„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Łukaszenka pęka czy blefuje? Kryzys na granicy wymyka się spod kontroli

Aleksandr Łukaszenka nie odstępuje od gróźb, a wręcz je podsyca. Aleksandr Łukaszenka nie odstępuje od gróźb, a wręcz je podsyca. Shamil Zhumatov / Reuters / Forum
Kryzys na granicy zbliża się do momentu przesilenia. Ostatnie decyzje Turcji i twarda postawa Warszawy powodują, że koszty presji migracyjnej, które ponosi Łukaszenka, niebezpiecznie rosną.

Turcja zdecydowała dziś o ograniczeniu wylotów białoruskiej linii Belavia z migrantami z Iraku, Syrii i Jemenu na pokładzie. Tym, którzy już kupili bilety, operator zwróci koszty. Turkish Airlines też nie będą już transportować ludzi do Mińska. To efekt porozumienia między władzami Polski i Turcji, które zgodziły się współpracować na rzecz rozwiązania kryzysu i, jak głosi oficjalny komunikat, „przeciwdziałać wykorzystywaniu nielegalnych migrantów w wojnie hybrydowej Łukaszenki”.

Białoruś pod silną presją Zachodu

Zadziałała więc groźba nowych unijnych sankcji, które miały objąć linie lotnicze transportujące „turystów” na Białoruś: Belavię, ale też – jak donosi Bloomberg – FlyDubai, Utair, Nordwind Airlines, a nawet rosyjski Aerofłot. A ryzykują także europejscy pośrednicy, od których Belavia leasinguje samoloty: firmy duńskie, rumuńskie, irlandzkie. Aerofłot zapewnił już, że nie bierze udziału w procederze, a jego samoloty odbywają tylko regularne czarterowe loty do Turcji, Iraku i Syrii. Przestrzegł też, że będzie bronić swoich interesów przed sądami. Groźbie sankcji uległy prócz tego linie irackie.

Białoruś znalazła się pod silną presją dyplomatyczną, i nie chodzi tylko o powszechną krytykę reżimu w Mińsku, bo ona była akurat wkalkulowana w koszty. Kryzys trafił co prawda pod obrady Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale ta nie ogłosiła żadnej rezolucji, bo zawetowałaby ją Rosja. Wspólne oświadczenie wydały tylko USA, Wielka Brytania, Francja i niestali członkowie: Albania, Estonia oraz Irlandia. Z jednej strony kraje te skrytykowały Łukaszenkę za destabilizację sytuacji na granicy, zauważając, że reżim odwraca w ten sposób uwagę od łamania praw człowieka w swoim kraju. Z drugiej – nie wspomniały w żaden sposób o Rosji, która nie tylko wspiera Łukaszenkę, ale i wykorzystuje Białoruś jako swoje proxy w wywieraniu presji na Zachód.

Zdecydowanie zareagował przedstawiciel Rosji przy ONZ Dmitrij Polianski: „Chcą [autorzy oświadczenia] uczynić z Białorusi, a nawet Rosji sprawcę tego kryzysu”. I dodał, że Mińsk nie ma ekonomicznych ani politycznych powodów, żeby powstrzymywać migrantów przed próbami przedostania się do UE czy odsyłać ich tam, skąd przybyli. Byłoby to w jego przekonaniu „totalne naruszenie konwencji międzynarodowych”.

Czytaj też: Łukaszenka i Putin grają migrantami. To broń obosieczna

Łukaszenka wygraża Europie

Działania Łukaszenki nie wskazują na łagodzenie kryzysu, zwłaszcza że nie osiągnął on jeszcze swoich celów. Sytuacja nie ewoluuje na jego korzyść, ale ma w talii jeszcze jedną kartę: kurek z gazem. „My ogrzewamy Europę, a oni nam jeszcze grożą, że zamkną granice – bulwersował się. – Co jeśli zamkniemy przesył gazu? Rekomendowałbym władzom Polski, Litwinom i innym głupcom, żeby najpierw pomyśleli, zanim coś powiedzą”.

Groźby mają to do siebie, że muszą być wiarygodne, Białoruś ograniczyła więc o 40 proc. przesył surowca gazociągiem Jamał, przy czym tranzyt przez Ukrainę pozostaje na razie na tym samym poziomie. Dmitrij Pieskow od razu zastrzegł, że działania Mińska nie były uzgadniane z Moskwą – podaje rosyjska agencja informacyjna TASS. „Tak, to nasz sojusznik, lecz także suwerenne państwo” – wyjaśniał rzecznik Kremla. I zapewnił, że Rosja ma zamiar wypełniać swoje zobowiązania wobec klientów Gazpromu w Europie.

Łukaszenka ma teraz wybór: trwać i eskalować kryzys albo go zakończyć. Za pierwszym scenariuszem przemawia to, że konflikt jest w fazie zaawansowanej, a reżim zbyt dużo zainwestował, żeby się wycofać. Łukaszenka nie odstępuje od swoich gróźb, wręcz je zaostrza. „Za mocno zaczęli nam wygrażać piątym pakietem sankcji” – mówił. I dodał, że nie tylko ograniczy przesył gazu, ale go wręcz zablokuje.

Czytaj też: Jak działa białoruska propaganda

Czy reżim w Mińsku blefuje?

Łukaszenka opowiada też o „uzbrojonych migrantach”, co należy odczytywać jako niezawoalowaną groźbę. „Mamy tu [na granicy] niebezpieczną tendencję. Ja to przewidywałem. Przez ostatnie dwie doby przerzucana jest tutaj broń z Donbasu, a celem jest prowokacja: żeby zderzyli się nasi pogranicznicy z ich [polskimi] służbami. Kurdowie to przecież bojownicy, a gdy ich biją i obrażają, wystarczy dowolny karabin, pistolet, by sytuacja przerodziła się w konflikt zbrojny” – taki scenariusz snuje białoruski dyktator.

Niewykluczone, że ta przewidywana eskalacja kryzysu to blef. W tak napiętej sytuacji, grożącej wybuchem konfliktu zbrojnego, czyli wojną, Łukaszenka mógłby wykazać się odpowiedzialnością, „uchronić Europejczyków od przelewu krwi”, zachować twarz i się wycofać. „Turystów” z Iraku, Syrii i Jemenu należałoby też po prostu po cichu odesłać. Już dziś wiadomo, że konsulat iracki jest gotów w tym pomóc władzom w Mińsku.

Czytaj też: Czy Polska może zatrzymać Łukaszenkę?

Kryzysy mają jednak to do siebie, że mogą wymknąć się spod kontroli. A to nadmierne ryzyko, zwłaszcza dla tych, jak Mińsk i Moskwa, którzy żyją z zarządzania niepokojem. Amerykanie ostrzegli w czwartek władze w Kijowie, że „możliwa jest zbrojna operacja” Rosji. Informację tę opublikował także Bloomberg. Rzecznik Kremla natychmiast to zdementował, uznając ruchy rosyjskich wojsk za „wewnętrzną sprawę kraju”. O wrogie intencje posądził za to Waszyngton, a ściśle o prowokacyjne zbliżanie się amerykańskich okrętów wojennych do rosyjskiego wybrzeża na Morzu Czarnym i trwające tu operacje rozpoznawcze. Ministerstwo obrony traktuje te działania jak zagrożenie dla strategicznej równowagi w regionie – czytamy w oświadczeniu na jego stronie.

Czytaj też: Sekretne misje Maksima Szugaleja

Kryzys na granicy. Kto okaże się tchórzem?

Napięciu na osi Moskwa–Kijów i NATO nie pomagają doniesienia o tym, że presję migracyjną można by przesunąć w stronę Ukrainy. Nie byłoby to w interesie Łukaszenki, który dużo zainwestował, by odgrywać teraz rolę gospodarza kryzysu. Z drugiej strony resort obrony Białorusi oświadczył, że jest gotów „ściągnąć Rosję, by zapewnić bezpieczeństwo swemu państwu”. Wciągnięcie Kremla w spór ma być odpowiedzią na zaangażowanie Brukseli przez Polskę. Natomiast wzmożona aktywność militarna 15 tys. białoruskich i rosyjskich żołnierzy w pobliżu granicy z RP nie jest rzekomo w żaden sposób związana z kryzysem migracyjnym.

Wszystkie strony prężą więc muskuły – to ten moment w tzw. dylemacie tchórza, klasyce teorii gier, gdy są na kursie kolizyjnym, żadna nie chce ustąpić, ale to ostatnia chwila, gdy sytuacja jest pod kontrolą. Ten, kto wykaże się rozsądkiem, będzie jednocześnie owym tchórzem. Natomiast ten, kto jest na tyle nieracjonalny, by nie liczyć się z konsekwencjami, ma szansę wygrać. Ale będzie to pyrrusowe zwycięstwo.

Czytaj też: Spotkanie w mroku. Czy polski patrol natknął się na specnaz?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną