Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wybory do Kongresu USA. Będzie impas? Republikanie mogą odzyskać przewagę

8 listopada Amerykanie wybiorą nowy Kongres i władze stanowe. 8 listopada Amerykanie wybiorą nowy Kongres i władze stanowe. angela n. / Flickr CC by 2.0
Odbywające się 8 listopada wybory w USA prawdopodobnie zmienią układ sił w Kongresie i władzach wielu stanów na niekorzyść rządzącej na Kapitolu Partii Demokratycznej i Joe Bidena. Co to oznacza dla Ameryki?

Jak w każdym roku parzystym Amerykanie wybierają jedną trzecią Senatu na sześcioletnią kadencję i całą Izbę Reprezentantów, gdzie kadencja trwa dwa lata. Wskazują także gubernatorów w 36 stanach i trzech terytoriach zamorskich, legislatury stanowe i lokalne oraz głosują w plebiscytach na temat proponowanych poprawek w stanowych konstytucjach i innych spornych kwestii.

GOP odzyska przewagę?

Sondaże i analizy opinii i nastrojów wskazują, że w Izbie Reprezentantów, gdzie od czterech lat dominują demokraci, niemal na pewno większość przejmie Partia Republikańska (GOP). W Senacie wynik jest wielką niewiadomą. Przewidywano do niedawna, że pozostanie on raczej pod kontrolą demokratów, którzy mimo równego na razie rozkładu mandatów obu partii (50 do 50) uchwalają zgłaszane przez siebie ustawy dzięki decydującemu głosowi wiceprezydent Kamali Harris. Najnowsze trendy sugerują jednak, że także w Senacie Partia Republikańska może odzyskać większość. Oznaczałoby to totalny impas legislacyjny, bo Biden będzie wetował wszystkie ważniejsze inicjatywy republikanów niezgodne z polityką Białego Domu i jego partii.

Kampania przedwyborcza jest od kilku tygodni głównym tematem mediów w USA. Ich uwaga skupia się przede wszystkim na pojedynkach w wyborach do Senatu w kilku stanach, jak Arizona, Ohio, Georgia i Pensylwania, gdzie zdecyduje się, która partia zyska kontrolę nad wyższą izbą Kongresu. Sondaże wskazują na mniej więcej równe szanse obu stron. GOP reprezentują tam kandydaci poparci przez byłego prezydenta Donalda Trumpa, którzy zyskali jego aprobatę w zamian za powtarzanie za nim kłamstwa, że w 2020 r. ukradziono mu wybory.

Czytaj też: Bannon skazany na więzienie. Czy Trump też usłyszy zarzuty?

Amerykanie są niezadowoleni

Kandydaci demokratów do Senatu w wielu stanach znaleźli się w defensywie wskutek złych nastrojów w USA – ponad 70 proc. Amerykanów uważa, że wydarzenia w kraju zmierzają w złym kierunku. Odbiciem tego klimatu są niskie notowania Bidena – jego prezydenturę dobrze ocenia tylko ok. 40 proc. populacji, natomiast 55–57 proc. wystawia mu złą recenzję.

Główną tego przyczyną jest sytuacja gospodarcza, przede wszystkim najwyższa od 40 lat inflacja po wyjściu z recesji spowodowanej pandemią. Chociaż bezrobocie jest niskie, wzrost PKB utrzymuje się na poziomie 2–3 proc., płace oraz inne benefity socjalne wzrosły, zyski te niweczą rosnące ceny podstawowych artykułów, takich jak benzyna i żywność. Do ekonomicznych kłopotów Amerykanów dołączył znaczny wzrost przestępczości i kryzys z nielegalną imigracją na granicy z Meksykiem. Republikańska prawica zręcznie nagłaśnia te problemy, obwiniając o nie Bidena. Straszy też wyborców, że rządy demokratów oznaczają indoktrynację młodzieży w szkołach przez „krytyczną teorię ras”, czyli programy akcentujące historyczne krzywdy Afroamerykanów, oraz „ideologię LGBT”.

W swej kampanii demokraci usiłowali skierować uwagę wyborców na uchylenie przez Sąd Najwyższy w czerwcu konstytucyjnej gwarancji legalności przerywania ciąży – decyzję niepopularną wśród kobiet i krytykowaną przez większość Amerykanów. W ostatnich tygodniach przed wyborami przekonywali, że ich stawką jest przyszłość demokracji, zagrożonej przez popieranych przez Trumpa republikanów.

Spóźniona odsiecz Obamy?

Kandydujący z ramienia GOP na gubernatora Pensylwanii Doug Mastriano, kandydat z New Hampshire Donald Bolduc, kongresmenki Lauren Boebert i Marjorie Taylor Greene i inni politycy skrajnej populistycznej prawicy podobnie jak Trump nie liczą się z prawdą, rozpowszechniają paranoiczne teorie spiskowe i okazują przyzwolenie na przemoc i naruszanie prawa, jeżeli jest to korzystne dla partii i byłego prezydenta. Z badań opinii wynika, że dla większości wyborców najważniejsze są kwestie ekonomiczne, zwłaszcza inflacja, następnie bezpieczeństwo na ulicach, a więc problem przestępczości, natomiast aborcja i naruszanie norm demokracji przez polityków skłonnych do autorytaryzmu są na dalszych miejscach w hierarchii spraw wymienianych jako istotne.

Kandydatów demokratycznych wspierali na finiszu prominentni politycy rządzącej partii: Biden, wiceprezydent Kamala Harris i były prezydent Barack Obama. Z Obamą szczególnie demokraci wiązali nadzieje na przyciągnięcie kluczowych segmentów elektoratu: czarnoskórych Amerykanów i młodych, którzy w większości popierają program partii, ale na ogół stronią od udziału w wyborach. Czy udało się zwiększyć ich frekwencję, okaże się już wkrótce. Możliwe, że Obama przyszedł w sukurs za późno, bo znaczna część Amerykanów zagłosowała już wcześniej osobiście lub listownie, korzystając z tej opcji stworzonej w ostatnich latach, kluczowej w czasie pandemii koronawirusa.

Czytaj też: Trump trzyma się mocno. Ma szansę wrócić do władzy?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną