Izrael, Iran: nowa wymiana ciosów. Trump ma problem z Netanjahu, Teheran może to wykorzystać
Jakie przełożenie na Izrael ma Donald Trump? To pytanie znów stało się fundamentalne, gdy w ostatnich godzinach Izrael i Iran wymieniały kolejne ciosy. Prezydent USA w zeszłym tygodniu raz za razem ostrzegał premiera Izraela Beniamina Netanjahu przed atakami na Bejrut. W telefonicznej rozmowie miały paść ostre słowa, włącznie z takim, które w języku angielskim zaczyna się od litery „f”. W wywiadzie dla „Financial Times” Amerykanin powiedział jasno: „Ja tu rozkazuję, nie on (Netanjahu – przyp. red.)”. I jak to się skończyło?
Izrael uderzył w samo serce
Przez ponad dobę (niedziela–poniedziałek) Izrael i Iran znów były w faktycznym stanie wojny. Niepisany rozejm, zawarty pod presją USA 8 kwietnia, dobiegł końca po irańskich uderzeniach w północny Izrael. Zaraz potem pociski poleciały w drugą stronę, uderzając m.in. w Teheran i Tebriz. W poniedziałek po południu pojawiły się informacje, że obie strony wstrzymały działania. Ale jak w każdym kryzysie na Bliskim Wschodzie: sekwencje wydarzeń można ciągnąć do starożytności. W tym przypadku warto jednak cofnąć się kilka dni.
W środę 3 czerwca Biały Dom ogłosił porozumienie między Libanem i Izraelem, pierwsze takie od dekad. Deal polegał na tym, że jeśli Hezbollah przestanie ostrzeliwać północny Izrael, izraelska armia nie będzie celować w Bejrut. Tu potrzebna jest jeszcze jedna cofka. Hezbollah to szyicka organizacja uznawana przez wiele państw za terrorystyczną, niemniej ciesząca się autentycznym poparciem wielu szyitów z Libanu.