Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Co niemiecka prasa pisze o Polsce i „turystach Łukaszenki”

Kanclerz Niemiec Angela Merkel Kanclerz Niemiec Angela Merkel Hannibal Hanschke / Forum
Słychać głosy oburzenia w sprawie wypychania migrantów z terytorium Polski, ale zarazem jest świadomość, że „białoruski epizod” dotyczy całej Unii, która po kryzysie z 2015 r. nie zdobyła się na wspólną politykę migracyjną.

W Niemczech szarpanina z „turystami Łukaszenki” z Bliskiego Wschodu napierającymi na granice Polski, Litwy i Łotwy budzi szczególne emocje. Ponieważ ściągani na Białoruś migranci chcą do Niemiec, w wielu odzywa się trauma 2015 r., kiedy Angela Merkel z pobudek humanitarnych otworzyła granice dla Syryjczyków koczujących w Budapeszcie i wypychanych przez Viktora Orbána na Zachód. Do Niemiec dotarło wówczas blisko milion uchodźców. Republika to wytrzymała, ale kosztem wewnętrznych napięć i wzlotu populistycznej prawicy.

Między Putinem a Łukaszenką

Komentatorzy uspokajają, że obecny kryzys ma zupełnie inny charakter. Teraz przez Polskę do Niemiec dotarło zaledwie kilka tysięcy osób, a w Mińsku i na granicy na swą szansę czeka jeszcze blisko 12 tys. ludzi traktowanych przez reżim Łukaszenki jako żywy taran. To zupełnie inna skala katastrofy humanitarnej niż sześć lat temu. Unia Europejska – komentuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – nie może ulegać szantażowi dyktatora, który kryzysem na granicy z UE chce wymusić złagodzenie sankcji i bojkotu, jakim został objęty przez Zachód po sfałszowanych wyborach prezydenckich. A zarazem kolejną falą aresztowań zaostrza represje wobec białoruskiej opozycji. I taki też jest ton wielu innych komentarzy.

Ale na konkretne pytania o to, jak w takim razie postępować, padają sprzeczne rady. Budować wspólnym wysiłkiem mur graniczny? Owszem, ale już niekoniecznie odwoływać się do art. 4. NATO – tłumaczyło z kolei niedzielne wydanie „FAZ” – to przecież wciąż tylko kryzys polityczny, a nie militarny. Zaś komentatorka monachijskiej „Süddeutsche Zeitung” Silke Bigalke filozoficznie westchnęła: Aleksandr Łukaszenka chce być koszmarem Unii, ale może nim być tylko tak długo, jak długo to odpowiada Putinowi, który przecież rozgrywa własną partię szachów, nawet jeśli to on stoi za szarpaniem unijnej granicy.

Jak twierdzi Bigalke, na ostrym konflikcie z NATO Putinowi nie zależy, natomiast na dalszym przydeptaniu Białorusi jak najbardziej. Obecna koncentracja wojsk rosyjskich na zachodzie kraju jest równie blisko granicy ukraińskiej, co białoruskiej. Łukaszenka jest na garnuszku Moskwy, ale nadal nie uznał aneksji Krymu ani nie zawarł z Rosją unii walutowej. A kiedy w ubiegłym tygodniu mu się wyrwało, że może zablokować dostawy rosyjskiego gazu na Zachód, to Putin jedynie wzruszył ramionami: Łukaszenkę niepotrzebnie poniosło.

Warto dzwonić do Mińska?

Nie ma też w Niemczech jasności, czy to źle, czy dobrze, że Merkel, telefonując do Łukaszenki, jako pierwsza złamała bojkot, jakim go objął Zachód po sfałszowanych wyborach prezydenckich. „To fatalne!” – oświadczyli Zieloni. „To normalne” – odpowiedzieli chadecy. Merkel zawsze uważała, że w sytuacjach konfliktowych trzeba rozmawiać, zarazem mocno trzymając się zasad. Jej telefon do Łukaszenki był zresztą uzgodniony z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, który równocześnie w ramach „formatu normandzkiego” zadzwonił do Putina, przestrzegając przed nowym zaostrzeniem konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Po niedawnych wyborach do Bundestagu Merkel wciąż jest urzędującą – choć już tylko techniczną – szefową rządu. A rozmowy koalicyjne socjaldemokratów, Zielonych i liberałów właśnie w sprawach europejskich oraz zagranicznych toczą się jak po grudzie. Jeśli więc Łukaszenka w końcu zdecydował się podstawić autobusy i wycofać migrantów oblegających przejście graniczne w Kuźnicy, to zapewne także w wyniku rozmów Merkel i Macrona.

Co dalej z Polską i praworządnością

Pozostaje kwestia spojrzenia niemieckich mediów na politykę Warszawy w czasie granicznych przepychanek. „Hybrydowa wojna” Łukaszenki z Polską bynajmniej nie przykryła w mediach fundamentalnego konfliktu Warszawy z Brukselą w sprawie praworządności. Niemieckie gazety tuż obok zdjęć i relacji z granicy polsko-białoruskiej obszernie omawiają kolejne werdykty TSUE, jak choćby w sprawie delegowania sędziów i niezgodnej z normami unijnymi koncentracji władzy w rękach ministra sprawiedliwości. Krytykują niedopuszczenie do strefy granicznej dziennikarzy oraz utrudnianie wolontariuszom udzielania pomocy zziębniętym i zgłodniałym migrantom.

Niemniej przy całej krytyce sposobu reagowania Warszawy na „kryzys graniczny” w niemieckich mediach nie ma złośliwej satysfakcji typu: „nie chcieli nam pomóc w 2015 r., to niech mają za swoje”. Są głosy oburzenia, że wypychanie migrantów z terytorium Polski jest nielegalne, ale zarazem jest świadomość, że „białoruski epizod” dotyczy całej Unii, która po kryzysie sprzed sześciu lat nie zdobyła się na wspólną politykę migracyjną.

Nadchodząca zima w Puszczy Białowieskiej może położyć kres naporowi „turystów Łukaszenki” na granicę Unii. Ale spowodowana choćby zmianami klimatycznymi wędrówka ludów z Południa na Północ będzie trwała…

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Polak w górach. Gamoń w laczkach? Ile prawdy w stereotypach

Rozpoczął się feryjny najazd Polaków na polskie góry. Potwierdzi się zapewne coraz oczywistsza z roku na rok obserwacja, że gór mamy mało, zaś Polaków objawiających ich umiłowanie przybywa. Nomen omen – lawinowo.

Ewa Wilk
26.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną