1555. dzień wojny. Czy mamy się bać Białorusi? Trzeba się jej teraz bardzo uważnie przyglądać
Prezydent Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych Północ imię „Bohaterów UPA”. To jedna z najbardziej utajnionych i elitarnych formacji w strukturach ukraińskiej armii, realizująca najtrudniejsze zadania rozpoznawcze i sabotażowe, również poza linią frontu.
W Polsce wywołało to dużą burzę. Komentatorzy przypominają, że UPA odpowiada za zbrodnie ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Dziś w Ukrainie formacje OUN i UPA są postrzegane jednostronnie – jako symbole bezkompromisowego oporu przeciwko sowieckiej dominacji. To było motywem decyzji, choć oczywiście pomijanie roli tej organizacji w zbrodniach na polskiej ludności wymaga rozwiązania po wojnie.
Ocenę tego niewątpliwie kontrowersyjnego posunięcia zostawiamy czytelnikom. Pewne jest to, że lepiej mieć Ukraińców po naszej stronie, niż mieć ich z Rosjanami przeciwko sobie. Po wojnie musimy postawić twarde, choć partnerskie warunki współpracy. Budowa dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą, co inicjował także prezydent Lech Kaczyński, to po prostu konieczność.
Czytaj też: Putin u Xi. Rosja mocniej uzależnia się od Chin. Zna swoje miejsce w szeregu i korzysta
Gripeny dla Ukrainy
Ukraińskie wojska posunęły się nieco na kierunku Słowiańsk–Kramatorsk i wyzwoliły Stawki. Rosjanie zostali odparci mimo zaangażowania jednostek 120. Białostockiej Dywizji Piechoty Morskiej Gwardii Floty Bałtyckiej.
W obwodach sumskim i charkowskim w dużej mierze zrezygnowali z ataków zmechanizowanych z powodu ciężkich strat i wrócili do taktyki infiltracji przez małe grupy piechoty.