Laureaci Nagród Historycznych POLITYKI 2018

Perła z popiołów
W omówieniu nagród skupiłem się tym razem na jednej, chyba szczególnej pozycji.
Polityka

Każdy uczestnik sądu konkursowego wie, że od pierwszego odkrycia kart przeżywa się dreszcz emocji. Jeżeli jest się jurorem nagrody książkowej – tym „odkryciem kart” jest pierwszy przegląd zgłoszonych do nagrody kandydatur. Niby rutynowe zaglądanie do każdej pozycji, ale doświadczony juror potrafi wyłowić książkę, która potencjalnie ma szanse przejść przez kolejne etapy. A dreszcz emocji? Wynika on z poszukiwania... perły. Każdy juror pragnie bowiem, by nagroda, jaką firmuje, nie była po prostu wyróżnieniem dobrej czy bardzo dobrej książki, lecz żeby – to również kwestia szczęścia i przypadku – wyłoniła pozycję wyjątkową, jakieś odkrycie. To się nam przydarzyło w tym roku! Tą pozycją jest „Dziennik z getta łódzkiego” Rywki Lipszyc (Wydawnictwo Austeria).

Rocznik 1929 (jak Anna Frank). Wyrosła w pobożnej żydowskiej rodzinie, blisko spokrewnionej z rodem słynnych rabinów. Znalazła się w getcie łódzkim i przebywała w nim do jego likwidacji w sierpniu 1944 r., gdy została wywieziona do Auschwitz-Birkenau. Osierocona wcześnie – opiekowała się (nastolatka!) trojgiem rodzeństwa. Podczas tzw. Wielkiej Szpery (wrzesień 1942 r.), gdy Niemcy – przekształcając getto w obóz pracy – zażądali „deportacji”, co oznaczało wywózkę do komór gazowych, starszych ludzi powyżej 65. roku życia, chorych oraz dzieci poniżej dziesiątego roku życia – straciła siostrzyczkę i braciszka.

Jak żyć z taką traumą? W początku października 1943 r. zaczęła prowadzić zapiski w dzienniku. Wspomina utraconą matkę, ojca, brata, siostrę, dzieli się smutkiem, żalem, tęsknotą, przedstawia swoje oceny moralne postaw ludzi z otoczenia – z tzw. kursów, czyli warsztatu krawieckiego, do którego ją wciągnięto, by mogła otrzymywać kartki żywnościowe (niby-żywnościowe). Raz po raz zwierza się ze swojej głębokiej wiary w Boga. Nie ulega wątpliwości: pisanie dla Rywki to autoterapia i swoisty rodzaj samoobrony. Ten dziennik, któremu powierza myśli i tęsknoty, i nadzieje – wiąże ją silnie z życiem.

„Pisać!... Tylko pisać!... Wtedy zapominam o jedzeniu, o wszystkim innym, o wszystkich przykrościach (to przesada). Ale przecież to jednak jest wielką ulgą dla mnie... Niech Bóg obdarzy Surcię zdrowiem i szczęściem przynajmniej za to, że mi poddała taki cudny pomysł jak pisanie pamiętnika”.

Już w rekomendacji do nominacji „Dziennika z getta łódzkiego” wspomniałem, że oba diariusze, Rywki Lipszyc i Anny Frank, są introspektywne. Obie są w wieku dojrzewania. Nie jestem psychologiem, ale przypuszczam, że pewien stopień egzaltacji byłby naturalny u czternastolatek, nawet gdyby nie były zamknięte w małym otoczeniu. Rywka nie była tak izolowana jak Anna, ale krąg ludzi, z którymi się styka, jest dość ograniczony. Nawet geograficznie: Rywka nie wychodzi poza kilka ulic z najbliższego sąsiedztwa.

Więc przede wszystkim dowiadujemy się o jej stanach ducha, może bardziej przylegałoby słowo: stan duszy. Wiara w Boga – to coś u niej bardzo autentycznego, coś (podświadomie) filozoficznego, wiara żydowska jest dla niej wyznacznikiem postawy moralnej. Nic a nic z dewocji! Ten autentyzm pobożności wręcz urzeka.

Ale zarazem uważny czytelnik uzyskuje istotne informacje o życiu codziennym getta. Dawid Sierakowiak – starszy od Rywki o cztery lata, prawdziwy młody wybitny intelektualista – w swoim słynnym „Dzienniku” czuje się w obowiązku przedstawiać informacje o sytuacji społecznej getta łódzkiego. U Rywki jest to jakby mimochodem, na marginesie własnych kłopotów i obowiązków, jako punkt wyjścia do ocen moralnych ludzi, jako ilustracja zepsucia świata. Notabene: Rywka rozpoczyna swoje zapisy parę miesięcy po zgonie Sierakowiaka, który zmarł w getcie z głodu i wycieńczenia.

Jakie informacje przekazuje nam Rywka? Na przykład o głodzie, poprzez dzielenie się obserwacjami, że sąsiedzi, że koleżanki, ba, rodzeństwo wyjadają (a więc okradają) porcje chleba, cukru, margaryny przechowywane przez innych w szafie na dzień następny. To się często w zapisach powtarza, widzimy, że autorce sprawia to ogromne cierpienie moralne. Albo o wywózkach na roboty do Niemców – bo policjanci przeszukują mieszkania, gdzie mogliby ukrywać się mężczyźni. Albo o przydziale opału i z jakimi kłopotami to się wiąże. Ale także informacje o sprawach stosunkowo błahych, lecz symptomatycznych. Na przykład taką, iż ukochanej nauczycielce dziewczyny sprawiły na prezent nową menażkę. (Na wszystkich zdjęciach z getta widzimy, że menażka jest częścią wyposażenia, wręcz stroju człowieka). Albo informację, że musi przerwać pisanie, bo koleżanka czeka w kolejce, albowiem mają tylko jedno pióro i jeden kałamarz (często brakuje atramentu). Ciekawe są informacje o lekturach: z tego, co odnotowała, dowiadujemy się, że – w tym czasie – czytała „Jana Krzysztofa” Romain Rollanda, „Nędzników” Wiktora Hugo, „Wojnę i pokój” Lwa Tołstoja, Stefana Żeromskiego, Borysa Pilniaka. Ciekawostka: kolektyw dziewcząt składa się na bibliotekę – Rywka przekaże do niej Tołstoja.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj