Arcydzieła literackie, które omijaliśmy z daleka
Ranking książek najbardziej nieprzeczytanych
Nie przeczytałeś „Ulissesa”, wciąż sobie obiecujesz, że zajrzysz do Prousta? Nie przejmuj się, jesteś w dobrym towarzystwie.
A Państwo do których książek nie zajrzeli?
AN

A Państwo do których książek nie zajrzeli?

Agata Bielik-Robson - filozofka
Magda Starowieyska/Fotorzepa

Agata Bielik-Robson - filozofka

Stefan Chwin, prozaik
Dominik Sadowski/Agencja Gazeta

Stefan Chwin, prozaik

Paweł Dunin-Wąsowicz - wydawca i krytyk
Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta

Paweł Dunin-Wąsowicz - wydawca i krytyk

Inga Iwasiów - pisarka i literaturoznawczyni
Rafał Siderski/Forum

Inga Iwasiów - pisarka i literaturoznawczyni

Michał Rusinek - pisarz, sekretarz Wisławy Szymborskiej
Bartosz Siedlik/Forum

Michał Rusinek - pisarz, sekretarz Wisławy Szymborskiej

W powieści „Zamiana” Davida Lodge’a kadra uniwersytecka po kolacji umilała sobie czas grą w „upokorzenie”. Wygrywał ten, kto przyznał się do nieznajomości najbardziej znanej książki. Dziekan anglistyki, jak się okazało, nie czytał Miltona, ale to jeszcze nic. Jeden z wykładowców „nagle walnął pięścią w stół, podniósł się około sześć stóp nad stołem i powiedział: »Hamlet«”. Co z tego, że wygrał, skoro kilka dni później, kiedy jego zwycięstwo stało się głośne, stracił pracę.

Nieczytanie było modne onegdaj w kręgach krakowskich. – W latach 80. na polonistyce założyliśmy Koło Prawdziwych Znawców Literatury. Członkiem mógł zostać ten, kto udowodnił, że nie przeczytał pięciu ważnych książek z kanonu. Próbował się do nas dostać prof. Marian Stala i w mękach wyznał, że nie przeczytał w całości „Józefa i jego braci” Manna, którego ja też nie czytałem. To było jednak za mało i nie przyjęliśmy go – opowiada Jerzy Pilch. – Ja, niestety, nie pamiętam wszystkiego, co przeczytałem. Nie jestem pewien, jak to było ze Stendhalem, „Młodzikiem” Dostojewskiego czy Parnickim. „Ulissesa” czytałem, Joyce próbował zabić powieść i prawie mu się udało. To „prawie” oczywiście ma wielkie znaczenie.

Gdyby stworzyć ranking najbardziej nieprzeczytanych książek, prawdopodobnie zwyciężyłby właśnie „Ulisses”, tak często pojawia się w rozmaitych zwierzeniach. Chyba że wyprzedziłaby go Biblia. – Z najważniejszych książek wartych przeczytania najmniej czytana i znana jest w Polsce Biblia. Dotąd nie spotkałem człowieka (nie duchownego), który by ją przeczytał w całości – dodaje Stefan Chwin. Bo kto tak naprawdę przeczytał Biblię – od Księgi Rodzaju po Apokalipsę? – Jest taka książka. Znana z tego, że można ją dostać za darmo. I z tego, że wszyscy o niej mówią, a mało kto przeczytał całość. Książka, do której się wiecznie zagląda, ale nigdy nie zostaje na dłużej. Sam dzisiaj nie wiem, ile z niej przeczytałem, a ile jeszcze nie. I nigdy się tego nie dowiem – mówi Janusz Rudnicki.

Otacza nas morze książek do przeczytania. – Generalnie: nikt nie przeczytał tego, co powinien przeczytać. Jest to mój stały wyrzut sumienia. Ale połknąć ocean? Czy to  w ogóle możliwe? – zastanawia się Chwin. Nie czytamy zazwyczaj nawet tych, które mamy w domu. Ale okazała biblioteka robi za to wrażenie na gościach. „Znam kilka sposobów udzielania odpowiedzi osobie, która przebywając po raz pierwszy u kogoś z wizytą i zauważając okazałą bibliotekę, zdobywa się jedynie na pytanie: »Przeczytał pan je wszystkie?« – pisze Umberto Eco w „Nie myśl, że książki znikną”. – Jeden z moich kolegów odpowiadał wówczas: »O wiele więcej, proszę pana, o wiele«. Jeśli o mnie chodzi, mam przygotowane dwie odpowiedzi. Pierwsza: »Nie. Są tu tylko książki, które muszę przeczytać w przyszłym tygodniu. Te, które już przeczytałem, znajdują się na uniwersytecie«. I druga: »Nie przeczytałem żadnej z nich. W przeciwnym razie, po co miałbym je tutaj trzymać?«”.

Może się zresztą kiedyś zdarzyć, że nieczytane książki nagle okażą się znane, bo przecież braliśmy je do ręki, przekładaliśmy z miejsca na miejsce, kartkowaliśmy itd. Istnieje więc masa sposobów, żeby poznać książkę, której nie czytaliśmy.

Pierre Bayard, autor „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”, od razu przyznaje się, że nie przeczytał „Ulissesa”, ale prowadzi o nim zajęcia ze studentami. Zna go przecież z innych książek, wie, o czym jest i jakie ma znaczenie w historii literatury. Zresztą, jak zgrabnie pokazuje Bayard, nawet nieczytanie ma tysiące odmian. Może tylko zajrzeliśmy? Może przekartkowaliśmy? A wydaje nam się, że książkę znamy. Niewielu autorów chwali uroki takiego nieczytania, białe plamy w lekturach są rzeczą wstydliwą. – Nie należy obnażać nadmiernie swojego ubóstwa umysłowego – mówi Pilch.

Wieczne wyrzuty sumienia

Nieprzeczytana klasyka budzi wyrzuty sumienia. Marcin Meller: – Nie przeczytałem Prousta, wiecznym wyrzutem sumienia był też „Ulisses” Joyce’a, próbowałem, ale odpadłem po kilku stronach. Nie pamiętam, czy przeczytałem „Nad Niemnem”, w każdym razie przeczytałem streszczenie i napisałem potem wypracowanie. Nie byłem w stanie przeczytać żadnej powieści Kraszewskiego i robiłem wszystko, żeby mnie polonistka nie nakryła. Nie dałem rady przeczytać innej książki Umberto Eco poza „Imieniem róży” i felietonami. Nie przeczytałem „Czarodziejskiej góry” Manna i robiłem mądrą minę, gdy o niej rozmawiano.

Mam problem z polskim romantyzmem – mówi Agata Bielik-Robson, filozofka. – Nie przeczytałam w całości „Pana Tadeusza”, a Słowacki to jest dla mnie po prostu zgroza. Napisałam książkę o filozofii romantyzmu, ale literatury polskiej nie jestem w stanie znieść. Podobnie zresztą z modernizmem, nie mogę przebrnąć przez Przybyszewskiego ani przez młodopolskie tłumaczenia Nietzschego. A z powojennej literatury żałuję, że nie przeczytałam Parnickiego, bo dziś trudno do niego wrócić, a pojawia się czasem w towarzyskich rozmowach.

Prawdopodobnie nie przeczytałem „Chłopów” – mówi Paweł Dunin-Wąsowicz, wydawca i krytyk. – Dostałem wtedy, w 1985 r., dwóję z kartkówki. Nie pamiętam, czy później do tego wracałem. Nie czytałem „Ulissesa” Joyce’a i „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, a „Czarodziejskiej góry” nie skończyłem. Gombrowicza czytałem, ale zapomniałem, przejrzałem „Nienasycenie” Witkacego, ale nie przeczytałem w całości, bo odpychało. Za to „Lalkę” czytam na okrągło.

Kolekcjonowanie książek czasem zastępuje czytanie. Tak o tym mówi Inga Iwasiów, pisarka i literaturoznawczyni: – Pytanie o nieprzeczytane książki wywołuje u mnie wstydliwe wspomnienie. W domu mieliśmy sporo książek, ja sama od piątej klasy podstawówki uzupełniałam zbiór o polską klasykę, kupowaną od „pani książkowej”, handlującej systemem stolikowym w bufecie Pomorskiej Akademii Medycznej. Można było u niej zamówić Prusa, Orzeszkową, Żeromskiego i ja trwoniłam kieszonkowe na sporządzoną przez siebie samą listę koniecznych pozycji. Dzieliliśmy wówczas poniemieckie mieszkanie z rodziną aktora szczecińskiej operetki Antoniego Kaczorowskiego. Mieli sporą bibliotekę, a ja bardzo chciałam dorównać do ich poziomu, więc prosiłam co parę dni o kolejną książkę. Cóż, z tego czasu pochodzi najdłuższa lista nieprzeczytanych arcydzieł. Nie przeczytałam Jacka Londona, Twaina, Fiodora Dostojewskiego, Sørena Kierkegaarda, Plutarcha, Ibsena…

Potem niektóre z tych lektur uzupełniałam, ale bez przyjemności, prawdopodobnie wydawało mi się, że ktoś mi patrzy przez ramię, przepytuje mnie z treści, jak to miała w zwyczaju córka sąsiadów. Nadal nie lubię, gdy ktoś „zaczepia o szczegóły”. No tak, prawdopodobnie pierwszy raz w życiu opowiadam o traumie przyłapanej na gorącym uczynku nie-do-czytelniczki, która marzyła o byciu czytelniczką idealnie odporną na nudę wielkich dzieł. Jacka Londona na pewno nigdy nie uzupełniłam.

Stefan Chwin nie pamięta wielu książek: – Nie skończyłem, niestety, Koranu, chociaż z książką tą będziemy mieli z pewnością do czynienia także w Polsce za jakiś czas. Przeczytać ją zatem to obowiązek, by wiedzieć, czego będziemy się mogli spodziewać po tych, którzy tę książkę znają na pamięć. W młodości nie skończyłem: „Krzyżowców” Zofii Kossak-Szczuckiej. Przeczytałem „Wieśniaka paryskiego” Aragona, ale niewiele z niego pamiętam, więc właściwie tak, jakbym go w ogóle nie przeczytał. Nie pamiętam też wielu dobrych książek, których wadą była mało wyrazista fabuła i mało sugestywni bohaterowie. Na przykład niewiele pamiętam z „Pamiętnika z powstania warszawskiego” Białoszewskiego poza ogólnym wrażeniem. Nie przeczytałem wszystkich „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Mam też zaległości w baśniach braci Grimm.

Janusz Rudnicki trzyma przy łóżku swój wyrzut sumienia: – Pisarzem, który grozi mi palcem z zaświatów, jest Jan Potocki. Już dobrych parę podejść, mozolnych, i jeszcze nie koniec. Leżał mi ten „Rękopis znaleziony w Saragossie” koło łóżka długo, aż w końcu wsunąłem go pod, żeby nie musieć oglądać codziennie własnego wyrzutu sumienia. Skończę go, ale z jakimś mieczem w ręku, żeby przebić się przez ten gąszcz i chaszcze nazwisk.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj