Rok po pierwszych wolnych wyborach rozpadło się środowisko „Solidarności”
Pluralistyczny wymiar kraju z miesiąca na miesiąc stawał się faktem.
Plakaty wyborcze z kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego z 1990 roku.
Ośrodek Karta w Warszawie

Plakaty wyborcze z kampanii prezydenckiej Tadeusza Mazowieckiego z 1990 roku.

Sukces opozycji w kontraktowych wyborach parlamentarnych 4 czerwca 1989 r. zaskoczył władzę, lecz ta nie zdecydowała się podważyć ich wyników. 12 września 1989 r. powołano rząd Tadeusza Mazowieckiego. Znaleźli się w nim zarówno przedstawiciele „Solidarności”, jak i PZPR.

Przełom 1989/90 roku przyniósł, obok radykalnych rozwiązań gospodarczych (zainicjowanych w odpowiedzi na hiperinflację przez wicepremiera Leszka Balcerowicza), także zmiany symboliczne: państwo wróciło do nazwy Rzeczpospolita Polska, orzeł w godle odzyskał koronę.

Pluralistyczny wymiar kraju z miesiąca na miesiąc stawał się faktem. W czerwcu 1990 r., wobec głębokiej różnicy poglądów na przyszłość Polski, rozpadła się „solidarnościowa” formacja opozycyjna, prowadzona przez Lecha Wałęsę.

Premier Tadeusz Mazowiecki w przemówieniu w Sejmie:

Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego staniu załamania.

Jestem świadom, że dla moich rodaków najważniejsze jest dziś pytanie, czy może być lepiej. Odpowiemy na to wszyscy. (...) Musimy to zrobić wspólnie.

Warszawa, 24 sierpnia 1989

[Biernacki Leszek, Kronika „Solidarności”. 20 lat dzień za dniem..., Sopot 2000]

Z artykułu Koronacja w „Gazecie Wyborczej”:

Komisja Ustawodawcza ukoronowała orła, wprowadziła artykuł o siłach zbrojnych (inaczej ustawodawstwo wojskowe zawisłoby w próżni) i o ochronie własności indywidualnej. (…) Na 386 obecnych posłów za głosowało 374, jeden (Roman Norbert, PZPR) był przeciw, 11 się wstrzymało. Wyniki sala przyjęła oklaskami na stojąco. Klaskał też prezydent, który od rana, z góry, z ożywieniem przysłuchiwał się obradom.

A potem Obywatelski Klub Parlamentarny zaintonował „Jeszcze Polska”... Senat zmianę konstytucji [oprócz korony w godle przywracającą historyczną nazwę Rzeczpospolita Polska, skreślającą rozdziały mówiące o państwie klasowym oraz wprowadzającą pluralizm partyjny i swobodę działalności gospodarczej] zaakceptował. (...) Senatorowie odśpiewali hymn i „Boże, coś Polskę” w wersji – „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. (...)

[Senator] Zbigniew Romaszewski przyniósł prawdziwy, przedwojenny wizerunek orła w koronie i przypiął go trzema agrafkami pod wielkim łysym orłem, którego zdejmie się po podpisaniu ustawy przez prezydenta.

Warszawa, 29 grudnia 1989

[„Gazeta Wyborcza” nr 1/1990]

Stefan Kisielewski (pisarz):

Cała Polska żyje pod znakiem tak zwanej reformy Balcerowicza. Na razie rezultat jest taki, że ceny spożywcze skaczą w nieprawdopodobny sposób. (...) Ludzie uwierzyli, że zdecydowali fachowcy i że innej drogi nie ma. Ludzie są cierpliwi. Ale co będzie, jeśli cierpliwość – wobec tego, że jajko kosztuje 800 zł czy chleb 2000 zł – zawiedzie, gdy tę cierpliwość stracą? Zwłaszcza że plan (...) Balcerowicza nie był przyjęty demokratycznie. Właściwie był narzucony odgórnie, przez grupę fachowców, do których miano zaufanie. Społeczeństwo na ten temat nie dyskutowało.

Warszawa, 21 stycznia 1990

[Stefan Kisielewski, Dziennik okresu transformacji, Warszawa 2016]

Waldemar Kuczyński (szef doradców premiera) w dzienniku:

Zebranie Komitetu Obywatelskiego (…). Pierwsza publiczna konfrontacja Premiera i Przewodniczącego [Wałęsy]. (…) „Parcie” Wałęsy na prezydenturę (…) jest coraz wyraźniejsze. Ale w powietrzu krąży już opinia (...), że Mazowiecki powinien być kontrkandydatem. Mnie ta myśl chodzi po głowie od kilku tygodni, ale tylko półsłówkami zdradzałem ją Szefowi. (…) Mazowiecki (...) powiedział, że to byłby dla niego moment bardzo ciężki i zły dla Polski. „Wyszlibyśmy z tego bardzo poszarpani, a kraj ze stratą” – powiedział. Ale nie odrzucił tej myśli, lecz jakby ją umocnił, mówiąc, że z ogromnym trudem wyobraża sobie współpracę z Wałęsą. A Wałęsa go w tym utwierdza, co chwila kopiąc rząd i mówiąc, że zachowa Mazowieckiego, ale pozmienia mu ministrów.

Warszawa, 31 marca 1990

[Waldemar Kuczyński, Solidarność u władzy. Dziennik 1989–1993, Gdańsk 2010]

Z przemówień na zebraniu Komitetu Obywatelskiego:

Tadeusz Mazowiecki: Pragnę z Państwem podzielić się jedną moją troską. Prośbą o to, abyśmy tej zaczynającej się polskiej demokracji nie zamienili w polskie piekło. Polskie piekło swarów, podgryzań i walk. Jest to nasza wielka odpowiedzialność.

Lech Wałęsa: Nikt bardziej ode mnie nie chciałby, aby premierowi się udało. (…) Wystąpiłem dla tego rządu o specjalne pełnomocnictwa. Nie dlatego, że chcę, by ten rząd był tu na stałe, by nie był demokratyczny. Nie czas na ratowanie róż, jak płonie las. Gdy jest rewolucja – a jest rewolucja – jest czas dekretów. Stocznia [Gdańska] ogłasza strajk. Przeciw rządowi i Wałęsie. Wiecie dlaczego? Bo spółki [nomenklaturowe, powiązane z ludźmi dotychczasowego systemu] sobie radzą, bo jesteśmy sentymentalni, bo dekretów nie robimy. Trzeba natychmiast przerwać okradanie tego kraju. Demokracja – tak. Parlament – tak. Prawo – tak. Ale kierunek – kierunek skuteczny. Dziś wszystko, co robimy, jest puste.

Warszawa, 31 marca 1990

[Czy polskie piekło?, „Gazeta Wyborcza” z 2 kwietnia 1990]

Ryszard Reiff (senator OKP) w liście do Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka:

Mówi się, że „walka o władzę” jest czymś normalnym. Ale w Polsce jeszcze taki normalny czas nie nadszedł. Trudno jest wytłumaczyć, dlaczego są zawierane wątpliwe koalicje, a nie może powstać koalicja między realnymi siłami, która byłaby prawdziwie wielką koalicją, symbolizowaną w osobach trzech wybitnych Polaków. (...) Taki model realizowania pluralizmu w praktyce demokratycznej Polski roku 1990 jest zgodny z oczekiwaniami ogromnej większości społeczeństwa. Tak wiele się od ludzi pracy wymaga, a równocześnie nie daje się przykładu zgody na najwyższym szczeblu w dziele podnoszenia kraju z upadku i nadrzędnego traktowania dobra wspólnego wobec dobra partykularnego.

Warszawa, 25 czerwca 1990

[Archiwum Ośrodka KARTA, sygn. IV/225.1]

Jerzy Turowicz (redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”) w artykule „Po rozłamie w Komitecie Obywatelskim”:

Dojrzewający od pewnego czasu kryzys w łonie Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” doprowadził do rozłamu. Zmiany w składzie tego Komitetu, a w konsekwencji zmiana jego koncepcji i jego politycznej orientacji, doprowadzały do podziałów, które trudno byłoby przezwyciężyć. Na ostatnim niedzielnym zebraniu tego Komitetu [24 czerwca], sześćdziesięciu kilku jego członków zgłosiło rezygnację z członkostwa. (…)

Skoro wejście na drogę prowadzącą do pełnej demokracji oznacza rozwój pluralizmu politycznego, trzeba uznać za rzecz naturalną i słuszną kształtowanie się rozmaitych, konkurencyjnych względem siebie, opcji politycznych – pod warunkiem, że będzie to rywalizacja programów, a nie ambicji czy roszczeń personalnych lub grupowych oraz że nad różnicami opcji politycznych będzie dominowała troska o dobro wspólne całego społeczeństwa.

Kraków, 1 lipca 1990

[Jerzy Turowicz, Po rozłamie w Komitecie Obywatelskim, „Tygodnik Powszechny” nr 26/1990]

Robert Kaczmarek (publicysta) w „Kulturze”:

Dożyliśmy więc możliwości wyboru pomiędzy dwoma ugrupowaniami politycznymi, to jest grupą Wałęsy z jednej, a grupą rządową z drugiej strony. Różnice, jakie przypisuje się obu grupom, sięgają już historii. (…) Na dłuższą metę dzisiejsi władcy RP, rząd, „Solidarność” i komuniści po społu muszą odejść, ponieważ stanowią część upadającego reżimu, sublimację jego konstruktywizmu i roszczeń, schyłkowy produkt groteskowego ustroju, który radził sobie, dopóki dysponował represyjną siłą, a po jej utracie afiszuje nagą resztę, ból istnienia w normalnym świecie, całkowitą nieumiejętność przekształcenia.

Ile czasu trzeba, by przyszli nowi? Jacy nowi? Może z tego pokolenia, które w okresie przejściowym skazane jest na zmarnowanie własnych zasobów, najgłębszą frustrację osobistej przedsiębiorczości i szans życiowych, daninę niespełnionych osiągnięć zawodowych i pragnień konsumpcyjnych, tak jak ich poprzednicy – dzisiejsi luminarze – składali w innym okresie przejściowym daninę oporu?

Paryż, 26 lipca 1990

[Robert Kaczmarek, Pierwszy stracony rok, „Kultura” nr 9/1990]

Tomasz Jastrun w „Kulturze” paryskiej:

Większość społeczeństwa nie rozumie mechanizmów psychologicznych władzy. (...) Dlatego cała ta burza na szczytach dawnej „Solidarności” jest zjawiskiem niepojętym, budzi zabobonny lęk, jaki piorun musiał budzić wśród ludów pierwotnych. I tu trudno spodziewać się wyjaśnienia zjawiska w sposób racjonalny. Lud będzie doszukiwał się spisków, knowań tajemnych, pod powierzchnią sporów widzieć będzie podwodne góry lodowe. Jedni poczują gniew i przemożną chęć ukarania tych, co ich zawiedli. Inni zajmą się po prostu swoim interesem, za nic mając interes ogólny, skoro ci, którzy tak wiele o interesie ogólnym mówili, wzięli się teraz za łby najwyraźniej z prywatnych powodów.

Warszawa, sierpień 1990

[Smecz [Tomasz Jastrun], Z ukosa, „Kultura” nr 9/1990]

***

Opracowanie: Marta Markowska (Ośrodek KARTA), współpraca: Przemysław Bogusz, Milena Chodoła, Mariusz Fiłon, Amadeusz Kazanowski, Wojciech Rodak, Adam Safaryjski, Małgorzata Sopyło (zespół „Nieskończenie Niepodległej”).

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj