Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Historia

„Nacjonalistyczny ferwor prawicy”. Historycy piszą list w obronie wystawy „Nasi chłopcy”

„Nasi chłopcy” „Nasi chłopcy” Jakub Knera / Polityka
Skąd teza, że ludzie wcieleni do niemieckiego wojska pod groźbą śmierci w obozie koncentracyjnym i represji wobec ich rodzin pełnili swą wymuszoną służbę z ochotą?

Ze zdumieniem, a wręcz z przerażeniem przyjmujemy reakcję polskich środowisk prawicowych na otwartą w piątek 12 lipca br. w Muzeum Gdańska wystawę pt. „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”.

Na podstawie dokumentów i fotografii ekspozycja ukazuje losy Polaków z Kaszub, Kociewia i Pomorza przymusowo wcielonych w latach 1939–1945 do niemieckich formacji zbrojnych. Oblicza się, że osób takich, pochodzących z pograniczy polsko-niemieckich, z ziem wcielonych do III Rzeszy, było 200 tysięcy, a mogło ich być nawet dwukrotnie więcej. Część z nich poległa, część przeszła przez sowieckie gułagi i Syberię, część znalazła się w alianckiej niewoli. Część natomiast zdezerterowała, narażając swoje rodziny na zesłanie do obozu, i dołączyła do jednostek Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

W prawicowej narracji wypierany jest zupełnie fakt, że 1/3 żołnierzy PSZ stanowili byli żołnierze Wehrmachtu, których los wojenny był dramatyczny: Rząd RP na Uchodźstwie uznał zmuszanie obywateli polskich do służby w armii wroga za zbrodnię wojenną. Ci, którzy przeżyli i wrócili do rodzin, w PRL żyli z obciążonym życiorysem.

Nasi chłopcy

Jak obserwujemy, otwarcie wystawy wywołało gwałtowny sprzeciw polityków prawicy i części społeczeństwa. Protest przeciw niej wyrazili prezydent RP Andrzej Duda, prezes PiS Jarosław Kaczyński, a nawet prezes PSL, partii wchodzącej w skład koalicji rządzącej, Władysław Kosiniak-Kamysz. Wszyscy oni zinterpretowali tytuł wystawy jako próbę zafałszowania polskiej pamięci narodowej i „prowokację”. Zadziwia przy tym komentarz rzecznika rządu Adama Szłapki, podzielającego zastrzeżenia wobec tytułu.

Reklama