Desant na Grenlandię. Duńczycy spodziewali się inwazji USA. Właśnie pokazali plany obrony wyspy
Choć światowy cykl informacyjny skurczył się do mikrorozmiarów, a amerykańska administracja niemal co tydzień kreuje nowy kryzys, przerzucając na niego atencję, w Europie o kryzysie grenlandzkim nikt nie zdążył jeszcze zapomnieć. Na pewno nie zrobili tego Duńczycy, dotychczas jeden z najbardziej proamerykańskich narodów na Starym Kontynencie. Wierny sojusznik, z historią wysyłania własnych żołnierzy do udziału w amerykańskich „wiecznych wojnach” na Bliskim Wschodzie.
Jak niedawno na łamach magazynu „The Atlantic” napisała Anne Applebaum, ta przyjaźń została zerwana bezpowrotnie. Właśnie na początku tego roku, kiedy Trump groził, że „tak czy inaczej” przejmie kontrolę nad należącą do Danii Grenlandią, a historia wspólnej walki na dalekich frontach niespecjalnie go obchodzi, bo wojska NATO jego zdaniem „unikały pierwszej linii frontu”.
Czytaj też: Grenlandia: zielony kąsek. Jak to się stało, że maleńka Dania zajęła największą wyspę świata
Duńscy żołnierze byli gotowi
To były naprawdę nerwowe i napięte tygodnie. Państwa zachodniej Europy wysyłały misje rekonesansowe na Grenlandię, które, choć o minimalnej, symbolicznej sile, stanowiły faktyczną zaporę dla ewentualnej amerykańskiej interwencji. Z praktycznego punktu widzenia pojawienie się na Grenlandii oddziałów Marines czy Delta Force doprowadziłoby przecież do wymiany ognia, bo europejscy członkowie NATO wsparliby stawiających opór Duńczyków.