Czy Izrael storpeduje porozumienie z Iranem? Netanjahu się stawia, Trump traci cierpliwość
„Co ty, do cholery, wyprawiasz?”, zapytał Donald Trump premiera Beniamina Netanjahu przez telefon w niedzielę (jak twierdzi Fox News). Padło nawet słowo na „f”, nie pierwszy i nie ostatni raz tego dnia pod adresem izraelskiego przywódcy. Trumpowi puściły nerwy, bo mniej więcej godzinę przed podpisaniem wstępnego porozumienia z Iranem Izrael przeprowadził nalot na kwatery dowódców Hezbollahu w Dahiji, na południu Bejrutu. Liczył na przełom w niedzielę, kiedy w Białym Domu hucznie obchodził 80. urodziny. Miał też skutecznie odwieść Teheran od ataku odwetowego, bo to już ostatecznie pogrzebałoby szanse na „sukces”.
„Dlaczego Bibi musiał przeprowadzić ten pier... atak? Byłem tak wkurzony. Dałem mu znać. On nie ma żadnego pier... osądu”, cytuje portal Axios. Ogłoszenie porozumienia z Iranem przesunięto o kilka godzin, co pokazuje, jak bardzo Trumpowi na nim zależało. Choć tak naprawdę wojna się nie kończy, rozejm (przerywany wymianami ciosów) został tylko wydłużony o 60 dni.
Dwa problemy Netanjahu
Wciąż nie jest znana pełna treść porozumienia, które ma być podpisane w najbliższy piątek w Genewie. Z tego, co już wiadomo, wynika, że Netanjahu może się spodziewać dwóch ogromnych problemów. Najpewniej dlatego pozwolił sobie na niesubordynację wobec Trumpa.
Po pierwsze, plan zakłada trwałe zawieszenie broni na wszystkich frontach, a więc także w Libanie. Netanjahu liczył, że Trump pozwoli mu tu działać, ten zapis oddala więc perspektywę osiągnięcia „całkowitego zwycięstwa” nad Hezbollahem, może też zatrzymać proces