Historia

Rzesza pospolita

Pierwsza Rzesza

Początek Rzeszy, 962 r. - koronacja Ottona I na „cesarza Rzymian”. Początek Rzeszy, 962 r. - koronacja Ottona I na „cesarza Rzymian”. AKG IMAGES / EAST NEWS
Polska prawica ostrzega, że Unia przekształca się na naszych oczach w nowe Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Ale chyba ten i ów niezbyt uważnie odrobił lekcje historii. W ogóle na temat Rzeszy mamy wyobrażenia mgliste i uproszczone. A to opowieść wielce pouczająca dla nas i Europy.
Koronacja Ottona III, 983 r.Getty Images Koronacja Ottona III, 983 r.
Fryderyk Barbarossa korzy sie przed papiezem Aleksandrem III, 1177 r. - wtedy, by zatrzeć te ujmę na cesarskim honorze, cesarstwo zaczęto nazywać swiętym.Getty Images Fryderyk Barbarossa korzy sie przed papiezem Aleksandrem III, 1177 r. - wtedy, by zatrzeć te ujmę na cesarskim honorze, cesarstwo zaczęto nazywać swiętym.
Złota Bulla z 1356 r., w której spisano reguły wyboru cesarza - pierwsza konstytucja Rzeszy.AKG/EAST NEWS Złota Bulla z 1356 r., w której spisano reguły wyboru cesarza - pierwsza konstytucja Rzeszy.

Przez ponad pół tysiąca lat Rzesza i Rzeczpospolita nie były ze sobą skonfliktowane. I niemal równocześnie znikły z mapy Europy, zmiecione w czasie rewolucji francuskiej i wojen napoleońskich przez wschodzące mocarstwa. Rzeczpospolita w 1795 r., a Rzesza w 1806 r. Był to koniec dwóch wielkich europejskich federacji.

Impulsem powstania Rzeszy (później nazywanej Heiliges Römisches Reich Deutscher Nation) były nie tylko imperialne ambicje frankońskich i saskich władców, ale i apokaliptyczny lęk człowieka średniowiecza przed końcem świata. Według proroctwa Daniela, po upadku cesarstwa rzymskiego miał nadejść Antychryst, a wraz z nim koniec świata. Co prawda rzeczywistą ciągłość imperium rzymskich cezarów zapewniało Bizancjum, ale w mrokach średniowiecza było ono poza horyzontem człowieka Zachodu, który też nie bardzo zdawał sobie sprawę, że sam Rzym jest już tylko rumowiskiem dawnej świetności. Pamięć zachodniego imperium trwała nadal i koronację Karola Wielkiego na cesarza w 800 r. uważano za przekazanie cesarstwa (translatio) w ręce króla Franków.

Za początek Rzeszy uznaje się jednak koronację saskiego pogromcy pogańskich Węgrów pustoszących Europę Zachodnią. Otton I został „cesarzem Rzymian” 2 lutego 962 r. – zaledwie cztery lata przed chrztem Polski. Mieszko I musiał nieźle znać koncentryczne kręgi ówczesnej Europy. Aby nie być sam na sam – jak Słowianie połabscy – z peryferyjnymi margrabiami Rzeszy, wczepił się, jak mógł, w twardy rdzeń cesarstwa. Swego syna wysłał do Italii, co wypłaciło się znajomością Bolesława z przyszłym cesarzem, przyjazdem cesarza Ottona III na zjazd gnieźnieński w 1000 r., tytułem współpracownika cesarza i w końcu tytułem królewskim. To rzeczywiście oznaczało stowarzyszenie Polski z ówczesną UE.

Przy całej chrześcijańskiej, ponadnarodowej i uniwersalnej idei Rzesza była tworem niemieckim – pisze Golo Mann w „Historii Niemiec” – ale tylko na niby. Nowe cesarstwo było piękną kopułą, pod którą miały się skupiać krainy świata chrześcijańskiego. Gdy jednak po 844 latach, sześciu miesiącach i czterech dniach – 6 sierpnia 1806 r. – ostatni cesarz składał koronę, zostając już tylko cesarzem habsburskiej Austrii, Rzesza była pustą atrapą, nie spinając nawet połowy niemieckich państw i państewek.

