Recenzja filmu: „Blokada”, reż. Emin Alper

Kafka po turecku
Fabuła filmu co rusz zatacza koło, wracając do punktu wyjścia i zmieniając charakter na coraz bardziej schizofreniczny.
Mehmet Özgür w mrocznym obrazie o współczesnej Turcji
Gutek Film

Mehmet Özgür w mrocznym obrazie o współczesnej Turcji

Zagadkowy, niedający spokoju dramat psychologiczny, wyróżniony m.in. Nagrodą Specjalną Jury i nagrodą za reżyserię na ubiegłorocznym festiwalu w Wenecji. Przynosi obraz Turcji, jakiej nie znamy – chorego, zaszczutego kraju, w którym nikt nikomu nie ufa, policja węszy na każdym kroku spiski, ludzie się ukrywają, a na ulicach co chwila wybuchają bomby podkładane przez nieznanych sprawców. „Blokada” zaczyna się jak pospolity kryminał: po 20 latach warunkowo zostaje wypuszczony na wolność starszy mężczyzna, prawdopodobnie więzień polityczny. Za obietnicę skrócenia wyroku ma donosić na brata i przyjaciół podejrzewanych przez policję o udział w zamachach. Nikt nie przypuszcza, że jest kretem, natomiast do widzów z wolna dociera, że z jego głową dzieją się niepokojące rzeczy, gdyż fabuła filmu co rusz zatacza koło, wracając do punktu wyjścia i zmieniając charakter na coraz bardziej schizofreniczny. Końcowe sekwencje to już klasyczny kafkowsko-lynchowski labirynt, z którego nie ma wyjścia, a sens i znaczenie symbolicznej, rozgrywającej się na kilku poziomach opowieści trzeba określić samemu.

Blokada, reż. Emin Alper, prod. Turcja, Francja, Katar, 111 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną