Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Myśliwce dla Ukrainy? To nie takie proste

MiG-29 mają w NATO trzy państwa: Polska, Słowacja i Bułgaria. MiG-29 mają w NATO trzy państwa: Polska, Słowacja i Bułgaria. Michał Adamowski / Reporter / EAST NEWS
Kraje NATO mają przekazać Ukrainie 70 samolotów myśliwskich i szturmowych. Jeśli się uda, bardzo to wzmocni jej obronę powietrzną i podniesie koszty putinowskiej awantury. I my na tym też raczej nie stracimy.

Zapytany o to w poniedziałek w TVN24 rzecznik rządu Piotr Müller nie wydawał się zaskoczony. Nie dementował, ale i stwierdził, że nie będzie sprawy komentował. Intonacja i mimika wskazywały jednak, że coś jest na rzeczy. Skoro przeciek się pojawił, znaczy, że NATO tak chciało. Wiadomość potwierdziło właśnie oficjalnie Ministerstwo Obrony Ukrainy. Wiadomo już, jakie maszyny zostaną przekazane. Nie wiemy tylko kiedy.

Czytaj też: Niemcy robią zwrot. Koniec ery końca historii

Wesoły taniec na niebie

Chodzi o 56 samolotów MiG-29 (28 z Polski, 16 z Bułgarii i 12 ze Słowacji) i 14 samolotów szturmowych Su-25. W istocie o cały posiadany sprzęt poradziecki tych państw.

Z kilku przyczyn w grę mogły wchodzić tylko postradzieckie maszyny. Po pierwsze, kwestia wyszkolenia pilotów i obsługi naziemnej. Szkolenie pilota na nowy typ myśliwca trwa minimum rok – musi nauczyć się latać w stopniu radykalnie zmniejszającym ryzyko zabicia się. A to niełatwa sztuka. Pamiętam, że mając już ok. 500 godzin nalatane na innych odrzutowcach, siadłem za stery Su-22 – ja drążkiem, pedałami i manetką obrotów silnika, a wesoło roztańczony samolot sobie. Nie istniał jakikolwiek widoczny związek między tym, co robię ze sterami, a tym, co robi maszyna w powietrzu. Wymagało czasu, żeby się zorientować, co i jak. A jeszcze nauka różnych manewrów! Na myśl o lądowaniu wciąż mi się jeży włos na głowie. Tymczasem trzeba umieć zawiadywać samolotem i w dzień, i w nocy, we mgle i przy silnym bocznym wietrze.

Systemy samolotu, zwłaszcza radar, układy kierowania ogniem i nawigacyjne, nie mówiąc już o uzbrojeniu, mają mnóstwo rozmaitych zakresów pracy, a każdy z nich ma swoją specyfikę, różne są zobrazowania na ekranach, przyrządach i wskaźniku przeziernym przed głową pilota (HUD). Wszystkie te skaczące symbole, cyferki, wskazówki i skale o czymś informują. Trzeba to szybko zauważyć, odczytać, poskładać w całość, zinterpretować, stworzyć w głowie obraz sytuacji i podjąć optymalne decyzje bojowe. A do tego przecież wciąż pilotować samolot, który złośliwie czeka na chwilę nieuwagi, by znów zacząć swój wesoły taniec na niebie.

Z tego powodu przeszkolenie trwa rok. Dwanaście miesięcy, może dziesięć, ale nie dzień czy dwa. Dlatego Ukraina może dostać tylko to, co już ma, czyli MiG-29 i Su-25. Nawet nie Su-22, których nie używa od ponad 20 lat – nikt już nie pamięta, jak się tym lata.

Czytaj też: Pilot polskiego myśliwca o kulisach swojej pracy

MiG-29. Pilotów nie wytrząsa się z rękawa

MiG-29 mają w NATO trzy państwa: Polska, Słowacja i Bułgaria. We wszystkich samoloty przeszły modernizacje, zamontowano na nich niektóre nowe systemy, GPS, odbiorniki systemów nawigacyjnych NATO typu TACAN czy ILS, VOR i DME. Ukraina nie ma TACAN-ów, na niektórych jej lotniskach są ILS czy cywilne VOR/DME.

W dodatku we wszystkich tych krajach zamontowano różne typy nieco inaczej obsługiwanych urządzeń – i tak sprawią Ukraińcom kłopot. Co gorsza, w kabinach przyrządy dawno przeskalowano na mile morskie, węzły i stopy, do czego nie przywykli ani ukraińscy piloci, ani nawigatorzy naprowadzania z naziemnych stanowisk dowodzenia. Bardzo trzeba uważać, by nie popełnić fatalnej pomyłki.

