Świat

Nie tylko covid. Kronika katastrofy Ameryki Łacińskiej

W samej czołówce czarnych statystyk lokuje się regionalna superpotęga: Brazylia, gdzie codziennie umiera teraz ok. 3 tys. ludzi (wcześniej nawet 3,5 tys.). Na zdjęciu cmentarz w Porto Alegre W samej czołówce czarnych statystyk lokuje się regionalna superpotęga: Brazylia, gdzie codziennie umiera teraz ok. 3 tys. ludzi (wcześniej nawet 3,5 tys.). Na zdjęciu cmentarz w Porto Alegre Diego Vara / Reuters / Forum
Ameryka Łacińska przegrywa batalię z covid-19 – i tam, gdzie nową chorobę lekceważono, i tam, gdzie potraktowano ją serio. A kryzys sięga daleko poza trwającą pandemię.

Twarde dane przemawiają mocniej niż cokolwiek innego: 35 proc. umierających na covid na całym świecie mieszka w Ameryce Łacińskiej, a region liczy jedynie 8 proc. światowej populacji (liczby zgonów z ostatniego tygodnia kwietnia za „New York Timesem”).

W samej czołówce czarnych statystyk lokuje się regionalna superpotęga: Brazylia, gdzie codziennie umiera teraz ok. 3 tys. ludzi (wcześniej nawet 3,5 tys.) – niewiele mniej niż w Indiach, których populacja jest jednak sześciokrotnie większa. Brazylia ma za prezydenta negacjonistę Jaira Bolsonaro, który od początku pandemii lekceważył jej powagę, sprzeciwiał się lockdownom, a nawet zwalczał stanowych i lokalnych polityków wprowadzających obostrzenia.

Marna dyplomacja, fikcyjny dystans

Trudno znaleźć dobitniejszy przykład chaotycznego zarządzania kryzysem spowodowanym pandemią. Kilkakrotne dymisje ministrów zdrowia, nieustanne wysyłanie do społeczeństwa fałszywie uspokajających sygnałów, marna dyplomacja, która zaatakowała potencjalnego dostawcę szczepionek na covid (Chiny) i ostatecznie nie zapewniła ich dostatecznej liczby na czas; wreszcie otwarte konflikty między prezydentem a gubernatorami stanowymi...

To najprawdopodobniej dramatyczny kryzys w amazońskim mieście Manaus doprowadził do zmutowania w Brazylii nowego wariantu koronawirusa, bardziej zaraźliwego, prowadzącego częściej do zgonów również pacjentów młodych, niecierpiących na tzw. choroby towarzyszące. Nowa odmiana wirusa jest już obecna w blisko 40 krajach, głównie w Ameryce Łacińskiej.

Czytaj też: Jak zaszczepić najbiedniejsze rejony świata

Jednak również Peru, gdzie szybko – bo od razu w marcu 2020 r. – wprowadzono rygorystyczny lockdown, nie obroniło się przed popadnięciem w sytuację bliską katastrofie. W ostatnim kwartale zeszłego roku Peru było krajem o największej liczbie zgonów na 100 tys. mieszkańców na świecie.

W dzielnicach nędzy – czy to peruwiańskich pueblos jovenes, brazylijskich favelas, kolumbijskich barrios, chilijskich callampas, argentyńskich villas miserias – dystans fizyczny między ludźmi to czysta fikcja. Ludzie gnieżdżą się najczęściej po kilka osób w jednej izbie. Warunki sanitarne, wentylacja i higiena są na fatalnym poziomie.

W Peru wysoka liczba zachorowań w 2020 r. pozwoliła władzom zarządzającym kryzysem wierzyć, że społeczeństwo jest bliskie uzyskania tzw. stadnej odporności. Badania prowadzone w Limie sugerowały, że blisko połowa mieszkańców wytworzyła przeciwciała chroniące przed koronawirusem. Wierzono, że druga fala pandemii będzie łagodna, i zniesiono lockdown na Boże Narodzenie.

Chwilę potem przyszło za tę lekkomyślność zapłacić: w styczniu 2021 r. w Peru uderzyło koronawirusowe tsunami. W pierwszą rocznicę pandemii kraj przeżywał najbardziej śmiertelny miesiąc od jej początku.

Czytaj też: Prezydent Brazylii oskarżany o ludobójstwo

Biedota do eksmisji

Nawet Chile, uważane w świecie zachodnim za kraj „prawa i porządku”, o znacznej dyscyplinie społecznej, ponosi podobne do innych porażki. Tam stosunkowo szybko zamknięto granice i lotniska. Zapewniono również dużą liczbę łóżek w szpitalach i respiratorów. Ale przeprowadzano zbyt mało testów, ergo nie identyfikowano skutecznie zakażonych, ergo nie poddawano ich izolacji. I, z wymienionych powodów, nie monitorowano, co się z nimi dzieje.

Również pomoc ekonomiczna dla poszkodowanych, przede wszystkim z powodu zamknięcia wielu sektorów gospodarki, była niedostateczna lub mocno spóźniona. Władze Chile – podobnie zresztą jak władze Kolumbii – mimo że względnie szybko zareagowały na rozprzestrzeniającą się pandemię, udzieliły wsparcia finansowego jedynie osobom pracującym legalnie. Tymczasem w tych i wszystkich innych krajach regionu pokaźny odsetek populacji w tzw. wieku produkcyjnym to ludzie pracujący na czarno, czasem wręcz pracownicy i pracownice dniówkowi.

Przytłaczająca ich większość to biedota, żyjąca z pieniędzy zarobionych z dnia na dzień. Wszelkie kwarantanny i lockdowny są tu na dłuższą metę nie do utrzymania. Oto jeden z fundamentalnych i strukturalnych problemów w regionie, które mają przemożny wpływ na porażki w zmaganiach z koronawirusem.

Dla najbiedniejszych pytanie o zapaść życiową – czy to z braku środków do życia, czy z powodu potencjalnie śmiertelnej choroby – nie jest jedynie intelektualną łamigłówką. Prasa opisuje przypadki ludzi, którzy mieszkali w wynajętych mieszkaniach (także w slumsach), a gdy z powodu załamania się rynku pracy utracili zatrudnienie, zabrakło im środków na wynajem. Eksmitowani lub uciekający przed eksmisją powiększają liczbę bezdomnych. Nowi bezdomni budują czasem obozowiska namiotów. Nie dość, że ich życie wywróciło się do góry nogami, to są narażeni na ataki służb porządkowych – policji czy straży miejskich – które przybywają z rozkazami likwidacji nielegalnych i potencjalnie niebezpiecznych z powodów sanitarnych siedlisk ludzkich.

Czytaj też: Od Brazylii po Peru. Wirus dewastuje Amerykę Południową

Przyszli zarządcy przyszłych kryzysów

Jesienią zeszłego roku naukowcy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa w Baltimore prowadzili interdyscyplinarne badania nad zarządzaniem pandemią covid-19 w pięciu krajach Ameryki Łacińskiej: Brazylii, Chile, Ekwadorze, Kolumbii i Peru. Porażki upatrywali przede wszystkim w nieformalnym charakterze dużej części rynku pracy i gęstości zaludnienia niektórych obszarów, słabej infrastrukturze medycznej i niewydolności systemu służby zdrowia.

Ustalili m.in., że to nie zbyt wolne tempo pomocy ekonomicznej dla biednych – jak sądzono – było jedną z głównych przyczyn porażek w walce z pandemią, lecz zbyt skromne rozmiary tej pomocy (zmuszające często do podejmowania pracy wbrew zaleceniom czy wręcz nakazom administracyjnym).

Autorzy badania sformułowali rekomendacje dla władz zarządzających kryzysami pandemicznymi: systematyczne testowanie ludzi, identyfikowanie i monitorowanie chorych (im wcześniejsze, tym lepiej)… Wszystko to stwarzałoby szansę uniknięcia przyszłych lockdownów, a w konsekwencji uderzałoby nieporównanie słabiej w gospodarkę, czyli we wszystkich. Za ważną w walce z pandemią uznali również dobrą komunikację między władzami a obywatelami oraz koordynację działań rozmaitych agend działających w różnych obszarach zarządzania kryzysowego.

Czytaj też: Bolsonaro nikogo się nie boi i wszystkich obwinia

Problemy globalnego Południa

Z tych i innych rekomendacji będą mogli skorzystać przyszli zarządcy przyszłych kryzysów. Kłopot w tym, że tylko nad niektórymi okolicznościami da się zapanować: błędy naprawić, nauki wyciągnąć i rozwinąć. W regionie takim jak Ameryka Łacińska wiele okoliczności, które sprzyjają rozprzestrzenianiu się pandemii, wymaga wieloletnich zmagań nie tylko o charakterze medycznym czy stricte doraźnym, antykryzysowym. Covid-19 wydobył na światło i „udramatycznił” jeszcze bolączki obecne w regionie bez przerwy i nieustająco. Potrzeba myślenia strategicznego, wizjonerskich planów urbanistycznych, wielkich inwestycji i… woli politycznej.

Jak rozładować przeludnione slumsy w wielkich metropoliach – ognisko rozprzestrzeniania się chorób (i tych w sensie medycznym, i społecznym)? Jak względnie szybko rozbudować marną infrastrukturę opieki zdrowotnej? Skąd wziąć dostateczną liczbę lekarzy i personelu medycznego? (W sytuacjach kryzysowych można ich „importować” z Kuby – tyle że prezydent Brazylii przepędził ich ze swojego kraju jako „komunistów”). Jak przekształcić rynek pracy – jego prawne reguły i nieformalne obyczaje?

Te pytania – fundamentalne, wykraczające daleko poza pandemię covid-19 i daleko poza Amerykę Łacińską – dotyczą całego globalnego Południa. Zegar już tyka...

Czytaj też: Grzechy koncernów farmaceutycznych

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Za murami seminariów. Co chłopaków tam pcha? Jak sobie radzą?

Dziś mamy w Polsce ponad 70 seminariów, gdzie klerycy przez sześć lat są przygotowywani do swego zawodu.

Adam Szostkiewicz
24.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną