Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Rosyjska rakieta? Zełenski na szczęście zmienia ton

Wołodymyr Zełenski Wołodymyr Zełenski Ukraine Presidency / Zuma Press / Forum
Wołodymyr Zełenski zmienia zdanie w sprawie rakiety, która spadła po polskiej stronie granicy. Wcześniej, wbrew informacjom płynącym z Polski i NATO, próbował budować wrażenie, że doszło do bezpośredniego rosyjskiego ostrzału.

W Przewodowie spadła najpewniej zbłąkana ukraińska rakieta przeciwlotnicza wystrzelona przeciw pociskom rosyjskim. Prezydent Ukrainy tej wersji już nie wyklucza. Rzeczą oczywistą jest także, że odpowiedzialność spada na Rosję, Ukraińcy mają prawo się bronić, trwa wojna, a „Pan Bóg kule nosi” i dochodzi do tragicznych wypadków.

Niemniej wielogodzinna konsekwencja prezydenta była ryzykowna. O ile można zrozumieć pierwszą reakcję Kijowa i pewien automatyzm w przypisaniu sprawstwa Rosji, o tyle brak korekty stanowiska w miarę pojawiania się dodatkowych szczegółów odsłaniających przyczyny wypadku bił w ukraińską reputację. Tym mocniej, że Zełenskiego w tych dniach słuchano m.in. podczas szczytu G20, czyli spotkania z udziałem przywódców otwarcie wspierających Ukrainę, ale także liderów państw, które od wojny chcą się trzymać jak najdalej lub wręcz sympatyzują z Rosją. Zełenski zapraszany jest przy takich okazjach, bo uznawany jest za wiarygodny głos swojego kraju.

Zełenski zmienia zdanie

To właśnie ta wiarygodność jest jedną z najważniejszych broni w ukraińskim arsenale. Sympatia amerykańskich i europejskich podatników oraz ich gotowość do wspierania Ukraińców jest w znacznej mierze pochodną osobistej popularności i rozpoznawalności Wołodymyra Zełenskiego. Do tej pory szło mu świetnie, na frontach wojny informacyjnej Rosja została rozgromiona i spora w tym zasługa ekipy z Kijowa, w tym prezydenta z dużym doświadczeniem aktora, scenarzysty i producenta filmowo-telewizyjnego. Wśród jego doradców i współpracowników są też ludzie showbiznesu, którzy znakomicie odnaleźli się w mediach społecznościowych, w kontakcie z zagranicznymi dziennikarzami i budowaniu narracji o Ukrainie mężnie stawiającej czoła nikczemnej napaści.

Teraz reputacja została wystawiona na szwank, choć nie w stopniu dramatycznym. Niewykluczone, że Zełenski nie chciał podważać stanowiska swoich wojskowych, którzy mogli suflować mu wariant z rakietą rosyjską. W każdym razie w tej postawie była pewna niepowaga, bo przecież można było się spodziewać, że dość szybko uda się wyjaśnić okoliczności zdarzenia z Przewodowa. I jakaś niepokojąca nuta pobrzmiewająca w obecnych komentarzach i spekulacjach o tym, że Kijów próbował w ten sposób coś „ugrać” bądź załatwić, skłaniając do większych dostaw broni. W stanowisku Zełenskiego było też zaszyte pewne niebezpieczeństwo. Bo czym innym jest wypadek, pozostający w rodzinie państw cywilizowanych, a czym innym zarzut o rosyjski ostrzał Polski, terytorium NATO. To ta wersja elektryzowała globalną prasę i mogła być wdzięczną pożywką do hodowania teorii spiskowych.

Czytaj też: To nie był atak na Polskę. Co to była za rakieta? Jak działa? Wyjaśniamy

Rosja właśnie na to liczy

Z wiarygodnością polityków jest tak, że budują ją długo i nieproporcjonalnie szybko potrafią ją stracić. Podobnie jest z państwami. Dlatego reakcję na wypadek z Przewodowa można traktować jak przestrogę i przypomnienie, że Ukraina będzie miała sympatię wolnego świata, jeśli nadal będzie walczyć po rycersku, zgodnie z międzynarodowymi konwencjami. I jeśli Kijów chce liczyć na długofalowe wsparcie obozu demokratycznego, powinien postępować według reguł cenionych w demokracjach.

Jednocześnie musi być tu prymusem, zwłaszcza w transparentności, przyznawaniu się do błędów i pomyłek, sądzenia winnych czynów zabronionych. Inne postępowanie narazi Ukrainę na krytykę, a ta da pretekst do dyskusji o rewizji podejścia do jej sprawy, na co tak bardzo liczy Rosja.

Czytaj też: Ostrożność, stanowczość i lęk. Świat o incydencie w Przewodowie

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną