Recenzja filmu: „Czarny Łabędź”, reż. Darren Aronofsky

Jedność przeciwieństw
Reżyseria Aronofsky’ego zwala po prostu z nóg. Kreacja Natalie Portman zapewne przejdzie do historii kina (Oscar murowany).
Kadr z filmu „Czarny Łabędź” w reż. Darrena Aronofskiego
materiały prasowe

Kadr z filmu „Czarny Łabędź” w reż. Darrena Aronofskiego

Mimo młodego jak na reżysera wieku nie musi już niczego udowadniać. 42-letni zaledwie Darren Aronofsky to cudowne dziecko amerykańskiego kina. Po brawurowym „Requiem dla snu” trudno zaprzeczyć, że ma wyobraźnię stworzoną do najbardziej szalonych projektów. Wyciszonym „Zapaśnikiem” przekonał, że pod jego ręką nawet wypaleni aktorzy spisani pochopnie na straty mogą się odradzać i wznosić na mistrzowskie poziomy. Po „Czarnym Łabędziu” widać jak na dłoni, że nie jeden Polański zasługuje na miano nieustraszonego pogromcy diabelskich mocy, ukazanych w tak inteligentny sposób, że ciarki chodzą po plecach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną