Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Włoska prawica pcha kraj w objęcia Putina. I wkrótce może rządzić

Matteo Salvini, Giorgia Meloni i Silvio Berlusconi. Zdjęcie z października 2021 r. Matteo Salvini, Giorgia Meloni i Silvio Berlusconi. Zdjęcie z października 2021 r. Guglielmo Mangiapane / Reuters / Forum
Sondaże nie zostawiają złudzeń – największe szanse na zwycięstwo we wrześniowych wyborach we Włoszech mają partie głęboko antyeuropejskie i populistyczne. A kierują nimi politycy, którzy nie ukrywają związków z Putinem nawet w czasie wojny.

Jeśli wyjście Ruchu Pięciu Gwiazd z koalicji i dymisja gabinetu Mario Draghiego były dla Włoch trzęsieniem ziemi, to na opisanie kolejnych wydarzeń zaraz zabraknie określeń. W ubiegłym tygodniu dziennik „La Stampa” informował o spotkaniu, które pod koniec maja odbyło się w ambasadzie Federacji Rosyjskiej w Rzymie. Obecni na nim byli wysocy rangą rosyjscy dyplomaci i Antonio Capuano, prawnik o dość szemranej reputacji, człowiek prawicy, od niedawna współpracownik byłego wicepremiera i szefa Ligi Matteo Salviniego. Rosjanie ponoć dociekali, czy Liga jest gotowa wyjść z rządzącej koalicji i doprowadzić do upadku rządu Draghiego.

Co Capuano odpowiedział – nie wiadomo. Ale faktem jest, że półtora miesiąca później Draghi premierem już nie był. Prowadzące do klęski domino uruchomiła rebelia Ruchu Pięciu Gwiazd, ale Liga też swoje dołożyła. Kiedy Draghi szukał poparcia dla gabinetu jedności narodowej, Salvini z Silvio Berlusconim postawili dwa warunki. To był jawny szantaż: żądali dymisji dwóch kluczowych ministrów (zdrowia i spraw wewnętrznych) i zamknięcia drzwi do koalicji dla Ruchu. Draghi się nie ugiął, więc 25 września Włosi znów pójdą do urn.

Czytaj też: Włochy. Dwa kraje w jednym

Tropy prowadzą na Kreml

Żeby lepiej zrozumieć obawy o rosyjską ingerencję w destabilizację Włoch, trzeba przyjrzeć się Antonio Capuanowi, 50-letniemu prawnikowi z całkiem bogatą karierą polityczną. Od 2001 do 2006 r. był deputowanym do parlamentu z ramienia Forza Italia Berlusconiego, specjalizuje się w regulacjach rynku pracy. Potem kilka lat działał w samorządzie, aż wreszcie w 2012 r. wycofał się z życia publicznego. I teraz zaczyna robić się ciekawie. Capuano znika z radarów. Wyjeżdża do Moskwy, potem skacze po krajach Bliskiego Wschodu. Podróżuje przez dekadę i wraca właśnie teraz. Prasie mówi, że planuje uprawiać swój zawód, ale z polityką nie zerwał. Współpracuje z Salvinim i doradza „niektórym ambasadom”. Czy rosyjskiej też? Nie chce wyjawić, zasłania się tajemnicą kontraktu.

Za dużo w tej historii luk i tropów, żeby nie łączyć go z Putinem. Zwłaszcza że Lorenzo Fontana, były minister ds. europejskich w rządzie Giuseppe Contego i twórca polityki zagranicznej Ligi, mówił w weekend dziennikarzom, że o Capuano nigdy nie słyszał, a o spotkaniach w ambasadzie dowiedział się z prasy.

Śladów nie zaciera zresztą sam Salvini, jak zawsze wychodząc przed szereg w poszukiwaniu sławy. Na początku wojny opowiedział się za wsparciem Ukrainy, ale nigdy nie powiedział wprost, kto za ten konflikt jest odpowiedzialny. Wcześniej dziennikarze tygodnika „L’Espresso” prowadzili śledztwo w sprawie powiązań finansowych jego partii, prokremlowskich banków i oligarchów. Układ miał być prosty: pieniądze na kampanię w zamian za antyeuropejską narrację. Wtedy Salviniego za rękę nie złapano. Dzisiaj sprawa wygląda inaczej, bo były wicepremier za rękę łapie się sam i dumnie macha nią przed kamerą.

Czytaj też: Zagraniczni przyjaciele Putina milczą. To poparcie dla wojny

Audiencja w ambasadzie Rosji

O publikacji „La Stampy” w audycji Radio 24 Salvini powiedział, że lewica prowadzi już kampanię wyborczą. Teorie o wpływie Putina na upadek rządu Draghiego nazwał fake newsem i dodał, że jeśli „media będą przez dwa miesiące nazywać nas faszystami, rasistami, ksenofobami – oddadzą nam tylko przysługę”. W domyśle: my nimi nie jesteśmy, każdy myślący obywatel odrzuci tę nachalną propagandę.