Podczas gdy Francja Burbonów, jakobinów i Napoleona od dawna była państwem scentralizowanym, Niemcy pozostały amorficznym wielotworem, swoistym monstrum, za jakie w XVII w. Rzeszę uważał Samuel Pufendorf. W 1789 r. – szydzi Mann – składało się na nią 1789 niezależnych organizmów. Niektóre – jak Austria i Prusy – były już nowymi mocarstwami, rozlewając się daleko poza Rzeszą. Inne – jak niektóre opactwa cesarskie – składały się z kilku budynków.

Polska – w odróżnieniu od Czech i Węgier – nigdy nie stała się częścią cesarstwa, ale zarówno w czasach Piastów i Jagiellonów, jak i Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zawsze była w jego osmotycznym kręgu. W czasie buntu Masława – raczej prawosławnego niż pogańskiego – po śmierci Chrobrego wojska cesarskie wsparły Kazimierza Odnowiciela. Wkrótce potem papiesko-cesarski spór o inwestyturę odbił się echem konfliktu Bolesława Śmiałego z biskupem Szczepanowskim. A naszemu rozbiciu dzielnicowemu po śmierci Krzywoustego odpowiada rozdrobnienie Rzeszy po śmierci Fryderyka II Hohenstaufa, który w XIII w. w południowych Włoszech zbudował najnowocześniejsze państwo tamtych czasów, ale terytoria na północ od Alp pozostawił samowoli lokalnych władyków. To w tamtych czasach na ziemie polskie, zniszczone przez najazd Mongołów, ściągano kolonistów niemieckich, a miasta i wsie lokowano na prawie magdeburskim i lubeckim.

Unia polsko-litewska – zapomina nasza prawica – nie powstała w XIV w. przeciwko Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu, lecz przeciwko państwu krzyżackiemu, które – podobnie jak polska Korona – nie było częścią Rzeszy. W XV w. obie strony odwoływały się w swym sporze do najwyższych na Zachodzie autorytetów – papieża i cesarza. I przed ówczesnym europarlamentem – na soborze w Konstancji – toczyły fundamentalną dysputę, czy pogan należy nawracać ogniem i mieczem, czy raczej dobrym przykładem i polityczną integracją.

To nie Rzeszę, lecz Habsburgów uważano w Krakowie za zagrożenie. Natomiast tworząc w XVI w. Rzeczpospolitą Obojga Narodów kopiowano federacyjną strukturę Rzeszy. Na to, że na początku czasów nowożytnych Rzesza i Rzeczpospolita miały dość podobną strukturę, zwracała uwagę w 1986 r. polsko-niemiecka komisja podręcznikowa.

Cesarstwo zawsze było tworem niepełnym. Zmieniało się jego terytorium, zakres władzy cesarskiej i instytucji Rzeszy. Zmieniały się też nazwy. Kolejne przydawki były raczej zarzekaniem kolejnych słabości niż siły. Ottona I papież koronował na cesarza Rzymian, ale jego władztwo nazwano jedynie regnum francorum, królestwem frankońskim. Później używano nazwy imperium, ale określenie sacrum dodano dopiero w 1177 r., gdy Fryderyk Barbarossa musiał się ukorzyć przed papieżem, publicznie całując jego stopę. Aby zatrzeć tę ujmę na cesarskim honorze, skrybowie zaczęli cesarstwo nazywać świętym. Ta nazwa Sacrum Romanum Imperium (SRI) była do końca oficjalną nazwą Rzeszy. Dopisek Nationis Germanicae – Narodu Niemieckiego – pojawił się, co prawda, w połowie XV w., po utracie przez Rzeszę Italii i Burgundii, ale w oficjalnych dokumentach cesarstwa po 1512 r. jedynie mignął. Potocznie używano zwrotu Teutsches Reich, ale nie rozumiano go etnicznie, lecz terytorialnie. W końcu także pojęcia Wielkiego Księstwa Litewskiego nie rozumiano etnicznie. Natio – naród – do rewolucji francuskiej 1789 r. rozumiano jako przynależność stanową i terytorialną, a nie etniczną. Dla niej rezerwowano pojęcie gens – rodu i plemienia.

Nazwy Deutsches Reich w oficjalnym dokumencie Rzeszy użyto tylko raz, poniekąd na podzwonne, gdy w 1803 r. sejm Rzeszy podjął próbę ustrojowej przebudowy Rzeszy, równie spóźnioną jak nasza Konstytucja 3 maja. Po likwidacji Rzeszy w 1806 r. pozostała nowa nazwa – Deutsches Reich – którą w 1871 r. opatrzono Niemcy zjednoczone krwią i żelazem przez bismarckowskie Prusy. Pół wieku później, po zapaści tej II Rzeszy i obu pozostałych mocarstw rozbiorowych, podobnie postąpi Piłsudski. Serią wojen granicznych przywróci polską państwowość.

Zasadniczy polsko-niemiecki konflikt interesów w XIX w. i pierwszej połowie XX w. nie pozwala dostrzec faktu, że – jak zauważa niemiecki historyk Hans-Jürgen Bömelburg – zarówno Stara Rzesza, jak i Rzeczpospolita były strukturalnie defensywne, co bynajmniej nie znaczy, że były oazą pokoju. Średniowieczni cesarze prowadzili swoje krucjaty. Wojska cesarskie łupiły Rzym. Z kolei miasta włoskie dawały łupnia cesarzom. Ale zmobilizowanie sejmu Rzeszy do sfinansowania wojny najeźdźczej było równie trudne jak zmobilizowanie sejmu Rzeczpospolitej do uchwalenia podatków na kampanię zaczepną.

Zarys ustroju cesarstwa powstał na dobrą sprawę dopiero w XIV w. Przedtem Rzesza była związkiem księstw plemiennych. Kiedy władza monarsza okrzepła, cesarz – który jednocześnie miał tytuł króla niemieckiego – mianował książąt. Jednak wybrany przez nich, musiał się liczyć z ich zdaniem. Utarła się zasada, że króla należy wybierać spośród członków rodu jego poprzednika, co oznaczało dziedziczenie tronu w spokrewnionych ze sobą dynastiach. Od 1338 r. król niemiecki był automatycznym następcą cesarza. Jego koronacja nie wymagała niczyjej zgody – także papieża. W 1356 r., za rządów Karola IV Luksemburczyka, w Złotej Bulli spisano reguły wyboru króla-cesarza, pierwszą konstytucję Rzeszy. Według niej elektorami byli: król Czech jako cześnik Rzeszy, palatyn Renu jako stolnik, margrabia Brandenburgii jako komornik, książę saski jako marszałek, arcybiskup Moguncji jako arcykanclerz Niemiec, arcybiskup Kolonii jako arcykanclerz Italii oraz arcybiskup Trewiru jako arcykanclerz Burgundii. W XVII w. to kolegium rozszerzono.

Władza cesarska, początkowo całkiem silna, szybko się kurczyła. Wprawdzie w czasach Hohenstaufów w XII i XIII w. dwór cesarski imponował Europie wspaniałymi turniejami i najlepszymi minnesingerami epoki, ale chcąc zdobyć środki na wyprawy krzyżowe i kampanie przeciwko buntującym się miastom włoskim, cesarze hojną ręką rozdawali książętom Rzeszy przywileje. Już w 1220 i 1232 r. Fryderyk II – w obliczu buntu własnego syna – większość uprawnień królewskich w Niemczech przekazał w ręce książąt Rzeszy. Odtąd to oni decydowali o większości spraw w swoich księstwach i prowadzili własną politykę zagraniczną. Za każdym razem, gdy król-cesarz występował z inicjatywą polityczną dla całych Niemiec, musiał otrzymywać zgodę książąt zgromadzonych w Reichstagu (sejmie Rzeszy) wraz z innymi stanami Rzeszy.

Ten model feudalnej współzależności skopiowała w XVI w. Rzeczpospolita, gdzie każdy nowo wybrany król musiał podpisać pacta conventa i w swej polityce zagranicznej uzyskać poparcie sejmu. Z punktu widzenia rozwoju demokracji – chwalebne. Z punktu widzenia pragmatyki władzy – zabójcze, ponieważ zasada jednomyślności – liberum veto – paraliżowała republikę.

Również Rzesza miała swoje liberum veto. Złota bulla rozdrabniała prerogatywy monarsze. Elektorzy byli traktowani jak królowie, a ich księstwa stały się niepodzielne. Mieszkańcy księstw elektorskich tracili prawo apelacji do cesarza. A elektorzy mogli zawetować każdą decyzję cesarską, zanim ta trafiła pod obrady sejmowe.

Sejm Rzeszy ostatecznie ukształtował się w 1489 r. Dzielił się na trzy kurie: elektorską, książęcą (wszyscy wasale cesarza: książęta, hrabiowie, biskupi) oraz miast, która do 1582 r. dysponowała jedynie głosem doradczym. Pod tym względem sejm Rzeczpospolitej był kopią sejmu Rzeszy. Od 1663 r. Reichstag – jako tzw. Deputacja Rzeszy – był zwoływany do Ratyzbony.

Tak naprawdę Święte Cesarstwo Rzymskie nie miało rządu. Arcybiskupi-elektorzy mieli tytuły kanclerskie, jednak były one czysto honorowe, z wyjątkiem arcybiskupa Moguncji, który przewodnicząc kurii elektorów i Reichstagu, był prymasem Niemiec. Wprawdzie Maksymilian I próbował stworzyć rząd cesarski – Reichsregiment, jednak wskutek niezgody między książętami nigdy nie uzyskał on faktycznego znaczenia.

W połowie XVI w. książęta sprzeciwili się pobieraniu przez cesarza stałych podatków bez ich zgody. Odtąd Habsburgowie na swą politykę dynastyczną w Rzeszy i mocarstwową poza Rzeszą zbierali podatki jedynie w miastach cesarskich, od wasali niebędących książętami oraz od Żydów. Dokładnie ten sam model kopiował ustrój Rzeczpospolitej.

Gdy w 1570 r. Maksymilian II, wobec zagrożenia tureckiego, usiłował usprawnić system obronny Rzeszy, sejm odebrał cesarzowi najwyższą władzę w sprawach wojskowych. Zaś pod koniec wojny trzydziestoletniej Ferdynand III, licząc na poparcie swych wasali w trakcie rokowań z Francją i Szwecją, zezwolił książętom Rzeszy na zawieranie własnych przymierzy, wypowiadanie wojen i zawieranie pokoju. Tę suwerenność księstw Rzeszy potwierdził pokój westfalski w 1648 r. A zaraz potem Reichstag odebrał cesarzowi prawo podnoszenia nowych podmiotów politycznych do rangi stanu Rzeszy bez zgody odpowiedniej kurii sejmowej.

Z dzisiejszej perspektywy ustrój Starej Rzeszy jest dziwaczny, ale sympatyczny. Choćby przez to, że – wbrew obecnym alarmom naszych narodowców – przez setki lat cesarstwo było niezdolne do agresji. To Ludwik XIV i Szwedzi szarpali w XVII w. Rzeszę, a nie Rzesza Francję czy Szwecję. I – co trzeba powtórzyć – to nie Święte Cesarstwo Rzymskie (wszystko jedno, czy z dopisanym narodem niemieckim czy bez niego) dokonało rozbiorów Polski, lecz wylewające się poza Rzeszę Prusy i Austria, które zaledwie kilkanaście lat po zamordowaniu Rzeczpospolitej wraz z Napoleonem przyłożyły się do likwidacji Rzeszy.

Rzesza była równie przednowoczesna jak Rzeczpospolita. Obie federacje były miejscem niesłychanej wtedy tolerancji religijnej, której symbolem w Rzeszy był pokój augsburski z 1555 r., a w Rzeczpospolitej konfederacja warszawska z 1573 r. Jednak obie bywały także scenami straszliwie wyniszczających wojen religijnych. W Rzeszy – wojny trzydziestoletniej 1618–48, w której (z czego mało kto u nas zdaje sobie sprawę) zginęło więcej Niemców niż w obu wojnach światowych. W Rzeczpospolitej – powstania Chmielnickiego, które obok buntu oszukanych przez sejm Kozaków (w czasie wojen z Moskwą i Turcją obiecano im szlachectwo), było także buntem prawosławnych przeciwko podporządkowaniu ich papieżowi na mocy unii brzeskiej 1596 r.

Niemieccy historycy do dziś nie są zgodni, czy dziejom Niemiec Rzesza dała więcej szczęścia czy nieszczęścia. Heinrich August Winkler, autor „Długiej drogi na Zachód”, uważa, że bez dziedzictwa Rzeszy w Niemczech prędzej zapanowałyby wolność i demokracja. Inni z kolei twierdzą, że to właśnie dzięki tradycjom zdecentralizowanej Starej Rzeszy udało się po 1945 r. uwiązać Republikę Federalną w zachodniej Europie i stworzyć jedną z najbardziej liberalnych demokracji.

Rzucając okiem na mapę Europy, można odnieść wrażenie, jakby dzisiejsze Niemcy pokrywały się z dawną Rzeszą z jej końcowego okresu (oczywiście bez Śląska i Pomorza); w istocie jednak nie była ona jeszcze państwem. W obiegu miała niekiedy aż 500 różnych walut. Poddani nie mieli do czynienia z urzędnikami cesarskimi, lecz z konglomeratem zwierzchności: cesarskich, kościelnych, terytorialnych, ziemskich. I każda domagała się daniny i ustalała własne prawa. Sąsiedzi zza miedzy mogli płacić kompletnie różne daniny. Kara za morderstwo zależała od stanu ofiary i sprawcy. Jeśli mieszczanin zabił chłopa, mógł się wykręcić karą pieniężną. Jeśli chłop zmasakrował szlachcica, lądował na szafocie. Cały ten twór trzymały w całości nakładające się – i często wykluczające – przysięgi wierności i niejasne lojalności. Początkowo to rozdrobnienie nikomu nie przeszkadzało. Ludzie żyli w promieniu lokalnej wieży kościelnej. Ale u progu nowożytności, w XV w., pojawiły się pierwsze manufaktury i banki, inwestycje i papiery wartościowe. Miasta rozkwitły, a mieszczaństwo nabierało pewności siebie. Wolne miasta cesarskie, jak mało kto, korzystały z ustrojowej plątaniny Rzeszy. Same nadawały sobie prawa. Tworzyły związki handlowe, jak hanza, i gromadziły bogactwa.

To drażniło rycerstwo, które swych rzekomych praw dochodziło mieczem, napadając na bogatych kupców. Jeden z takich Raubritterów – Götz von Berlichingen, uwieczniony przez Goethego jako bojownik o wolność, miał na koncie 15 takich zajazdów. Wreszcie w 1495 r. książęta Rzeszy wraz z cesarzem na sejmie w Wormacji zakazali samosądów i ustanowili „wieczny pokój w całym kraju”. Był to postęp, choć w dużej mierze na pergaminie…

Od średniowiecza Rzesza stale się kurczyła. Odpadły Włochy, Szwajcaria, Niderlandy. Obce dynastie mieszały się w jej sprawy wewnętrzne – jak królowa Szwecji, która była także księżną Bremy, czy król Danii – jako książę Holsztynu. Z kolei niemieckie dynastie poza Rzeszą szukały władzy i uznania. Elektor saski, August Mocny, tytuł królewski uzyskał w Polsce. Elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm – w jakiejś mierze także. Koronę włożył sobie na głowę „w Prusiech”, naruszając prawa Rzeczpospolitej.

Do działań zaczepnych Rzesza od dawna nie była zdolna. Natomiast do obrony – czasami. Fakt, że w 1683 r. na obronę przed Turkami Reichstag potrafił zgromadzić ogromne sumy, historycy uznają za dowód sprawności Rzeszy. Wskazują też na kilka rozsądnych uchwał, jak choćby na ustawę antymonopolową przeciwko potężnym domom handlowym z południa Niemiec. Cóż z tego, skoro paragrafy Rzeszy miały w jej państwach terytorialnych bardzo ograniczoną moc. Podobnie jak instytucje Cesarstwa. Gdy młody Goethe odbywał praktykę w trybunale Rzeszy w Wetzlarze, kpił, że w szafach piętrzy się 20 tys. spraw, ale rocznie rozpatrywano tylko 60. Niektóre procesy ciągnęły się kilkaset lat. Niemniej bywało, że sędziowie okazywali zdumiewającą niezależność. Gdy w XVII w. kardynał Strasburga chciał w badeńskim Ettenheim zarekwirować najlepsze żydowskie domy, jego właśni poddani zwrócili się do sądu Rzeszy i wygrali. Historyk prawa Bernhard Diestelkamp uważa wręcz, że Rzesza wcale nie podsycała ducha poddaństwa. To jej strukturze Niemcy zawdzięczają przekonanie, że sądy chronią ich przed samowolą władzy i mają zaufanie do reform odgórnych.

Z zewnątrz instytucjonalny paraliż i rozkład wewnętrzny Rzeszy mógł sprawiać sympatyczne wrażenie kraju poetów i myślicieli. Poszczególne księstwa mogły być rządzone przez despotów, ale w rozdrobnionych państewkach poeci, filozofowie, architekci czy muzycy zawsze mogli znaleźć bardziej liberalnego władcę.

Wprawdzie książę Wirtembergii Karol Eugeniusz zabronił swemu poddanemu Fryderykowi Schillerowi pisać wiersze, ale zaledwie 100 km dalej – w Mannheimie, który należał do Palatynatu – poeta mógł sobie dalej pisać. Johann Gottfried Herder, obawiając się wcielenia do armii, uciekł z Prus i znalazł oparcie w Weimarze.

Jednak gospodarczo Rzesza była w XVIII w. katastrofą, twierdzi berliński historyk Heinz Schilling. Nie umywała się do Niderlandów, Francji czy Wielkiej Brytanii. Traciła na znaczeniu i – podobnie jak Rzeczpospolita – stała się dla nowych mocarstw jedynie postawem sukna rozszarpywanym na sztuki.

Oba wschodzące mocarstwa – Austria i Prusy – łamały prawa Rzeszy, jak chciały. Gdy w 1756 r. król pruski napadł na Saksonię, sejm Rzeszy chciał go pociągnąć do odpowiedzialności. Jednak przedstawiciel Fryderyka II zrzucił posłańca sejmowego ze schodów urągając: „A cóż to za insynuacja?”. Złamanie prawa Rzeszy przez Prusy nie miało żadnych konsekwencji. Rzesza nawet nie była monstrum, a jedynie atrapą. Pół wieku później Napoleon, koronując się na cesarza Francuzów i wykrawając na zachodzie Niemiec nowe królestwa zależne od Francji, ostatecznie rozsypał Święte Cesarstwo, a cesarz składając koronę jedynie dopełnił formalności.

Historycy spierają się, czy był to początek fatalnych dziejów Niemiec w XIX i XX w. „Na tle narastającej potem narodowej arogancji za minionym cesarstwem przemawia to, że przynajmniej nikt nie chciał umierać za cesarską koronę, tak jak potem za »führera« i ojczyznę”, pisał „Spiegel” w 200-lecie upadku Starej Rzeszy.

Pamięć o Rzeszy spowolniła rozwój nowoczesnego państwa narodowego, współkształtowała go i fałszowała. To z niej w dużej mierze brało się poczucie wyższości i zarazem niższości narodu niemieckiego. Niemcy czuli się lepsi od innych, bo mieli cesarstwo i uważali się za dziedziców Rzymian, ale też obawiali się, że są gorsi, gdyż przestarzała, nieruchawa maszyneria Rzeszy długo pozostawała w tyle za bardziej zdolnymi do działania zachodnimi państwami narodowymi. Niemiecka rzeczywistość polityczna rozgrywała się bowiem głównie w ciasnych, pozbawionych wszelkiej misji dziejowej państwach książęcych.

„Europa nigdy nie powierzyła nam rzymskiej misji budowy ładu – dobitnie stwierdza Golo Mann. Rzesza była formą stosunków z zachodnimi i południowymi sąsiadami – Niderlandami, Lotaryngią, Burgundią, Italią. Na wschodzie, gdzie Niemcy czuli się zagrożeni i sami byli zagrożeniem, odgrywała niewielką rolę. Tu tworzono coś nowego, zamiast odnawiać starą fantasmagorię. Tu niemieckie potęgi terytorialne działały poza terytorium Rzeszy, na własną rękę – zarówno margrabiowie brandenburscy, jak Zakon Krzyżacki, Habsburgowie i Hohenzollernowie. Skutek był taki, że na wschodzie naród niemiecki rozrósł się – najpierw w sensie faktycznym, potem też formalnym – poza obszar Rzeszy. Oba najsilniejsze państwowe skupiska Niemców w nowszych czasach – Austria i Prusy – ostatecznie znalazły się w ten sposób, jako pewne punkty ciężkości, poza Rzeszą. Wrośnięcie Niemców w życie Europy Wschodniej mogło w dobie imperializmu, to znaczy w czasach nowoczesnych, sprzyjać błędnemu mniemaniu, że Wschód stanowi właściwe pole działań Rzeszy. To urojenie i żądanie doprowadziło w naszych czasach do okrutnej klęski Niemców na Wschodzie, której następstw wciąż jeszcze niepodobna ogarnąć”.

Polityka 02.2011 (2841) z dnia 11.01.2012; Historia; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Rzesza pospolita"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną