Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Z ringu na front. Bracia Kliczko walczą o Ukrainę

Bracia Kliczko bronią Kijowa, 15 marca 2022 r. Bracia Kliczko bronią Kijowa, 15 marca 2022 r. Ziv Koren / Polaris / EAST NEWS
Walka to ich żywioł, mają w genach niezłomność i poczucie obowiązku. Witalij i Władimir stoczyli wiele zwycięskich bitew na ringu, teraz walczą z bronią w ręku. O niepodległość Ukrainy.

Mówią, że ich kraj nie padnie na kolana, a oni nie chcą znów trafić pod but Kremla. Witalij i Władimir są najbardziej rozpoznawalnymi na świecie twarzami Ukrainy. W boksie sięgnęli po najwyższe tytuły, medale, pasy, honory, po fantastyczną glorię. Arnold Schwarzenegger poruszony wojną powiedział, że zawsze podziwiał ich sportowego ducha. Dziś podziwia ich męstwo i odwagę: „Witaliju i Władimirze, myślę o was, przyjaciele. Byliście moimi bohaterami na ringu i jesteście nimi teraz”. Słowa wsparcia przekazał Andrzej Gołota: „Witalij, trzymaj się, bracie! Chwała Ukrainie!”. Niewiele brakowało, a przed laty panowie skrzyżowaliby rękawice.

Braci się nie traci. Witalij i Władimir

Witalij jest merem Kijowa. Mógł opuścić miasto i może tego Rosjanie oczekiwali. On jednak mówi: „Gdybym uciekł, to byłaby zdrada, nie mógłbym spojrzeć w lustro”. Władimir wrócił do stolicy i założył mundur, wstąpił do terytorialsów. Powtarza, że nigdzie się stąd nie ruszy, bo to jego kraj i jego miasto.

W Gdańsku powstał mural Piotra „Tusego” Jaworskiego z wizerunkiem braci. – Wybrałem Kliczków, bo zawsze prezentowali szlachetną postawę, czy to niegdyś w sporcie, czy teraz, gdy bronią Ukrainy – wyjaśnia artysta. Przedstawił ich na tle ukraińskiej flagi i z hasłem „Together we stand”, „stoimy ramię w ramię”. Jest też dopisek: „Braci się nie traci”.

Witalij urodził się w Kirgistanie, Władimir w Kazachstanie. Ich matka jest Rosjanką, ojciec był Ukraińcem, generałem sił powietrznych. Wysłany do walki z katastrofą w Czarnobylu, przez lata walczył z nowotworem. Zmarł przedwcześnie. Witalij powtarzał, że Rosjanie nigdy nie byli jego wrogami, wszak w jego żyłach płynie rosyjska krew. Ale zrozumiał, że chcą mu odebrać ojczyznę. Jest bogaty, ma domy w Niemczech i Los Angeles. Ale jego najprawdziwszy dom jest w Kijowie. W przenośni i realu – Kliczko mieszka w samym centrum.

Witalij stara się trzymać emocje na wodzy, jak na ringu. Ale pęka od czasu do czasu. Gdy jeden z dziennikarzy zapytał, jak rozumie tę „demilitaryzacyjną operację” Rosji, odparł gwałtownie: „Gówno prawda, bullshit! Popatrz na zburzone budynki mieszkalne, widzisz tam jakiś wojskowy sprzęt?”. Ta wypowiedź obiegła media, nikt nie widział go nigdy tak poruszonego. Ale wojna to nie ring, gdzie można sobie podać ręce, a za niesportowe zachowanie grozi kara. W Ukrainie najeźdźcy czują się bezkarni.

Czytaj też: Putin ma plan i go realizuje. Nie chodzi wcale o zdobycie Kijowa

Cztery języki i żelazna pięść

Witalij ma doktorat z filozofii, włada czterema językami, w sporcie miał ksywkę Doktor Żelazna Pięść. Pięść miał zaiste żelazną, szczękę legendarnie silną, głowę twardą i dobrze poukładaną. Stoczył 47 walk, wygrał 45, aż 41 przez nokaut.