Chwilę później wypowiedział jednak słowa, które każą martwić się o proeuropejską przyszłość Włoch – stwierdził, że Liga „z dumą popiera sojusz z Zachodem, co nie oznacza, że nie chce też poprawnych relacji z Putinem”. Dodał, że „marzą mu się Włochy zaangażowane w dialog i mediację”, inaczej niż inne europejskie kraje. Trudno wierzyć, że Salvini mógłby mieć coś przeciwko wizycie swojego doradcy w rosyjskiej ambasadzie. Bardzo możliwe, że sam go tam wysłał.

To zresztą ostatnio popularny adres dla włoskiej prawicy. W kontakcie z rosyjskim ambasadorem Siergiejem Razowem był podobno również były premier Silvio Berlusconi – rozmowa odbyła się rzekomo 20 lipca. O sprawie doniosła „La Repubblica” i wyziera z niej czysta kremlowska propaganda. Razow miał wyłożyć Berlusconiemu „prawdę na temat wojny”: to Ukraina za nią odpowiada, bo sprowokowała swego sąsiada działaniami militarnymi. To ona ponosi winę za śmierć 20 tys. cywilów. Berlusconi miał być bardzo tym spotkaniem przejęty i z dużym entuzjazmem kolportował słowa Razowa do innych włoskich polityków. Zarówno były premier, jak i Forza Italia zaprzeczyły doniesieniom dziennika, ale pachnie to brzydko. Tak samo jak sprawa Capuano, któremu przypisano jeszcze próbę zaciągnięcia pożyczki dla Ligi... w ambasadzie Chin.

Czytaj też: Jak Liliana Segre walczy z włoskim rasizmem

Włoską prawicę ciągnie do Putina

Konszachty prawicy z Moskwą i Pekinem i przewaga skrajnie prawicowych Braci Włoskich w sondażach świadczą o tym, że Włochy skręcają właśnie w prawo – wprost w ramiona Putina. Obóz liberalny ma tylko nadzieję, że prawicowcy nie zawiążą koalicji, bo nie dogadają się liderzy. Jeszcze kilka dni temu wiele wskazywało, że nową szefową rządu w przypadku triumfu radykałów byłaby przewodnicząca Braci Włoskich Giorgia Meloni. Nawet Berlusconi, dotychczas sojusznik Salviniego, przerzucił się już chyba na innego konia w tym wyścigu. W sobotę napisał w sieci, że „Meloni mogłaby być nową premier”. Nie wiadomo, jak na to zareaguje Salvini, człowiek o wielkich ambicjach. Z jednej strony bycie mniejszościowym koalicjantem go raczej nie zadowoli, już raz ten scenariusz realizował. Z opłakanym skutkiem, bo w 2019 r. wyprowadził Ligę z rządu, próbując doprowadzić do rozwiązania parlamentu i samodzielnych rządów po wyborach. Przelicytował i na długo utknął w opozycji.

Z drugiej strony Liga ma 13 proc. poparcia, a Bracia – 24 proc. O samodzielne rządy będzie trudno, może więc rola wicepremiera znów jest najlepszym, na co Salvini może liczyć. Nie wiadomo też, jak zachowa się Meloni. Jak donosi „La Repubblica”, już musi się tłumaczyć z prorosyjskich działań swoich potencjalnych koalicjantów. Na rozmowę wezwali ją Amerykanie, jak zawsze wyprzedzający bieg zdarzeń, próbujący przygotować grunt pod relacje z nową władzą. Meloni musiała ich zapewniać, że jej rząd byłby proatlantycki i wspierałby Ukrainę w walce z Rosją. Co prawda z jej dotychczasowych wystąpień wcale to nie wynika.

Jaka będzie prawdziwa twarz nowego włoskiego rządu? W deklaracjach pewnie proeuropejska, faktycznie – symetrystyczna, gotowa do współpracy z każdym. Na zwycięstwo sił liberalnych i lewicowych szanse są niewielkie, nawet gdyby ziścił się scenariusz, o którym w poniedziałek pisał „Financial Times”. Według dziennika rośnie liczba wyborców, którzy chcą Salviniego i Berlusconiego ukarać za obalenie bardzo dobrze ocenianego rządu Draghiego. Czy będzie ich wystarczająco dużo, by zatrzymać prawicę? Wątpliwe. Pewne jest natomiast, że czasy politycznego spokoju w tym rejonie świata właśnie się skończyły.

Czytaj też: Od Paryża po Londongrad. Politycy, których Putin ma w kieszeni

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną