1450. dzień wojny. Putin kombinuje z wyborami w Ukrainie. Zełenski go przejrzał, dobrze kalkuluje
W Biełgorodzie i pobliskich miejscowościach oraz w Szebiekinie znów wyłączono prąd – w tamtejszą elektrownię po raz kolejny trafiły ukraińskie drony, które ją uszkodziły. O Szebiekinie dawno nie słyszeliśmy, a w programie u Sołowiowa dawno nie pojawiał się człowiek, który przy każdej okazji powtarzał, że Ukraińcy to albo tamto, a na koniec dodawał „i bambili Szebiekino!” (bombardowali Szebiekino). Aż raz się pomylił i wypalił, że „szambili Bebekino”. Po rosyjsku szambo to „septik”, więc nie miało to żadnej konotacji, ale w Ukrainie wywołało powszechną wesołość, bowiem tu słowa szambo się jednak używa, choć popularniejsze jest „wyhribna jama”. Teraz możemy więc powiedzieć z całą odpowiedzialnością: znów szambili Bebekino, to jest bambili Szebiekino…
Co ważniejsze, ukraińskie drony dalekiego zasięgu trafiły w skład amunicji pod Wołgogradem. Tam dla odmiany było dużo światła, pożar i kolorowe fajerwerki. Okoliczni mieszkańcy mieli co podziwiać.
W Moskwie przedstawiciele władz jak mantrę powtarzają swoje przekonanie o konieczności osiągnięcia pierwotnie wyznaczonych celów wojny, co oczywiście nie daje najmniejszych szans na dyplomatyczne zakończenie wojny, przynajmniej w przewidywalnej perspektywie czasowej. Siergiej Ławrow ostrzega też przed rozszerzeniem NATO, co jest rzekomo powodem nerwowej reakcji Rosji. Dopóki więc Sojusz nie wróci do granic z 1997 r., czyli przed rozszerzeniem o Polskę, Czechy i Węgry, Rosjanie będą czuli się zagrożeni. Pamiętajmy, że na Ukrainę nie napadli, tylko bronią się przed potencjalną agresją.