Władimir też obronił doktorat – z wiedzy o sporcie na Uniwersytecie Kijowskim – i także zna biegle cztery języki. Karierę zakończył w 2017 r. – Na długo przedtem zacząłem planować nową – opowiada. – Jestem bardzo wdzięczny za niesamowite prawie 30 lat w boksie, które przyniosły mi tytuł „najdłużej panującego mistrza świata wagi ciężkiej w historii”. Mialem misję, by dzielić się zdobytą wiedzą. Z zespołem Klitschko Ventures rozwinąłem filozofię życia Challenge Management w metodę F.A.C.E. the Challenge. Jej cztery podstawowe umiejętności: skupienie, zwinność, koordynacja i wytrzymałość, wskazują drogę do silnej woli, najważniejszej siły, która pozwala stawiać czoła wyzwaniom zawodowym i osobistym – wyjaśnia.

Od 2015 r. Władimir prowadzi wykłady dla studentów uniwersytetu w St. Gallen w Szwajcarii. Z Instytutem Badań Rynkowych przygotował kurs dokształcający „CAS Change & Innovation Management” i uczy swojej filozofii. W 2020 r. z Tatjaną Kiel, dyrektor generalną Klitschko Ventures, opublikował bestsellerową książkę „F.A.C.E. Wyzwanie – Odkryj w sobie siłę woli!”. Świetnie odnalazł się w rozmaitych przedsięwzięciach biznesowych i reklamowych – jest częstym uczestnikiem galowych wydarzeń, takich jak Laureus, Złota Kamera, Echo, MTV Music Awards czy Fundacja Felixa Burdy. Zdobył nagrodę za marketing sportowy. W 2011 r. nagrali z bratem film „Klitschko”, oglądany na całym świecie, pokazujący ich drogę od skromnych początków w ZSRR po mistrzostwo świata w wadze ciężkiej.

Wyjątkowo silny mer Kijowa

Witalij odkrył dla siebie świat polityki. Zawsze był zwolennikiem reform i Europy, którą dobrze poznał. Korupcję uważał za prawdziwe nieszczęście Ukrainy. W 2004 r. Ukraińcy wyszli na Majdan Niezależności, zaczęła się pomarańczowa rewolucja. Bracia poparli ją i Wiktora Juszczenkę. Witalij był nawet blisko ówczesnego prezydenta, ale liderzy wyraźnie go rozczarowali, zwłaszcza zaniechanie reform gospodarczych i politycznych. Chciał żyć w demokratycznej, europejskiej Ukrainie.

Pierwszym poważnym politycznym doświadczeniem był start w wyborach mera stolicy w 2006 r. Zajął drugie miejsce, dostał prawie 23 proc. poparcia. Dwa lata później znów kandydował, a doradzał mu sam Rudolph Giuliani. I pewnie by wygrał, gdyby blok demokratyczny wystawił jednego kandydata. Ale to był już czas narastającego konfliktu między Juszczenką a Blokiem Julii Tymoszenko. Witalij był trzeci, zwyciężył populista Leonid Czerniowieckij. Kliczko wprowadził do rady miasta 15 osób, jego frakcja znalazła się w opozycji. Uważał, że w mieście takim jak Kijów, gdzie łączą się lub ścierają interesy i wielkie pieniądze, a każdy skrawek ziemi jest wart miliony, potrzeba silnej władzy. Bez wątpienia silniejszego mera niż Kliczko trudno sobie wyobrazić...

Mówiło się wtedy, że brak mu doświadczenia, nie uznaje kompromisów i nie potrafi zawierać sojuszy. Liczy tylko na siebie – jak na ringu. Miało to zalety: nie dawał się sprowokować, unikał niepotrzebnej bijatyki, znał dżentelmeńskie zasady gry. Takich polityków można było zliczyć na palcach. Punktował słynnym prostym, szybko nabierał wprawy.

Kliczko nie deklarował otwarcie, że chce wystąpić w wyborach prezydenckich, choć z perspektywy widać, że o tym myślał. Założył partię UDAR, Ukraiński Demokratyczny Alians na Rzecz Reform. To znaczyło, że myśli z wyprzedzeniem o starcie do Rady Najwyższej jesienią 2012 r. Miał zwolenników, sława ułatwiała kampanię, na spotkania przychodziły tłumy. Witalij spełniał ukraińskie marzenie o sukcesie. Przeciwnicy polityczni pytali wprawdzie, czy często obrywał w głowę i czy nie wpłynęło to na jego intelekt i zdrowie. Czy może zajmować ważne stanowiska?

UDAR lokował się na scenie politycznej jako ugrupowanie liberalne i centrowe, ale jego sukces opierał się na popularności Kliczki. A ten nie miał wciąż okazji pokazać się w działaniu. Pociągał nowością, co na tle starej gwardii było jednak istotnym atutem. Kliczko został deputowanym w 2012 r. A już w grudniu 2013 r. wybuchł Euromajdan przeciwko władzy Janukowycza i Partii Regionów, którzy woleli Moskwę od Brukseli. Inaczej niż Ukraińcy.

Przez chwilę wydawało się, że żaden z przywódców opozycji nie ma programu, który zadowoliłby tłum zgromadzony na Majdanie. Wreszcie pojawiła się trójka polityków, a wśród nich Witalij. Prezentował się świetnie: wysoki, wyprostowany, szczupły, elegancki, ale bez przesady. Często występował w dżinsach i sportowej kurtce. Widać było, że nie jest politykiem wiecowym ani najlepszym mówcą, ale ludzi porywał. Jak to się mówi wśród dziennikarzy: co nie dopowiesz, to dowyglądasz...

Czytaj też: Imperium znów atakuje. Co jest ostatecznym celem Putina?

Zwycięstwo przez nokaut

Na Majdanie Kliczko zbliżył się z Petrem Poroszenką. Mógł wreszcie ujawnić, o czym marzy: wygrać wybory prezydenckie. W lutym 2014 r., po ucieczce Janukowycza do Rosji, ogłosił chęć startu. Rozpoczął kampanię, ale po miesiącu zrezygnował, przekazując poparcie Poroszence. Zaczynał się właśnie niezwykle trudny etap w dziejach Ukrainy, na Wschodzie podnieśli głowy separatyści, Putin anektował Krym. Wybuchła wojna w Donbasie, która dziś przerodziła się w rosyjską agresję na terytorium Ukrainy. Kliczko świetnie rozumiał, że to nie czas na walkę we własnych prodemokratycznych szeregach.

Poroszenko wygrał w pierwszej turze. Kliczko został jego doradcą, a w przedterminowych wyborach parlamentarnych jesienią 2014 r. był liderem listy Bloku. Ostatecznie raz jeszcze zawalczył o fotel mera Kijowa – do trzech razy sztuka. Wygrał, jak zwykł na ringu, przez nokaut. Zdobył blisko 60 proc. głosów. Kijów z merem Kliczką miał się dobrze, można powiedzieć, że piękniał. A czas był dla Ukrainy dramatycznie ciężki, w Donbasie ginęli żołnierze i cywile, ekonomia się chwiała.

Poroszenko starał się zreformować armię, wyposażyć ją w nowoczesny sprzęt, bo w spadku po Janukowyczu dostał czołgi bez sprawnych akumulatorów, dziurawe buty i kapitulujących przed „zielonymi ludzikami” żołnierzy. Społeczeństwo dokonało cudów, zbierało pieniądze na hełmy i kamizelki, oligarcha Ihor Kołomojski sfinansował paliwo i akumulatory do wozów. Dla wszystkich było jasne, że Putin się nie zatrzyma i zechce sięgnąć po Kijów.

Ukraińcy czuli zarazem zawód, że ich życie nie zmieniło się diametralnie na lepsze, obietnice pozostały obietnicami. Że oligarchowie są bogatsi, a biedni zbiednieli. W 2019 r. Poroszenko przegrał wybory na rzecz Wołodymyra Zełenskiego, który przebojem wszedł ze sceny do polityki. Niebawem jego partia Sługa Narodu pokonała rywali w wyborach parlamentarnych.

Poroszenko i jego Europejski Wybór znów trafili do opozycji, Kliczko także znalazł się w opałach. Pochodził z poprzedniego rozdania, był w bliskich relacjach z konkurentem Zełenskiego. Został merem, choć nie miał już tak wysokiego poparcia. Tak to jest w Ukrainie: wyborca w drodze od urny uważa, że źle wybrał. Dotykało to zresztą także Zełenskiego.

Prezydent chciał zastąpić Kliczkę swoim człowiekiem, pozbawić mera kompetencji szefa Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej, ograniczając drastycznie jego funkcje. Kliczko zagoniony do narożnika mógł tylko zaciskać pięści ze złości. Nie chciał być dekoracją siedziby merostwa przy głównej arterii miasta Chreszczatyku. „To będzie kres samorządu i samorządności” – powtarzał.

I wygrał na punkty dzięki decyzji ówczesnego premiera Wołodymyra Hrojsmana, który sprzeciwił się pomysłom prezydenta. Relacje między Chreszczatykiem a Bankową z czasem się poukładały, a Kliczko na wszelki wypadek zapewnił, że nie zamierza ubiegać się o fotel prezydenta w 2024 r., Zełenski może spać spokojnie. Raczej. „Pożyjemy, zobaczymy. Ale na dziś nie mam takich planów” – mówił Witalij. A już wkrótce wszyscy Ukraińcy musieli korygować plany. Prezydent i mer także.

Czytaj też: Na Ukrainie coraz więcej ofiar. Dlaczego giną cywile?

Mają rękę do interesów

Jedno wiadomo na pewno: każdy kolejny milion dolarów Kliczkowie zarobili twardą pięścią i głową odporną na ciosy. Nie ukradli. Każdy Ukrainiec to wie. Obaj pierwsze ważne kroki w sporcie stawiali w Polsce w latach 90. Zachowali tu dobre wspomnienia i znajomych.

Bracia są współwłaścicielami firmy KMG (Kliczko Management Group), która łączy marki i osobowości, zajmuje się marketingiem, nie tylko sportowym, i wspieraniem firm wchodzących na rynki wschodnioeuropejskie. Przygotowuje strategie i europejskie kampanie produktów z udziałem gwiazd, organizuje imprezy, przyjęcia i obsługę VIP-ów. Hasło promocyjne, wymyślone zresztą przez Władimira, brzmi: „Nie chcemy pokazywać klientom dróg, chcemy je każdego dnia z nimi pokonywać”.

Inna firma Kliczków – Tueroffener – podobnie jak KMG ma biuro w Kijowie, zajmuje się doradzaniem, jak robić interesy na Zachodzie. Jak kilka lat temu wyliczył „Financial Times”, Witalij zgromadził na koncie 25 mln euro, a młodszy o pięć lat Władimir jest bogatszy o 5 mln (Witalij przerwał na kilka lat karierę i nie zarabiał na ringu). Do Kliczków należy prócz tego duże centrum handlowe w stolicy i kilka firm deweloperskich. Władimir jest właścicielem jednego z najlepszych hoteli. Witalij zaś powtarza, że najważniejszą inwestycją są jego dzieci, dwóch chłopaków i dziewczynka. Chciałby je wszystkie wykształcić na Harvardzie. Władimir ma jedną córkę.

Potrafią być hojni: Fundacja Braci Kliczko wspiera budowę boisk, sal gimnastycznych, pomaga dzieciom z niezamożnych domów odnaleźć miejsce w życiu, także poprzez sport. Promuje zdrowy tryb życia, walczy z narkotykami i środkami odurzającymi.

Władimir angażował się też w walkę z pandemią. „Musimy skupić się na tym, co najważniejsze: ochronie i ratowaniu życia. Ludzie, nie oszukujmy się: każdy może się zakazić, rozprzestrzeniać wirusa, nie możemy być nieostrożni czy samolubni. Niewiedza nie pomoże, wiedza to potęga. Naukowcy ciężko pracują, żeby opracować terapie medyczne i szczepienia” – mówił w jednym z wywiadów.

Czytaj też: Cena nie gra roli. Ile kosztuje święta wojna Putina?

Znów założyli rękawice

Kiedy sytuacja stawała się napięta, bo coraz więcej rosyjskiego wojska docierało do granic, lądowych i morskich, Witalij zorganizował kursy obrony terytorialnej dla mieszkańców. Przeszkolono setki osób różnych profesji. Oni także dzielnie bronią Kijowa. Kliczko zarządził też inwentaryzację i przegląd schronów, wydał decyzję, że w razie agresji rolę schronu odegrają korytarze i stacje metra. 24 lutego był gotowy do walki. „Będziemy bronić każdej ulicy i każdego budynku” – zapowiedział w rozmowie z BBC Radio 5 Live. W filmie skierowanym do europejskich prezydentów i burmistrzów zebranych na 9. Europejskim Szczycie Miast i Regionów apelował o pomoc. „Jak wiecie, Rosja rozpoczęła wojnę i okupację naszego kraju. My, Ukraińcy, nie poddajemy się i walczymy. Potrzebujemy waszego wsparcia. Wspólnie możemy obronić nasze europejskie demokratyczne wartości. Razem jesteśmy silni – naprawdę silni – i zatrzymamy rosyjską agresję. Chwała Ukrainie i dziękuję” – mówił.

Stara się podtrzymywać ludzi na duchu. Odwiedził mieszkańców ukrywających się w jednej ze stacji metra. Tak jak Zełenski, który każdego dnia przemawia do obywateli, Kliczko mówi do obywateli Kijowa. Czy rywalizują? Raczej się uzupełniają. Określili sobie teren działania. Kiedy Zełenski zwraca się do parlamentów, Kliczko łączy się z Warszawą, by dziękować Polakom za pomoc. Krytykuje Niemców za opieszałość i uległość wobec Rosji. Mimo że Niemcy to miejsce bliskie Kliczkom, tu rozbłysła ich kariera. Żona Witalija Natalia wystąpiła na demonstracji w Berlinie. On udziela wywiadów, organizuje konferencje prasowe, liczy straty i zarządza miastem. Zełenski przydzielił mu do pomocy wysokiego rangą wojskowego, który ma się zajmować strategią obrony. Witalij przejął logistykę.

„Mężczyźni z Kijowa! Wracajcie! Musimy ochronić nasze miasto i naszą przyszłość” – apelował na Telegramie. Mówił, że każdy się przyda: ktoś pomoże budować fortyfikacje, ktoś będzie woził leki i żywność. „Każdy, kto kocha Kijów i chce, żeby miasto przetrwało, musi pomóc” – zachęcał Kliczko.

Podobnie jak Zełenski bracia znaleźli się na czarnej liście Putina, ich też mieli zlikwidować nasłani do Kijowa wagnerowcy, grupa rosyjskich zabójców. Ale Witalij i Władimir zapewniają, że nie dadzą się zastraszyć. Nie spodziewali się, że przyjdzie im stoczyć taką walkę, ale znów założyli rękawice.

Czytaj też: Czy nowa mapa świata jest możliwa bez Rosji?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną