Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Rząd marionetkowy w Kijowie? Sowiecka strategia Putina

Dzień Jedności Ukrainy w parlamencie w Kijowie Dzień Jedności Ukrainy w parlamencie w Kijowie Irina Yakovleva / TASS / Forum
Zajęcie Kijowa ułatwiłoby instalację marionetkowych władz zgodnie ze starą, jeszcze sowiecką strategią. Według niej okupację trzeba przypudrować jakąś dekoracją, wasalnym niby-rządem.

Amerykański senator Marco Rubio zamieścił na swoim Twitterze domniemany plan działań Rosji w Ukrainie. Zdominowanie przestrzeni powietrznej miało nastąpić w ciągu pierwszych 12 godzin, sparaliżowanie łączności po 36 godzinach od ataku, ominięcie większych miast, okrążenie Kijowa i zmuszenie ukraińskiego rządu do ucieczki w ciągu 48 godzin oraz zainstalowanie marionetkowego rządu po 72 godzinach. Wyznaczony czas minął, odnotowuje Rubio, a żaden z tych punktów nie został zrealizowany.

Putinowi chodzi głównie o Kijów

Przebieg rosyjskiej ofensywy wskazuje, że celem Putina jest przede wszystkim przejęcie Kijowa, bo to nie tylko zajęcie trzymilionowej metropolii, węzła administracyjno-gospodarczo-transportowego, ale i miejsca symbolicznego. Raz z racji historii. Etap Rusi Kijowskiej Putin próbował zawłaszczyć już lata temu, stwierdzając, że książę Włodzimierz Wielki, chrzciciel Rusi, „położył podwaliny pod jednolity naród rosyjski” i „przyczynił się do zbudowania silnego, scentralizowanego państwa rosyjskiego”. Po drugie, chodzi o symbol, silnie działający zwłaszcza w tych krajach i społeczeństwach – Rosja i Ukraina do nich należą – gdzie władza jest scentralizowana, a stolica, z jej elitą, urzędnikami, uczelniami i sklepami, jest punktem odniesienia, centrum decyzyjnym, miejscem kształtującym mody i adresem, do którego się po prostu aspiruje.

Zajęcie Kijowa ułatwiłoby także instalację rządu marionetkowego zgodnie ze starą, jeszcze sowiecką strategią. Według niej okupację trzeba przypudrować jakąś dekoracją, propagandowo użytecznym wasalnym niby-rządem, przedstawicielstwem mieszkańców podbitych terenów. Taki rząd zajmuje się administracją, werbowaniem zwolenników i prześladowaniem lokalnych przeciwników, ale do najważniejszych spraw się nie bierze, te wojskowe i inne o znaczeniu strategicznym czy zwyczajnie ważne dla ZSRR/Rosji pozostają wyłączną domeną Moskwy.

Operację takiego rodzaju – z reguły pod hasłem wyzwolenia spod czyjegoś jarzma – ćwiczono wielokrotnie, komitety rewolucyjne szły z bolszewicką armią w 1920 r., później w Polsce był PKWN, Finlandia miała Otto Kuusinena itd. W fińskim przypadku się nie udało, bo Armia Czerwona napotkała na zbyt zacięty opór, Stalin podczas wojny rozpoczętej pod koniec 1939 r. nie dał rady podbić całego terytorium zachodniego sąsiada i musiał zadowolić się kadłubkową tzw. Fińską Republiką Demokratyczną, obejmującą część Karelii. Zresztą już nieco po ponad trzech miesiącach FRD została wchłonięta przez ZSRR.

Janukowycz zamiast Zełenskiego?

Figuranci nie potrzebują popularności ani sympatii. Są przedstawicielami okupanta, przychylność opinii publicznej gwarantują jego bagnety i czołgi. Te w Ukrainie przez pierwsze trzy dni ofensywy nie zajechały dość daleko. Nie ma więc warunków, by odtrąbić sukces, „wyzwolenie” ani do rozpoczęcia – jak to ujął Putin, rzucając rozkaz do ataku – „denazyfikacji” ukraińskiego państwa.

W styczniu brytyjski wywiad sugerował, że kandydatem w razie powodzenia inwazji może nie być wcale ukrywający się w Rosji były prorosyjski prezydent Wiktor Janukowycz, obalony przez obywatelskie protesty, a Jewhen Murajew, były ukraiński deputowany. Sam zainteresowany dementował, ale władze w Kijowie uznały sugestie za sensowne, skoro podobnie drugorzędne postaci miejscowej polityki były wybierane na kierownicze stanowiska na okupowanym Krymie i w separatystycznych republikach w Donbasie. Niedługo później raport swojego wywiadu nagłośniła niemiecka prasa. Tu pobrzmiewają ślady wzorców Czeki, NKWD i KGB. Rosjanie mają planować rozbicie sił ukraińskich w polu, obleganie największych miast, gdzie uaktywnią się agenci i dywersanci, dalej jest stworzenie udawanego parlamentu, pewnie o nazwie Rady Ludowej.

Selekcja jej członków już pewnie została przeprowadzona. Taka rada miałaby wybrać rząd, który według niemieckiego wywiadu zająłby się złamaniem nieprzekonanych obywateli, szczególnie oporni lub uznani za niebezpiecznych trafiliby do obozów. Przyszłością tak zorganizowanej Ukrainy byłoby dołączenie – obok Białorusi – do Państwa Związkowego, geopolitycznego zombi będącego próbą wskrzeszenia ZSRR. Tuż przed rozpoczęciem inwazji służby Stanów Zjednoczonych ostrzegały o przygotowanych listach osób uznawanych za wrogich Rosji, w tym działaczy politycznych, organizacji pozarządowych, szczególnie walczących z korupcją i o prawa osób LGBT, członków mniejszości etnicznych i religijnych oraz mieszkających w Ukrainie białoruskich i rosyjskich dysydentów.

Zostaje jeszcze opcja rozbioru

Przebieg zdarzeń wskazuje, że zachodnie służby poprawnie rozpoznały rosyjskie przygotowania i intencje, a także termin ataku, od tygodni zapowiadany przez wspólnotę wywiadowczą na końcówkę lutego. Plan z marionetkowym rządem, obozami dla przeciwników i listami proskrypcyjnymi czeka na wcielenie w życie, o ile pozwolą na to okoliczności. Wśród dostępnych scenariuszy zostaje jeszcze wersja rozbioru, np. z kolaboracyjnym rządem na wschodzie.

I jeszcze kwestia uznania tak narzuconej władzy. Dotychczasowy opór sugeruje, że w przypadku klęski regularnych sił zbrojnych otwarty zostanie front wojny partyzanckiej, poplecznicy Rosji będą atakowani jako pierwsi. Na sympatię społeczną nie mają co liczyć, tak samo rząd figurantów byłby szczelnie izolowany i obłożony restrykcyjnymi sankcjami.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną