły. Niektórzy mają tak cudownych rodziców, że nie muszą wcale się starać, aby dostać zgodę na niewielki urlop. Inni muszą wymyślić jakiś powód. Ci, co stale przychodzą, gdyż mają niewyrozumiałych rodziców, czują, że nie dotrwają do końca tygodnia.
W każdy poniedziałek na szkolnych korytarzach słychać jęki uczniów, iż nie wytrzymają do piątku. Współczesne nastolatki potrzebują dłuższego weekendu, sobota i niedziela już nie wystarczają. Są szkoły, które tak ustawiają plan lekcji, aby jeden dzień w tygodniu był luźniejszy. Jeżeli dziecko zostanie w domu, nie ominą go ważne zajęcia. A jeżeli przyjdzie, nie trafi na sprawdzian czy kartkówkę.
Niektóre miesiące, np. maj, są przyjazne dla przemęczonych uczniów, gdyż mają jakiś długi weekend. Innym miesiącom trzeba się mocno przyjrzeć, aby dostrzec okazję do zrobienia sobie wolnego piątku lub poniedziałku.