NATO woli ciszę, Europa chce się zbroić. W Brukseli o dronach i rosyjskiej wojnie hybrydowej
Odpowiedź na zagrożenia hybrydowe ze strony Rosji była w środę jednym z tematów obrad europejskich ministrów obrony. Najpierw – wspólnie z sekretarzem obrony USA Peterem Hegsethem – w ramach NATO, a potem Rady UE w Brukseli.
Po wtargnięciu dronów nad Polskę, a potem po naruszeniu estońskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie myśliwce, w NATO odbyły się konsultacje na podstawie artykułu czwartego traktatu waszyngtońskiego („gdy zagrożona jest integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo”), ale kwatera główna Sojuszu – pomimo takich deklaracji władz Polski – nie zamierza publicznie ogłaszać, czy te operacje były zamierzonym działaniem Moskwy. „Jeśli chodzi o naruszenia przestrzeni powietrznej w Polsce i Estonii, to niezależnie od tego, czy było to zamierzone czy nie, to było lekkomyślne i niedopuszczalne” – powtarzał w środę Mark Rutte, sekretarz generalny NATO.
Jednoznaczne przypisanie Rosji zamiarów naruszenia przestrzeni NATO wymagałoby bowiem publicznego sformułowania doraźnej odpowiedzi na ataki hybrydowe, a Sojusz na razie tego ani nie chce, ani nie jest do tego gotowy.
NATO po incydentach nad Polską i Estonią ogłosił „Wschodnią Straż” (Eastern Sentry) dla wzmocnienia obrony powietrznej. Ale Polska wraz z innymi krajami flanki wschodniej – oraz przy wsparciu Francuzów i Brytyjczyków – naciska na opracowanie katalogu agresywniejszych działań odstraszających Rosjan od prowokacji powietrznych. Dyskutowane teraz pomysły, wedle nieoficjalnych informacji, obejmują uzbrajanie dronów obserwacyjnych wykorzystywanych do zbierania informacji wywiadowczych o działaniach wojskowych Rosji bądź przeprowadzenie ćwiczeń wojskowych NATO na granicy z Rosją w mniej chronionych częściach pogranicza.
„W trwającej debacie publicznej niektórzy twierdzą, że jeśli rosyjski samolot, niezależnie od tego czy celowo czy nie, wleci w przestrzeń powietrzną NATO, to należy go zestrzelić. Nie zgadzam się z tym. Uważam, że należy się upewnić, czy stanowi on zagrożenie czy nie” – zastrzegał dziś Rutte.
Ale w NATO trwają dyskusje nad ujednoliceniem krajowych zasad użycia broni, w tym myśliwców. A także nad ewentualnym obniżeniem progu reagowania dla pilotów patrolujących wschodnią granicę w celu eliminowania zagrożeń ze strony Rosji. Niewykluczone, że pierwsze rozstrzygnięcia zapadną na początku 2026 r.
Czytaj także: Inżynierowie kontra prawnicy. Najdalej za dwa pokolenia Chiny będą rządzić światem. To pewne
„Mur dronowy” i obrona kosmiczna
Komisja Europejska zamierza w piątek przyjąć plan dozbrajania Europy, który – zgodnie z m.in. polskimi oczekiwaniami – jest rozpisany na szczegółowe etapy z datami.
W kwestii „muru dronowego” propozycja Brukseli przewiduje „wstępną zdolność” do końca 2026 r. i jego pełną gotowość w 2027 r. Zintegrowany system dozoru wschodniej flanki miałby powstać do 2028 r., a na lata 2028-34 przewidziano wdrażanie systemów obrony powietrznej i kosmicznej. Tym harmonogramem zaproponowanym przez KE w przyszłym tygodniu zajmie się unijny szczyt, potem ministrowie obrony i ponownie szczyt UE w grudniu, kiedy powinny zapaść finalne decyzje. Plany Brukseli wywołują spore opory m.in. w Niemczech, których zadaniem unijne instytucje nie powinny tak bardzo przeć do koordynowania zbrojeń, bo to sprawa krajów członkowskich i międzyrządowej współpracy w ramach NATO.
Rutte, który jako premier Holandii przez 14 lat zasiadał w Radzie Europejskiej, a od ponad roku jest sekretarzem generalnym NATO, przekonywał dziś w Brukseli o harmonijnej współpracy obu organizacji i niedublowaniu się np. w kwestiach obrony przeciwdronowej. Ale jednocześnie po myśli Niemców potwierdzał twarde rozgraniczenie kompetencji. „NATO jest dobre w „twardych sprawach”, jak ustalanie standardów, zdolności, w kwestiach wojskowych, a Unia dysponuje ogromną miękką siłą rynku wewnętrznego, zapewnienia finansów oraz współdziałania państw członkowskich UE” – przekonywał Holender.
Komisja Europejska w swym planie dozbrajania, który powinna przyjąć w ten czwartek, proponuje wzmocnienie roli ministrów obrony na forum UE oraz regularną szczegółową współpracę z liderami w Radzie Europejskiej. To miałoby pomóc w mocnym pogłębieniu koordynacji unijnej w kwestiach obronnych, lecz dzięki silnej współpracy między rządami, bez formalnego wzmacniania wspólnotowych instytucji.
Czytaj też: Nurek z Andromedy. Sprawa Nord Stream: bohaterowie czy przestępcy?
Ile Ameryki w Europie
W obecnej dyskusji o zbrojeniach Polska sprzeciwia się obecnym założeniom Komisji, że np. obrona przeciwdronowa na poziomie unijnym powinna być wspófinansowane niemal tylko pożyczkami SAFE (z których może dostać do 43,7 mld euro do 2030 r.), i naciska na przesunięcia funduszy w budżecie UE na lata 2021-2027, by znaleźć dodatkowe dotacje dla krajów flanki wschodniej.
Minister Władysław Kosiniak-Kamysz po rozmowie z Hegsethem relacjonował, że „została potwierdzona obecność żołnierzy amerykańskich w Polsce”, co ogłaszano już wcześniej po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Białym Domu. „Dlaczego zostają w Polsce? Bo Polska inwestuje w zbrojenia, bo Polska ma bardzo dobre relacje z USA, bo Polska jest ważnym partnerem gospodarczym i dokonujemy gigantycznych zakupów u naszych amerykańskich sojuszników” – powiedział Kosiniak-Kamysz.
Jednak dyplomaci innych krajów NATO liczyli na choćby nieoficjalne wskazówki Hegsetha co do stanu – planowanego na tę jesień –przeglądu sił USA w Europie, który może oznaczać ich redukcję. Nawet jeśli towarzyszyłoby jej utrzymanie lub zwiększenie liczebności żołnierzy w samej Polsce, to ogólnie osłabłoby zaangażowanie USA w Europie.