ANKIETA: Blogerzy POLITYKI o Polsce po wyborach
Zadaliśmy naszym blogerom dziesięć pytań na temat wyników wyborów parlamentarnych.
.
Polityka

.

1. Jakie są trzy najważniejsze wnioski z tych wyborów?

Jan Dziadul (dziadul.blog.polityka.pl): Po pierwsze, generalnie mamy do czynienia ze zmianą pokoleniową w polityce. Po drugie, w cień odchodzą politycy zawodowi – wyborcy preferują osoby wybitne w swoich profesjach. Np. w Katowicach znakomity wynik uzyskał prof. Marian Zembala (najlepszy w województwie), który do Sejmu pociągnął Tomasza Tomczykiewicza, lidera PO. Potwierdza to też klęska w skali kraju zawodowych polityków PSL i PO, nie mówiąc o lewicy. Po trzecie, mieliśmy do czynienia z triumfem kampanii negatywnej. PiS umiejętnie przekonał społeczeństwo – sącząc od lat, kropla po kropli – że białe jest czarne. Po zużyciu się PO w drugiej kadencji, przy braku lidera od 2014 r. – uwierzyliśmy, że Polska jest w ruinie.

Jan Hartman (hartman.blog.polityka.pl): Po pierwsze, naród nie rozumie i nie chce liberalnej demokracji. Po drugie, naród chce rządu, który da chleb, i Kościoła, który zapewni wejście do raju po śmierci. Po trzecie, naród woli Gierków i Kaczyńskich od Mazowieckich i Kuroniów.

Leszek Jażdżewski (jazdzewski.blog.polityka.pl): Fatalnej jakości przywództwo po stronie Polski proeuropejskiej doprowadziło do triumfu narodowej prawicy. Młodzi ludzie w procesie edukacyjnym kończą jako zwolennicy prawicy, jeszcze radykalniejszej niż PiS. To źle wróży na przyszłość. Lewica jako formacja polityczna skończyła się w Polsce, zanim się naprawdę zaczęła.

Joanna Kańdulska (bambusowylas.blog.polityka.pl): Jesteśmy (jako ludzie w ogóle) niezmiernie podatni na populizm, łatwowierni. Wierzymy, że zmiana czyni cuda.

Stefan Karczmarewicz (lekarski.blog.polityka.pl): Po pierwsze, partie nie potrafią prosto i przekonująco przedstawić swoich programów w mediach elektronicznych. Po drugie, brak podejmowania politycznego ryzyka jest jeszcze większym ryzykiem. PO na początku drugiej kadencji powinna podjąć kilka potrzebnych społecznie, ale ryzykownych politycznie działań, z których zrezygnowała, żeby nie przegrać wyborów. W rezultacie przegrała wybory. Po trzecie, pamięć zdarzeń – nawet stosunkowo niedawnych – jest marnym narzędziem gry politycznej.

Tomasz Kasprowicz (kasprowicz.blog.polityka.pl): Po pierwsze, zabetonowanie sceny politycznej jest mitem. Po drugie, potrzeba zmiany jest czasem silniejsza niż refleksja nad tym na co zmieniamy. Po trzecie, zmiana pokoleniowa nadciąga.

Owczarek Podhalański (owczarek.blog.polityka.pl): 1. Krucafuks! 2. Na mój dusiu! 3. O, Jezusicku!

Wojciech Szacki (szacki.blog.polityka.pl): Po pierwsze, Polacy pożądają zmiany. Zmiany władzy, co dało władzę PiS, i zmiany klasy rządzącej, co wywindowało Kukiza, KORWiN-a i Razem oraz zatopiło Zjednoczoną Lewicę. Po drugie, debata telewizyjna wciąż może odwrócić trendy; PiS zawdzięcza samodzielną większość przede wszystkim nie sobie, tylko katastrofie Zjednoczonej Lewicy. Po trzecie, kampanie PO i PiS były jednoosobowe i żadna z liderek nie udźwignęła tego ciężaru. W końcówce zza Beaty Szydło wyszedł Jarosław Kaczyński, Ewa Kopacz do końca była sama. Rezultat jest taki, że PO i PiS mają najsłabszy łączny wynik od 2005 r. i niewiele zabrakło, by w Sejmie było siedem partii.

Adam Szostkiewicz (szostkiewicz.blog.polityka.pl): Po pierwsze, prawica z Kościołem spróbują urządzić nową Polskę. Po drugie, opozycja jest za słaba, by się temu skutecznie przeciwstawić. Po trzecie, największe szkody zostaną wyrządzone w polityce zagranicznej.

Dorota Szwarcman (szwarcman.blog.polityka.pl): 1. Kampanie negatywne mają mocniejszy przekaz niż pozytywne. 2. To już rzeczywiście był czas na zmianę, choć czy właśnie taką? 3. Może jednak na taką, bo od jakiegoś dna trzeba się odbić. Oby czas do tego odbicia się szybko nam zleciał.

Marcin Zwierzchowski (geek.blog.polityka.pl): Po pierwsze, zaskakująca bierność Polaków. Sądziłem, że przy takiej stawce, różnorodności partii, frekwencja będzie wyższa. Zawiodłem się. Po drugie, w Polsce rzetelność debaty i polityka nie idą w parze. Najwięksi wygrani wyborów to ci, którzy mieli program pełen obietnic, oraz Kukiz, który programu nie ma. Po trzecie, prasa drukowana i internet zdały egzamin i pisały o wszystkich partiach, telewizje oblały koncertowo, skupiając się na PiS, PO i tych mniejszych, którzy najgłośniej krzyczeli i robili z siebie pajaców.

 

2. Jakie będą rządy PiS?

Jan Dziadul: Na początku spokojne, powielające w pewnym sensie filozofię kampanii wyborczej. PiS będzie chciało pokazać, że nie mieli racji ci, którzy Kaczyńskim straszyli. Potem zacznie się przykręcanie śruby, wróci m.in. polityka historyczna i rozliczeniowa. Wiele będzie zależeć od tego, jak szybko zdołają „odzyskać” media publiczne i spacyfikować komercyjne. A także od tego, jak będą zachowywać się policja i służby specjalne.

Jan Hartman: Takie jak za Gierka – partia wyznacza kierunek, rząd wykonuje, Sejm uchwala, co trzeba, a biskupi miłościwie patronują. A w razie czego zawsze można wysłać CBA lub kiboli.

Leszek Jażdżewski: Raczej nieudolne niż straszne. Podstawowym pytaniem jest: jaki pomnik chce sobie zbudować Jarosław Kaczyński? Czy będzie go stać na sięgnięcie do zasobów personalnych i intelektualnych spoza wyjałowionej partii? Zagrożeniem może być kryzys uchodźczy, narastające napięcia w UE, agresywna polityki Rosji. Chciałbym wierzyć, że rząd PiS zachowa się wówczas odpowiedzialnie, zgodnie z polską racją stanu.

Joanna Kańdulska: Teorie spiskowe, zamach na wolność słowa, rozliczanie przeciwników.

Stefan Karczmarewicz: W stylu PiS. Jest się czego bać.

Tomasz Kasprowicz: Oby nie gorsze niż 10 lat temu. Można się spodziewać sporych działań na polu światopoglądowym i w polityce zagranicznej. Raczej mniejszych w gospodarce, o ile PiS zdoła się wycofać z wyborczych obietnic. Jeśli nie, gospodarka ugnie się pod nawałem długu państwowego.

Owczarek Podhalański: Jak krówski ser, ftóry lezy se na straganie na Krupówkak i udoje, ze jest owieckowym oscypkiem. Jedni uwierzom, ze to prowdziwy oscypek, drudzy nie dadzom sie nabrać, a trzeci – pocątkowo sie dadzom, ale ino pocątkowo.

Wojciech Szacki: Nieprzewidywalne. W 2005 r. szli do władzy pod sztandarem Polski socjalnej, a zrobili Polskę liberalną.

Adam Szostkiewicz: Jakie będą rządy PiS? Ideologiczne, a nie pragmatyczne.

Dorota Szwarcman: Będą starać się obsadzać „swoimi” wszystko, co się da, i próbować podporządkowywać sobie wszystko, co się da. Inna sprawa, czy im się to uda, ale taki jest priorytet ich działań. Miejmy nadzieję, że nie zdążą zbyt wiele zepsuć i że to, co zepsują, będzie jeszcze możliwe do naprawienia po ich odejściu.

Marcin Zwierzchowski: Nieudolne. Pełne wymówek, dlaczego tego się nie da, a tego też nie.

 

3. Czy Jarosław Kaczyński zostanie premierem?

Jan Dziadul: Tak, za rok–dwa. Beata Szydło szybko się zużyje. Była marnym burmistrzem w Brzeszczach, więc nie przypuszczam, aby została wybitnym szefem rządu. Będzie to inicjatywa oddolna – wyborcy PiS i szeregi partyjne będą domagać się od Kaczyńskiego objęcia steru, a on tym prośbom ulegnie. Szydło zostanie marszałkiem.

Jan Hartman: Tak – gdy tylko uzna, że jego polecenia nie są wykonywane dość gorliwie. Za rok?

Leszek Jażdżewski: Zmiana premiera jest prawdopodobna, klasyczna zagrywka typu „nowe otwarcie” itd., poza tym Szydło nie ma intelektualnych kwalifikacji na tę funkcję. Ale Kaczyński podjąłby się tego według mnie tylko w sytuacji kryzysowej, przy groźbie rozłamu w partii na przykład.

Joanna Kańdulska: Oficjalnie nie, nieoficjalnie tak.

Stefan Karczmarewicz: To nie ma znaczenia – i tak będzie rządził.

Tomasz Kasprowicz: Raczej tak. Choć dla przyzwoitości pewnie nie od razu.

Owczarek Podhalański: Kie godoł, ze nie zostonie premierem – to zostoł. Teroz chyba tak nie godo? No to mozliwe, ze teroz nim nie zostonie.

Wojciech Szacki: Być może na kolejnym zakręcie.

Adam Szostkiewicz: Powinien zostać od razu po zwycięstwie, ale będzie grał na zwłokę tak długo, jak się da.

Dorota Szwarcman: Raczej będzie „wymieniał zderzaki” i sterował nimi z tylnego siedzenia.

Marcin Zwierzchowski: Nie. Jeżeli odrzuci Szydło, wystawi drugiego pionka. Po ostatnich wyborach widzi, że fotel w drugim rzędzie mu pasuje.

 

4. Jak długo PiS będzie rządzić?

Jan Dziadul: Całą pełną kadencję – podobnie jak AWS. Jeżeli PO się nie rozpadnie, to zdobędzie władzę w sojuszu z nową lewicą. Samodzielne rządy PiS już się nie powtórzą.

Jan Hartman: Dwie kadencje, tak jak PO. Za cztery lata będzie jeszcze kasa z UE i coś tam się wysupła na kiełbasę wyborczą, zadłużając kraj.

Leszek Jażdżewski: Jak długo będzie chciało. A poważnie, to zależy od tego, czy będzie miało naprzeciw siebie sprawną opozycję o wyraźnym profilu i przywództwie. Jeśli tak, to cztery lata, jeśli nie – patrz pierwsze zdanie.

Joanna Kańdulska: Obawiam się, że dwie kadencje.

Stefan Karczmarewicz: Co najmniej 4 lata.

Tomasz Kasprowicz: Ma szanse na 4 lata – ze względu na większość absolutną plus zasysanie okruchów z innych partii. Oczywiście uzależnione to jest też od działań współkoalicjantów w ramach Zjednoczonej Prawicy.

Owczarek Podhalański: Kilka roków. Oby ino nie były to roki składające sie z ruskik miesięcy!

Wojciech Szacki: Kadencję.

Adam Szostkiewicz: Dwie kadencje.

Dorota Szwarcman: Miejmy nadzieję, że niepełną kadencję.

Marcin Zwierzchowski: 4 lata. Mają większość, więc nie skończą przed końcem kadencji, ale później dostaną od opozycji, tak jak sami bili w rząd.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj