Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Giertych i Wrzosek zeznawali w Brukseli ws. Pegasusa. „Autorytarne metody”

Prokurator Ewa Wrzosek Prokurator Ewa Wrzosek Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Mecenas Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek zeznawali w czwartek przed komisją śledczą Parlamentu Europejskiego zajmującą się inwigilacją Pegasusem. Oboje liczą na pomoc Unii w wyjaśnieniu sprawy.

Prawnik Roman Giertych, wicepremier i minister edukacji za czasów pierwszych rządów PiS, dziś obrońca wielu prominentnych polityków opozycji, w tym Donalda Tuska i Radka Sikorskiego, oraz Ewa Wrzosek, prokurator z 27-letnim stażem, krytyczka reform w sądownictwie oraz planu wyborów kopertowych z 2020 r., o inwigilacji zostali poinformowani w ubiegłym roku przez ekspertów z kanadyjskiego Citizen Lab. To jednostka badawcza przy uniwersytecie w Toronto. Jej pracownicy (w niektórych przypadkach także Amnesty International) jako pierwsi alarmowali o używaniu Pegasusa przez autorytarne rządy na świecie. W tym gronie znalazła się Polska, która program stworzony przez izraelską firmę NSO Group kupiła za pieniądze resortu sprawiedliwości za pośrednictwem rodzimej spółki Matic.

Czytaj też: Pegasusgate, czyli destrukcja demokratycznego państwa

PiS nie potwierdza i nie zaprzecza

Do inwigilacji swoich politycznych oponentów, w tym Giertycha, Wrzosek czy senatora KO Krzysztofa Brejzy, szefa kampanii wyborczej w 2019 r., rząd PiS nigdy się nie przyznał. Sam Jarosław Kaczyński potwierdził jednak wielokrotnie, że Pegasus był w Polsce używany. Przez kogo, kiedy, jak? Nie wiadomo. Korzystać miało z niego CBA, ale nie ma pewności, że pozyskane w ten sposób dane nie wyszły poza tę instytucje ani co się z nimi w ogóle stało. To zresztą pytanie wiszące nad sprawą Pegasusa w ujęciu globalnym. Zarówno Citizen Lab, jak i zajmujący się tematem dziennikarze śledczy, m.in. zdobywca Pulitzera Ronan Farrow z „New Yorkera”, przekonują, że zapisy podsłuchów mogły trafiać też do NSO Group. Co oznaczałoby, że obce służby wywiadowcze mają do nich dostęp.

John Scott-Railton z Citizen Lab, zajmujący się polskimi wątkami w aferze, inwigilację Wrzosek i Giertycha nazwał „niezwykle intensywną”. Na telefonie mecenasa Pegasus był aktywowany 18 razy przez cztery ostatnie miesiące 2019 r. Opozycja podejmowała próby wyjaśnienia przyczyn szpiegowania oponentów rządu, ale bez sukcesu. Stanisław Żaryn, wówczas rzecznik prasowy ministra-koordynatora ds. służb specjalnych, dzisiaj minister w kancelarii premiera, teatralnie „nie potwierdzał, nie zaprzeczał”. Z kolei Michał Woś, sekretarz stanu w resorcie sprawiedliwości, wyśmiał temat.

Wreszcie w sprawie Wrzosek wypowiedziała się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która odmówiła wszczęcia postępowania. Zdaniem stołecznych śledczych inwigilacja w jej przypadku mogła być legalna, więc nie nosi znamion czynu zabronionego.

Wrzosek i Giertych w Parlamencie Europejskim

Wrzosek i Giertych o sprawiedliwość walczą więc w Brukseli. W czwartek o godz. 9 zeznawali przed komisją śledczą Parlamentu Europejskiego. Problem jest szerszy: Pegasusa używali też m.in. Węgrzy, podsłuchiwany był prezydent Francji Emmanuel Macron i arabscy opozycjoniści na konferencji w Dublinie. Komisja zaczęła pracę 19 kwietnia i przesłuchała ekspertów, m.in. Scotta-Railtona z Citizen Lab, przedstawicieli Amnesty International i portalu śledczego Forbidden Stories. Holender Jeroen Lenaers z Europejskiej Partii Ludowej, przewodniczący komisji, mówił, że w Unii „zaobserwowano wiele przypadków, gdy niewinni ludzie – dziennikarze, prawnicy – padali ofiarami szpiegostwa, a to ogromny problem dla demokracji i praworządności”.

W podobnym tonie wypowiadała się dziś w Brukseli Ewa Wrzosek. Mówiła, że została „całkowicie odarta z prywatności”, a inwigilowanie jej telefonu stanowiło zagrożenie „dla każdej osoby, która miała z nią kontakt”: rodziny, znajomych, współpracowników. Podkreśliła też, że choć nie popełniła żadnego przestępstwa, państwo polskie, którego „jest przecież funkcjonariuszem”, zdecydowało się użyć wobec niej „tak bezwzględnego narzędzia”, jakim jest Pegasus.

Roman Giertych z kolei przekonywał, że zastosowanie oprogramowania szpiegowskiego przez polskie władze wobec własnych obywateli to metody władzy autorytarnej. Zwracał uwagę na różnicę między „używaniem nawet wątpliwie legalnych programów, ale do zwalczania terroryzmu i bardzo poważnej przestępczości, a używaniem tych programów do zwalczania opozycji”, co jego zdaniem w demokracji jest niedopuszczalne. Oboje prosili Parlament Europejski o pomoc w wyjaśnieniu sprawy. Stanowczy w tej kwestii był zwłaszcza Giertych, który zauważył, że Polska jest zobowiązana przestrzegać norm i praworządności. Dlatego jej spór z Brukselą, którego afera Pegasusa może być ważnym elementem, to tak naprawdę konflikt o to, czy „Polska, będzie krajem autorytarnym, czy demokratycznym”.

Czytaj też: Czy Pegasus wpłynął na wynik wyborów w Polsce?

Pegasus w Polsce. Budżet się nie zgadza

Komisja ma opublikować raport ze swoich prac po 12 miesiącach – w kwietniu 2023 r. Od jej powołania sukcesywnie poszerza się jednak zakres przypadków, którymi musi się zajmować. Jednym z najnowszych rozdziałów afery jest skandal w Grecji, gdzie szpiegowano Nikosa Andrulakisa, europosła od 2014 r., obecnie lidera opozycji. Podobnie jak Giertych i Wrzosek szukał sprawiedliwości we własnym kraju, ale bezowocnie. Jego sprawą, tak samo jak inwigilacją katalońskich opozycjonistów i członków hiszpańskiego rządu, Parlament Europejskie też się zajmie. Trudno spodziewać się przełomowych ustaleń, bo komisja nie może wezwać na swoje posiedzenia przedstawicieli władz – a NSO sprzedawało Pegasusa tylko rządom suwerennych państw. Raczej więc w Brukseli potwierdzi się to, co już wiadomo – że PiS, Fidesz i inne populistyczno-nacjonalistyczne ekipy szpiegowały bez limitów i podstawy prawnej swoich politycznych przeciwników, aplikując wobec nich metody z podręcznika autorytaryzmu.

Zagadką pozostaje skala tych podsłuchów – wciąż nie zgadzają się liczby. Polski pośrednik zapłacił za Pegasusa 25 mln, czyli ok. 5,5 mln dol. Jak ujawnił w ubiegłym roku „New York Times”, NSO kasowało od klientów pół miliona za samo uruchomienie programu, 650 tys. za aktywację go na pierwszych dziesięciu urządzeniach, 800 tys. na kolejnych stu. Jeśli więc kwota podana do wiadomości przez PiS jest prawdziwa, to podsłuchań mogło być więcej – budżet na to pozwalał. Być może z czasem poznamy kolejne ofiary tej afery.

Czytaj też: Izrael też ma problem z Pegasusem. Czyja głowa tu poleci?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną