Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Trump rozpalił ogień, ale winnych jest więcej

Demonstranci, którzy „zdobyli” Kapitol, pójdą pod sąd. Demonstranci, którzy „zdobyli” Kapitol, pójdą pod sąd. Carol Guzy / Zuma Press / Forum
Za tragifarsę, która wczoraj zdarzyła się w Waszyngtonie, winę ponosi Partia Republikańska. Jej prominentni politycy przez cztery lata cynicznie popierali niepoczytalnego Trumpa.

„Jesteśmy na Kapitolu świadkami syfu rodem z jakiejś bananowej republiki. Wiceprezydent Mike Pence został właśnie w pośpiechu ewakuowany przez Secret Service” – lamentował w nocy na Twitterze kongresmen Mike Gallagher, republikanin ze stanu Wisconsin. Sam również został ewakuowany, bo tłum wiernych sympatyków Trumpa wdarł się do amerykańskiego parlamentu, który zebrał się, żeby formalnie zatwierdzić wyniki listopadowych wyborów prezydenckich.

Trump dolewa oliwy do ognia

Dlaczego zwolennicy Trumpa przystąpili do szturmu? Godzinę wcześniej, na wiecu przed Białym Domem, prezydent osobiście wezwał ich, żeby maszerowali na Kapitol. A nawet dodał, że chętnie by z nimi poszedł. Od dwóch miesięcy Trump powtarza brednie, że wybory zostały sfałszowane, systematycznie dolewając oliwy do ognia. No i wreszcie go rozpalił – w głowach i sercach demonstrantów, którzy pogonili kongresmenów.

Ostatni raz podobne zdarzenie – tzn. intruzi wdzierający się na Kapitol – miało miejsce w 1814 r., kiedy podczas wojny Brytyjczycy na krótko zdobyli amerykańską stolicę.

Nic zatem dziwnego, że świat przyglądał się wczorajszym wydarzeniom z niedowierzaniem, a niekiedy z nieskrywaną schadenfreude. „Wyrażamy zaniepokojenie aktami przemocy w Waszyngtonie i mamy nadzieję, że naród amerykański znajdzie nową ścieżkę do stabilności i sprawiedliwości społecznej” – oświadczył rząd Wenezueli. Zaniepokojony jest również rząd Turcji, który wzywa swoich obywateli przebywających w USA, żeby trzymali się z daleka od większych skupisk.

Reklama