Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

65. dzień wojny. Po co Ukraińcom tyle haubic? Tłumaczymy

Haubice w bazie US Marine w Kalifornii, które trafią do Ukrainy. 22 kwietnia 2022 r. Haubice w bazie US Marine w Kalifornii, które trafią do Ukrainy. 22 kwietnia 2022 r. US Marine Corps / Cpl. Austin Fraley / Reuters / Forum
Ciężkie walki ukraińskich wojsk przynoszą owoce – orki krwawią, generałowie tracą cierpliwość. Pod Iziumem miał się pojawić sam gen. armii Walerij Gierasimow, szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Tymczasem wiele państw wysyła Ukrainie haubice. Po co?

Pod Charkowem Rosjan spotyka coraz większe niepowodzenie. Ukraińcy prowadzą tu kontratak, z konieczności na ograniczoną skalę, bo główne siły rzucili na rozstrzygający kierunek donbaski. W tym momencie walki toczą się już o wieś Ruśka Łozowa leżącą niemal dokładnie na północ – poobijana 6. armia powolutku się od Charkowa odsuwa.

Rosja ma „szalone” tempo natarcia

Pod Iziumem rosyjskie natarcie zostało chwilowo zatrzymane. Atak na zachód 4. Kantemirowskiej Dywizji Pancernej Gwardii i elementów 106. Tulskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej Gwardii utknął w Wielikiej Komiszuwasze, powstrzymywany głównie przez 81. Brygadę Powietrzno-Desantową i elementy wojsk obrony terytorialnej, które okrzepły już na tyle, że są jak wojska regularne. Z kolei atak na południe odbija się od wsi Paszkowe (północny zachód od Słowiańska). Tu natarcie 2. Tamańskiej Dywizji Zmechanizowanej Gwardii oraz idącej za nią 3. Wiślańskiej Dywizji Zmechanizowanej (z 20. Armii Gwardii) jest wciąż skutecznie blokowane przez 3. Brygadę Pancerną, też wspierane przez terytorialsów. Wygląda na to, że Rosjanie omijają miasta, w których sobie nie radzą – nacierają dalej na południe od Słowiańska, by obejść go z tej strony.

Na wschód od miasta poczynili niewielkie postępy. Po zajęciu miejscowości Zariczne główne siły rosyjskiej 41. armii, które swego czasu bezskutecznie nacierały przez Czernihów, ruszyły ciut na południe i podeszły pod Jampił. Z 74. Zwienogrodzko-Berlińską Brygadą Zmechanizowaną Gwardii i 55. Górską Brygadą Zmotoryzowaną walczy tu ukraińska 128. Zakarpacka Brygada Górsko-Szturmowa. I znów tak się złożyło, że w terenie dość równinnym (im bliżej Siewierodoniecka, tym pagórków i wzgórz więcej) starły się dwie jednostki piechoty górskiej.

Fakt, że Rosjanie skręcili na południe, idąc dwoma równoległymi osiami na południe – na zachód od Słowiańska pod Paszkowem i na wschód pod Jampiłem – sugeruje, że zamierzają okrążyć to miasto, a zapewne także Kramatorsk. Gdyby to się udało, siły ukraińskie musiałyby się stąd wycofać, choć obie miejscowości dają solidne oparcie obronne. Tempo Rosjan jest tak „szalone”, że ich zamysł stał się czytelny nawet dla mnie, a co dopiero dla ukraińskich dowódców, którzy siedzą na miejscu, wiedzą i widzą znacznie więcej. Jest zatem czas na przeciwdziałanie.

Na pozostałych odcinkach frontu nie ma większych zmian. Rosjanie przedarli się przez Rubiżne, ale potężnym kosztem, co odważnie opisał na swoim blogu pewien rosyjski żołnierz. Warto o tym wspomnieć, bo jego wpisy w ocenie analityków wyglądają na autentyczne i spontaniczne, w istocie zgadzają się dość dokładnie z wydarzeniami „w realu”. Dają też wyobrażenie, jak to wszystko postrzega przeciętny rosyjski żołnierz. Podobna sytuacja jest w Popasnej. Wygląda na to, że choć Rosjanie oba miasteczka zdobyli, to są tak wyczerpani, że na razie nie mogą powlec się dalej.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Czytaj też: Skarby Donbasu. Czego Putin tutaj szuka?

Wojskowa orkiestra, papużki nierozłączki

Dobrze, że Rosjanie trzymają się z dala od miast, gdzie niewdzięczni Ukraińcy zamiast witać ich chlebem, solą i wódką, częstują butelkami z benzyną, snajperzy z wysokich budynków kierują w nich ogień, a za każdym rogiem czyha javelinowa niespodzianka (może w terminologii NATO zachowa się sformułowanie „Javelin surprise”?).

Dochodzimy tu do odpowiedzi na pytanie, po co Ukraińcom haubice. Skoro wszyscy je tu dostarczają, to zapewne Ukraina poprosiła głównie o nie. I o czołgi. W oficjalnych przemówieniach – o czołgi i haubice, w tej kolejności. Ale na listach życzeń zapewne było odwrotnie. Nie żeby artyleria była ważniejsza od czołgów. Po prostu w obronie przyda się teraz bardziej, a czas czołgów nadejdzie, gdy trzeba będzie odbić zajęte tereny.

Trzy wojskowe siostry to piechota, wojska pancerne i artyleria. Trzy papużki nierozłączki. Muszą działać wspólnie, wzajemnie się uzupełniając, by odnieść taktyczny sukces. Są jak orkiestra – skrzypce, sekcja dęta i perkusja. Instrumenty smyczkowe snują główną melodię, to piechota. Ale sama melodia, choć nieraz piękna, jest słaba, za delikatna, nie przedziera się do duszy. Dlatego wzmacniają ją instrumenty dęte – to czołgi. Oczywiście, same też potrafią odtworzyć wiele melodii, ale nie każdy lubi dźwięk trąbki czy puzonu. Są jakieś toporne, surowe, jak słonie. Ale ze skrzypcami brzmią wspaniale – jest w tym i urzekająca delikatność smyczków, i siła puzonu. Razem tworzą zespół, aż się chce słuchać.

Czego tu brakuje? Perkusji, czyli artylerii. Żadnej melodii z siebie nie wydobędzie, perkusja potrafi tylko tłuc, walić, wybijać rytm, pobudzać. Ale gdy na zespół smyczkowo-dęty nałożymy perkusję – robi robotę, całość brzmi fantastycznie.

Tak samo jest w wojsku. Ktoś może zaprotestować, że przecież w orkiestrze jest wiele innych instrumentów, są trójkąty, harfy itd. Nie potrafię ich wymienić, bo na orkiestrach się nie znam. Ale co nieco wiem o wojsku, więc powiem, co jest w ugrupowaniu: saperzy, przeciwlotnicy, łączność, logistyka… Bardzo wiele zależy od tego jednego, który jest niejako ponad. Od dyrygenta, czyli dowódcy.

Czytaj też: Żelazem i mięsem. Chaos i okrucieństwo rosyjskiej armii

Czołg to taran, jest jak samotny wilk

Większość ludzi nie odróżnia czołgu od samobieżnej haubicy. Na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo – gąsienicowe podwozie, wieża z potężną lufą. Cywilni dziennikarze relacjonujący konflikt często pokazują artylerię samobieżną i mówią o czołgach. To zasadniczy błąd. Haubice są samobieżne lub holowane, różnią się jak ciężarówka od przyczepy. Na jedną i drugą można coś załadować, ale ciężarówka jedzie sama, a przyczepę trzeba pociągnąć. Czy haubica jest samobieżna, czy holowana, funkcje spełnia tę samą: uderzyć i zniszczyć. Nic poza tym.

Czołg służy do czegoś zupełnie innego. On ma się przedrzeć. Niszczy tylko to, co stanie mu drodze, a jego główną funkcją jest torowanie drogi piechocie – czy to w zwykłym natarciu, czy w kontrataku stanowiącym integralny element obrony. W samej obronie czołg przydaje się do zwiększania siły ognia. To taran – ma się przebijać, wdzierać we wrogie ugrupowanie, miażdżyć je nawet bardziej gąsienicami niż ogniem z działa.

Dlatego czołg to samotny wilk. Tak jak wilki rusza do walki jako wataha, ale ofiarę dopada i rozszarpuje samodzielnie. Dopiero gdy nie daje sobie z nią rady, włączają się pozostałe, atakując z różnych stron. Żeby mógł poruszać się po polu walki w miarę bezkarnie, ma potężny pancerz. Czołg zbudowany jest ze specjalnej stali stanowiącej kompozyt ze spiekami ceramicznymi, która czasem ma grubość 20–30 cm. Jak mury domu. Gdybyście przekroili czołg, zdziwilibyście się, jak grubą ma skórę. Jest uzbrojony w karabiny maszynowe, co najmniej dwa, w tym jeden dużego kalibru (12,7 mm), z którego można strzelać do śmigłowców, a nawet samolotów, a można też skosić nim z daleka wrogą piechotę.

Głównym uzbrojeniem czołgu jest armata. Działo strzela płasko i na wprost do tego, co zobaczy, czyli do linii horyzontu – najdalej na 4 km. Pocisk pędzi z potworną prędkością, jego siła niszcząca to w dużej mierze energia kinetyczna, porównywalna z energią jadącej 100 km/h lokomotywy elektrycznej. Pocisk z armaty rozłupuje cel, jakby najechała na niego rozpędzona elektryczna lokomotywa. W dodatku w odróżnieniu od lokomotywy jeszcze wybucha, co jest dodatkową atrakcją. Taki bonus.

Haubica samobieżna nigdzie nie jedzie. Nie ma prawa znaleźć się bezpośrednio na linii frontu, choć teoretycznie też może strzelać ogniem na wprost. W czasie II wojny światowej artyleria sowiecka często była zmuszona strzelać w ten sposób do podchodzącego wroga. Mówiło się na to: „proszczaj rodinu”, czyli „żegnaj ojczyzno”. Były też inne określenia, ale tylko to jedno nadaje się do druku.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Pancerz jak cienka skórka

Dlatego haubica samobieżna ma cienki pancerz, chroni tylko przed odłamkami. Musi, bo artyleria przeciwnika bardzo często ostrzeliwuje artylerię wroga. W NATO to się nazywa „counter-battery fire”, ogień przeciwbateryjny, choć po polsku nie ma to sensu. Ogień jest kierowany radarami wykrywającymi pozycje dział przez śledzenie lecących pocisków („counter-battery radar”). Wyrywam sobie resztę włosów, gdy słyszę w telewizji określenie „radar przeciwbateryjny”. Dobrze, że nie przeciwakumulatorowy...

Ponieważ wrogie pociski artyleryjskie spadają wśród własnych dział, siejąc mocno odłamkami, samobieżne haubice mają pancerz ochronny. W gruncie rzeczy to jednak dość cienka skórka.

Haubica wystrzeliwuje pocisk inaczej niż czołg. Rzuca go wysoko w górę – leci straszny kawał po stromym łuku. Nawet 25 km, a jeśli ma przyspieszacz rakietowy, to i 30. Ustawiając haubicę w Otwocku, można ostrzelać Pałac Kultury. Pocisk spada na cel z góry, potrafi wpaść do okopu i nieźle namieszać. Nie ma specjalnie dużej energii kinetycznej, ma za to silny ładunek wybuchowy, dlatego haubica ma z reguły większy kaliber. Bo i sam pocisk jest ze dwa razy cięższy, najczęściej nie ma pancernego płaszcza, chyba że w wersji odłamkowej, zwany tradycyjnie szrapnelem. Wówczas ma płaszcz leciutko ponacinany, dzielący się na odłamki odpowiedniej wielkości. Pocisk burzący, zwany tradycyjnie kartaczem, ma cienki płaszcz, za to w środku całkiem sporo heksagenu czy innego materiału silniejszego od trotylu. Burzy wszystko.

Dlatego haubica nie działa sama. Baterie po sześć dział strzelają razem salwami, a minimalna jednostka, która prowadzi ogień, to dywizjon – trzy baterie, 18 haubic. Pompują w stronę przeciwnika lawinę ognia. Wroga kolumna zmechanizowana albo ciężarówki z zaopatrzeniem lądują w morzu wybuchów, które pojawiają się ze wszystkich stron. Nie ma ucieczki, pozostaje modlitwa lub dzikie przekleństwa, zależnie od indywidualnej religijności. A tu leci salwa za salwą, burzy, niszczy, rozrywa, rozszarpuje na strzępy.

Dlatego właśnie Ukraińcom potrzebne są haubice. By przemielić nacierające wojska rosyjskie, ale też ich zaplecze, zaopatrzenie, drugi rzut wojsk, stanowisko dowodzenia i pozycje artylerii. A skąd artylerzysta wie, gdzie jest wróg, przecież go nie widzi? O tym jutro.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną