Tarcia w piłkarskiej reprezentacji Polski

Kwestia stylu
Do grona krytyków metod pracy Franciszka Smudy po raz pierwszy dołączył człowiek z wewnątrz - Artur Boruc.

W wywiadzie dla kanału nSport Boruc zarzucił trenerowi reprezentacji Franciszkowi Smudzie coś więcej, niż tylko używanie rynsztokowego języka. A więc: przy powołaniach na spotkania kadry trudno doszukać się konsekwencji, trener ugina się pod presją mediów, które wsadzają mu zawodników do zespołu, nie jest człowiekiem dialogu, nie potrafi słuchać, albo wręcz nie rozumie, co się do niego mówi, dzieli piłkarzy na równych i równiejszych, a ci równiejsi to potakiwacze Smudy. Boruc nazwał też trenera Dyzmą i nawet nie próbował sprawiać wrażenia, że jest to przejęzyczenie.

Boruc znalazł się na cenzurowanym, gdy ujawniono, że on oraz kapitan kadry, Michał Żewłakow, na pokładzie samolotu wracającego z amerykańskiego tournee kadry pili wino i zachowywali się, jak reprezentantom nie przystoi. Boruc w wywiadzie prezentuje własną wersję wydarzeń, picia wina się nie wypiera, ale przy okazji daje do zrozumienia, że Smuda jest niewłaściwym człowiekiem na stanowisku selekcjonera.

Nie wiadomo, czy oprócz bramkarza pogląd ten podzielają też inni piłkarze. Reprezentacja nie wygrała od marca, więc mądrych wygłaszających orędzia, co Smuda robi źle, przybywa. Wytyka się mu nie tylko błędy merytoryczne i personalne, ale również brak stanowczości, o co przy okazji wyboru selekcjonera mało kto go podejrzewał. Gdy we wrześniu wyszło na jaw, że piłkarze na zgrupowaniu kadry pili alkohol, Smuda nie potrafił jasno wypowiedzieć się co do ich przyszłości w zespole. Najpierw mówił, że drzwi przed nimi zatrzaśnie, potem, że nikogo nie skreśla definitywnie. I na tym stanęło.

Bardziej istotna, niż złamanie przez Żewłakowa i Boruca regulaminu, jest więc dyskusja nad metodami pracy stosowanymi przez Smudę. Boruc ma opinię niepokornego, ale nie w jego stylu jest sianie zamętu bez powodu, wcześniej też nigdy nie biegał do mediów szukając odwetu za krzywdy rzeczywiste czy wydumane. Smuda ma w środowisku opinię choleryka nawykłego do wydawania rozkazów, ale nawet jeśli w klubach jego styl pracy się sprawdzał, w reprezentacji już nie musi.

Piłkarze przyjeżdżający na zgrupowanie mają prawo czuć się członkami elitarnej grupy i mają prawo oczekiwać, że szef będzie co najmniej ich szanował. A Smuda musi nauczyć się rozmawiać z piłkarzami. Inaczej przegra.

 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną