Recenzja filmu: „Jej piekło”, reż. Nicolas Winding Refn
Imponuje pstrokata scenografia rodem z popartowskich komiksów.
Imponuje pstrokata scenografia rodem z popartowskich komiksów.
W dobie bezsensownych wojen nowa „Odyseja” ma stanowić głos rozsądku i opamiętania.
Całość wciąga, trudno jednak pozbyć się wrażenia déjà vu.
W ostatnich latach kino przeżywa renesans zainteresowania architekturą jako metaforą życia: od bombastycznego „Megalopolis” Coppoli po oscarowego „Brutalistę”.
Opowieść o rywalizacji i przyjaźni, które nie muszą się wykluczać, choć zwykle tak się dzieje.
Supergirl i Supermana łączą więzy krwi i nadludzka moc czerpana z energii żółtego słońca, ale dzieli wszystko inne.
Sztubacki, prowokacyjny humor ukrywa tu kilka całkiem poważnych i dla wielu odbiorców zapewne niewygodnych tematów.
Wprawdzie czwarta część przygód Chudego, Buzza Astrala i Jessie miała być ostatnia, dopóki jednak popularne serie generują zyski, to się ich nie kasuje.
W opakowaniu psychoanalitycznego kina akcji Spielberg serwuje medialną baśń niosącą pacyfistyczne przesłanie w obliczu majaczącej na horyzoncie trzeciej wojny światowej.
Przywódca wyjętej spod prawa drużyny sherwoodzkiej, zanim wpisał się na stałe do panteonu największych gwiazd kultury masowej, był bohaterem niezliczonych mitologizujących go opowieści.
Mistrz Werner Herzog, który od dekad ściga na ekranie to, co nieuchwytne, znów wyrusza na poszukiwanie fantazmatu.
Subtelny film o sile i nadziei płynących ze wspólnoty.
Zawiła intryga niekoniecznie musi się podobać, nie sposób jednak nie docenić uniwersalizmu przesłania.
Zaskakująco wielu przeciwników Mandalorianina to różnego rodzaju potwory, jakby scenarzyści próbowali niezbyt udanie przenieść elementy opowiadań o wiedźminie do świata „Gwiezdnych wojen”.
Choć brzmi to jak jakaś abstrakcja, naprawdę trudno oderwać od tego wzrok.
Niskobudżetowa „Erupcja” w Polsce może budzić zrozumiałe zainteresowanie: w całości została nakręcona w Warszawie, a główną rolę obok Leny Góry gra popularna brytyjska wokalistka Charli XCX. Lecz nie warto traktować nowej produkcji Pete’a Ohsa jedynie w kategoriach ciekawostki.
Film jest jednocześnie uniwersalny i osobisty – niepostrzeżenie odchodzi od małego realizmu na rzecz poetyckiej, surrealistycznej wizji.
Wypolerowany na pełny połysk „Diabeł 2” niczego nie pali ani nie oświetla, ale wciąż ładnie wygląda.
Jeśli ktoś wyjdzie z kina z myślą, że niczego nowego się o Michaelu Jacksonie nie dowiedział – o to mogło chodzić realizatorom najnowszego, gładkiego, płaskiego i nijakiego filmu o gwieździe.
Wiele scen czerpie dynamikę z poetyckich fantazji, w których wyczuwa się lepką atmosferę rodzącego się pożądania lub dziecięcych lęków, co skutkuje olśniewającymi, a niekiedy trudnymi do wytrzymania obrazami.