1665. dzień wojny. Amerykanie widzą to inaczej. Powstrzymanie Rosji to problem Europy, oni mają inne
Po wczorajszym odkryciu drona na polskim wybrzeżu szybko zaczęła krążyć przerobiona przez AI wersja jego zdjęcia z literami „SP”, co sugerować miało polskie pochodzenie aparatu. W Polsce tak się jednak dronów nie rejestruje – rejestracji podlega właściciel, na którego sprzęcie widnieje znak „POL”, a konkretny aparat identyfikuje numer seryjny. MON oraz Kancelaria Rady Ministrów zdemaskowały to fałszerstwo, choć część mediów dała się nabrać, wywołując zamierzoną dezorientację.
Po utracie drona rozpoznawczego, którego ładunek samozniszczenia nie zadziałał i który w niezłym stanie wpadł w polskie ręce, Rosjanie przystąpili do tzw. damage control. Skąd jednak od razu było wiadomo, że dron jest rosyjski? Nie przyleciał z Kopenhagi, lecz od strony obwodu kaliningradzkiego, a jego lot od Białorusi przez terytorium Litwy śledziły radary NATO.
Dzień później, w nocy z 14 na 15 września 2026 r., włoskie Eurofightery Typhoon z misji Baltic Air Policing zestrzeliły wrogiego bezzałogowca nad Litwą, na wschód od Kowna, w pobliżu wsi Pratkūnai. Wleciał on tam z Białorusi, podobnie jak ten, który spadł na polskim wybrzeżu.
W Holandii głośno jest o paraliżu kolei. Służby bezpieczeństwa i ProRail, odpowiednik naszej PLK, wykryły celowy sabotaż infrastruktury: na torach umieszczano metalowe rury i inne przedmioty. Jeden z pociągów państwowego przewoźnika NS uderzył w taką przeszkodę w pobliżu Steenwijk. Huk był potężny, ale na szczęście nikt nie ucierpiał.
Fala dywersji rozprzestrzenia się na Europę wspierającą Ukrainę. Holandia udzieliła jej blisko dwukrotnie większej pomocy wojskowej niż Polska (9,1 mld euro wobec 4,45 mld euro z Polski).