Pozostaje pytanie, jak wielu Ukraina ma wyszkolonych pilotów, bo jeśli nie ma załóg, to maszyny na niewiele się przydadzą. To jak lekarze, którzy w pandemii powtarzali, że łóżka same nie leczą. Przeszkolenie na nowy typ samolotu to jak zrobienie specjalizacji – podobny wysiłek i też wymaga czasu.

Pilotów nie wytrząsa się z rękawa, trzeba ich mieć zawczasu, bo szkolenie od podstaw to siedem–osiem lat, przeszkolenie z innego typu myśliwca to rok, a przeszkolenie z innego rodzaju lotnictwa – kolejne trzy–cztery. Na szczęście dla Ukrainy są tu zakłady remontowe zdolne zapewnić głęboką obsługę techniczną tych maszyn, a nawet wykonać naprawy po uszkodzeniach w walce. Na miejscu są też produkowane kierowane pociski rakietowe i amunicja do działka, a na lotniskach jest sprzęt naziemny wspomagający ich obsługę (począwszy od naziemnych źródeł zasilania w prąd i sprzętu diagnostycznego). Ukraina ma też sporo części zamiennych dla MiG-29, bo niektóre sama produkuje.

Czytaj też: Czy Ukraina ma się jak bronić?

Rosja straci, Ukraina zyska, Polska też

Mimo że Rosja dysponuje wielokrotnie silniejszym i nowocześniejszym lotnictwem, to nawet w powietrzu nie zdołała odnieść znaczących sukcesów. Jej samoloty ponoszą znaczące straty, a lotnictwo ukraińskie nie zostało zniszczone na ziemi, jak się tego spodziewano. Zaatakowano praktycznie wszystkie bazy Ukrainy, ale maszyny w odpowiednim momencie przetransportowano na różne zapasowe lotniska i operują stamtąd. Oczywiście słynny „Duch Kijowa” to legenda, ale jest niemal pewne, że myśliwce zdołały zestrzelić kilka samolotów wroga, a przypuszczalnie też śmigłowców. Pozostałe padły ofiarą rakiet przeciwlotniczych wszelkich typów i o różnym zasięgu.

Obawiając się rakiet typu S-300 i Buk, rosyjskie samoloty zeszły teraz na bardzo małą wysokość, gdzie kierowane radarem pociski nie mogą ich dosięgnąć. Ale tu jest pole do popisu dla Stingerów i polskich Gromów – miejmy nadzieję, że zbiorą odpowiednie żniwo. Teraz, jeśli ukraińskie lotnictwo się wzmocni i odrodzi niczym Feniks z popiołów, zada agresorowi dalsze bolesne straty.

Słyszałem, że jeśli oddamy kilka naszych MiG-29, otrzymamy w zamian ekwiwalentną liczbę używanych amerykańskich F-16C/D. W tym wypadku musiałoby chodzić o dwie kompletne eskadry, de facto 32 samoloty. Dobrze by było, gdyby od razu poddano je remontom, a pilotów latających do tej pory na MiG-29 odpowiednio przeszkolono. Nasze lotnictwo wojskowe nie tylko na tym nie straci, ale i zyska. Docelowo doskonale by było wymienić wszystkie MiG-29 na używane, ale zmodernizowane F-16 o standardzie nie gorszym od aktualnie posiadanych maszyn tego typu. Na pewno będą o wiele skuteczniejsze i będą miały większą wartość bojową. Nie bez znaczenia będzie też ujednolicenie wyposażenia całego polskiego lotnictwa wojskowego. Bo nawet F-35, które pewnie trafią do Świdwina za Su-22, bliżej jest do „szesnastek” niż MiG-29 – pod względem rodzaju przenoszonego uzbrojenia, filozofii eksploatacji, programu szkolenia itd.

Dlatego uważam, że ta operacja to dobry pomysł. Ukraina zyska, my zyskamy, Amerykanie wiele nie stracą, bo wymiana całkiem jeszcze sprawnych F-16 na nowe F-35 idzie już i tak pełną parą. Najważniejsze jest jednak to, że samoloty mogą pomóc w wojnie z Rosją. Wizja Ukrainy, która niczym Finlandia w latach 1939–40 powstrzymuje potężnego niedźwiedzia, jest naprawdę wspaniała.

Czytaj też: Europa ściga się po F-35. Wszyscy robią to inaczej niż Polska

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną