Kraj

Raport o stanie prezesa

„Raport o stanie Rzeczypospolitej”, firmowany przez Jarosława Kaczyńskiego, pokazuje dobitnie, że Polacy na jesieni nie będą wybierać władzy w państwie, tylko jedno z dwóch państw, które już mają swoich szefów.

W styczniu tego roku Rada Polityczna PiS specjalną uchwałą przyjęła ponadstustronicowy dokument „Raport o stanie Rzeczypospolitej”, który, po uzupełnieniach, udostępniła dopiero teraz. Najbardziej fundamentalne fragmenty pochodzą niewątpliwie wprost od prezesa, gdyż jego styl jest niepodrabialny. Szczegóły gospodarcze, resortowe zostały dostarczone zapewne przez partyjnych fachowców, mają inną poetykę. Ale wszystkie poziomy Raportu służą jednej zasadniczej tezie. Tusk, który odgrywa – jak czytamy – decydującą rolę w „centrum władzy niepodzielnej”, z powodu swojej nieudolności, a przede wszystkim z powodów aksjologicznych, sprzeniewierza się podstawowym interesom państwa i narodu.

Naród, rodzina, państwo

Tę tezę Raport wyprowadza z kilku głównych założeń. W centrum wszelakich projektów powinien zawsze znajdować się Naród jako „realna wspólnota połączona więzami języka i – szerzej – całym systemem semiotycznym, kultury, historycznego losu, solidarności”. Również w tym centrum powinna pozostawać jednostka, ale jednostka w rodzinie. „Organizacją, która ma realizować oba projekty – i ten odnoszący się do Narodu, i ten zaspakajający potrzeby jednostek oraz rodzin – jest państwo”. Jak to często w przypadku PiS, banalne stwierdzenia zyskują rangę politycznej deklaracji, bo w swych intencjach zakładają, że wyłącznie drużyna Kaczyńskiego w to wierzy, a reszta tylko udaje. Dla całkowitej jasności pisze prezes: „Przynależność narodowa nie wiąże się w ideologii PO (to słowo odnosi się do stanu świadomości jakiejś grupy) z kwestią godności Polaka jako jednostki, ani też nie jest podstawowym wymiarem polityczności”.

Brak legitymacji

Kaczyński powtórzył w Raporcie tezy, że III RP pozbawiona była jasnej legitymacji moralnej i historycznej, że pochodzi z nieprawego łoża, że jej cechą była specyficzna wielka moralna szara strefa: „Nie dokonano zdecydowanego rozdzielenia tego, co dobre, od tego, co złe, nie przeprowadzono rozliczeń, nie zrekompensowano krzywd…”.

I dalej – z grzechu pierworodnego narodziła się po 1989 r. patologia państwowa i ideologia tolerancji wobec przestępczości, niezdolność do prowadzenia jakichkolwiek przedsięwzięć zbiorowych oraz tzw. polityka transakcyjna (rozumiana jako gra między władzą, która staje się coraz bardziej korporacyjna, a grupami nacisku, które realizują cele partykularne). Zatem w III RP „w gruncie rzeczy zamiast oficjalnej konstytucji obowiązywała konstytucja realna, przewidująca przede wszystkim tolerancję wobec wielkiej części patologicznych zachowań, szczególnie jeśli dotyczyły one przedstawicieli establishmentu albo osób z nim bezpośrednio związanych”.

Centralny ośrodek polityczny

Raport głosi, że warunkiem zmiany III RP na IV było powołanie nowego centralnego ośrodka dyspozycji politycznej „nieuwikłanego w przedsięwzięcia transakcyjne”. „Takiego ośrodka nie należy automatycznie utożsamiać z rządem, prezydentem czy jakimkolwiek organem państwowym. Chodzi bowiem o grupę osób, która w danych warunkach historycznych ostatecznie podejmuje najważniejsze decyzje w państwie”. Taki ośrodek powinien „chcieć i realizować wskazane cele narodowe”. Jak stwierdza więc dzisiaj Rada Polityczna PiS, warunki historyczne i realna konstytucja wymuszały stworzenie w 2005 r. jakiegoś ośrodka władzy IV RP, który nie był tożsamy z naczelnymi urzędami i instytucjami państwa. Platforma jednak tu zawiodła i poszła w innym kierunku.

Wielka naprawa

Na wielu stronach Raportu czytamy, jak IV RP przeprowadzała „wielką naprawę” i to zarówno w nadbudowie, jak i w bazie. Aby zmienić legitymizację państwa, przedsięwzięto rozmaite działania w sferze oświaty, kultury i mediów. „Inicjatywy te miały służyć kreowaniu społecznej oceny postaw patriotycznych i takich, które były ich zaprzeczeniem, a więc niejako oddzielały dobro od zła”. Nowy ład budowano dzięki zaktywizowaniu pracy prokuratury, licznym zmianom personalnym w administracji, w aparacie skarbowym i celnym, powołaniu CBA. Musieli więc przyjść po prostu dobrzy ludzie, to znany motyw IV RP. „Zmiany w aparacie państwowym nie zostały zakończone, pełna jego przebudowa i uzyskanie jakości, którą można by określić jako nowe państwo, wymagałaby zmiany konstytucji. Niemniej skutki w postaci ograniczonej korupcji i radykalnego zmniejszenia poczucia pewności siebie i bezkarności establishmentu zostały osiągnięte”. Zaraz potem jest jeszcze jedno zdanie, bardzo typowe dla IV RP: „Charakterystyczne jest, że niemała część najbogatszych przedstawicieli owego establishmentu przebywała w tym czasie za granicą”.

Polska upodmiotowiona

PiS zanotowało olbrzymie sukcesy w gospodarce, zadbało o zmniejszenie różnic międzyregionalnych i międzygrupowych, także „o postęp w uzyskiwaniu minimum cywilizacyjnego” i o rozwój demograficzny. A teraz gospodarka leży. Jak tłumaczy Kaczyński wzrastający deficyt finansów państwa? Otóż, „po pierwsze bez wątpienia ważne jest niedołęstwo rządu.(…) źle jest też ze ściąganiem podatków” (bo na stanowiska szefów urzędów skarbowych powróciło wielu z tych, których za swoich rządów PiS wyrzuciło). I wreszcie trzecia przyczyna deficytu – Tusk zastosował po kryjomu „pakiet stymulacyjny”, choć się jawnie od niego odżegnywał, co obciążyło budżet, a nie przyniosło pozytywnego efektu psychologicznego. Kraj jeszcze nie upadł całkowicie tylko dzięki wcześniejszej polityce finansowej Zyty Gilowskiej.

Sukcesom w tamtych dobrych czasach w ogóle nie było końca, bo i w polityce zagranicznej nastąpił przełom. Przede wszystkim zarzucono praktykowaną wcześniej zasadę klientyzmu w relacjach z Unią i zachodnim sąsiadem, wzmocniono „podmiotowość Polski w relacjach z Rosją”. Platforma zaś jest partią restauracji. „Mówimy o restauracji w sensie przyjętym w naukach historycznych, czyli oznaczającej zmianę, ale mającą na celu podtrzymanie istoty poprzedniego systemu. Zmiana może służyć w pewnym wypadku absorpcji części nowych elementów, np. kooptacji jakiejś nowej grupy do elit, ale istoty rzeczy nie zmienia” – głosi Raport.

Opisy i charakterystyki Platformy są demoniczne. Raport mówi o związkach Platformy ze światem służb specjalnych oraz z biznesmenami „mającymi na koncie wyroki w sprawach karnych”. Także z ludźmi uwikłanymi w PRL. W tym kontekście Raport wymienia Olechowskiego, Czempińskiego, a nawet Boniego. Bohaterami negatywnymi prezesa są także Kulczyk, Krauze, Solorz, Ćwiąkalski, Bondaryk, Parafianowicz.

Powraca hasło „układu” oraz „stolika Żukowskiego” (od nazwiska znanego socjologa), przy którym po staremu siedzą politycy, biznesmeni, służby specjalne i przestępcy. Kaczyński, w swoim stylu, pisze też: „miażdżące zwycięstwa PO w punktach wyborczych na terenie zakładów karnych nie mogą być uznawane za nieistotny incydent”.

Polak skorygowany

Partia Tuska wykazuje się – zdaniem prezesa – ambiwalencją patriotyczną. „Na tę ambiwalencję wpływa postawa »Gazety Wyborczej«, która polską tradycję czy polskość jako taką opisuje zwykle w kategoriach nacjonalizmu i szowinizmu”. I jeszcze jeden cytat: „można postawić tezę, że obecność w Platformie na swój sposób rozmiękcza poczucie wartości własnego Narodu, relatywizuje stosunek do związku z nim, do tej szczególnej relacji między Narodem a jednostką, którą nazywamy patriotyzmem”. W ogóle to Platforma afirmuje tzw. Polaka skorygowanego: „czy to przez swą przynależność regionalną nadającą mu lepsze cechy – kaszubskość bądź śląskość (w tej wersji, która nie odrzuca polskiej przynależności narodowej), czy też przez swoją europejskość”. Najgłośniejsza stała się kwestia śląska, gdzie Kaczyński dopatruje się zakamuflowanej „opcji niemieckiej”. Pojawiły się zarzuty, że szef PiS otwarcie już nawiązuje do ideologii endeckiej.

Platforma dzisiaj – według Raportu – nie realizuje polityki suwerennej, demonstruje swój kompleks niższości i postawę ekspiacyjną „wobec innych narodów i grup”. Nie ma empatii dla biedy i opresji, stosuje rabunkową politykę społeczną oraz segregację edukacyjną. W szkolnictwie wyższym umacnia pasożytniczy kapitalizm, niszczy wieś, toczy boje z IPN i ubezwłasnowolnia media publiczne, nie walczy z przestępczością, nie buduje autostrad i rujnuje kolej. A też uprawia od góry filozofię nienawistnej miłości, straszy PiS, zohydza go.

Demontaż

Platforma rozmontowała państwo, które budowano w latach 2005–07, zdemontowała CBA i inne instytucje i urzędy walczące wtedy o prawo i sprawiedliwość, prezydent działa bezprawnie. Rząd nic właściwie nie robi, a jak już, to nieudolnie. Jest przy tym arogancki i przede wszystkim zabiega o interesy kolegów. To, co wylało się z PiS po zakończeniu kampanii prezydenckiej, w licznych wystąpieniach i enuncjacjach zostało pracowicie zebrane w Raporcie i położone na siatce wielkich słów i wartości. I oczywiście nie mogło zabraknąć wątku katastrofy smoleńskiej, za którą – co już wiemy – ponosi odpowiedzialność Platforma.

Prezes kończy mocnym akcentem: „szczególnym rysem polityki rządu PO jest odrzucenie zwyczajowych reguł uznawanych za oczywiste i nienaruszalne przez ludzi o choćby elementarnym wyrobieniu kulturalnym i politycznym”.

Zła wola

Kaczyński insynuuje, iż Tusk z jakichś złowieszczych powodów, które kiedyś wyjdą na jaw, świadomie szkodzi państwu. Że kieruje nim zła wola, że dąży do osłabienia pozycji kraju w relacjach międzynarodowych, do naruszenia unitarnego charakteru państwa, godzi w patriotyczną edukację, w gospodarkę. Wielu fragmentów nie sposób odczytać inaczej, choćby taki: „sprawa wyjaśnienia motywów polityki zagranicznej PO pozostaje w sferze mniej lub bardziej prawdopodobnych domysłów”.

To klasyka prezesa, a takich wtrętów jest mnóstwo. Czytelnik Raportu, jeśli chce traktować poważnie lidera PiS, musi uwierzyć, że Platforma w istocie konsekwentnie dąży do zniszczenia kraju i do wykorzenienia narodu. I to wszystko na zimno, z premedytacją. Kaczyński nie unika stwierdzeń w rodzaju, że politycy Platformy wspierają „indywidualizm prymitywny, charakterystyczny dla najniżej kulturowo usytuowanych grup społecznych, gdzie nie ma tendencji nawet do dbałości o los własnych dzieci”.

Niestosowne pytanie

Może dlatego Raport nie wzbudził entuzjazmu nawet wśród tych, którzy zwyczajowo biją prezesowi pokłony. Na prawicowych portalach i w medialnych komentarzach pojawiło się wręcz pewne zakłopotanie przechodzące w znamienne milczenie. Już się mówi, że najważniejszy będzie nowy program PiS, że to jeszcze nie to. Coś jest na rzeczy.

Podczas transmisji w Internecie spotkania Kaczyńskiego promującego Raport dziennikarz „Rzeczpospolitej” Igor Janke, skonfundowany ostrymi atakami na Tuska, zapytał w końcu prezesa, czy uważa premiera za patriotę, czy nie. Kaczyński zarzucił publicyście, że obniża poziom dyskusji i że takich pytań sobie nie życzy. Była to znamienna wymiana zdań, pokazująca, że styl Kaczyńskiego, zaprezentowany w dokumencie i wypowiedziach, jest trudny do zaakceptowania nawet dla tych, którzy zazwyczaj przekonują innych, że w wypowiedziach szefa PiS należy odsączać jad od bardzo cennego i głębokiego meritum. Tym razem oddzielenie stało się niemożliwe.

Obieg zamknięty

Raport przypomina ten charakterystyczny pisowski sposób myślenia: my wiemy lepiej, my rozumiemy i widzimy to, co do was naiwnych nie dociera. My dostrzegamy prawdziwy, bezwzględny świat interesów, zagrożeń, zależności, a wy tkwicie w infantylnych złudzeniach, z których się kiedyś okrutnie przebudzicie.

To znana melodia, podobnie jak opinia o niezwykle przenikliwych analizach prezesa Kaczyńskiego, które potem, niestety, nie mogą być przekute w czyn, bo wrogowie rzucają mu kłody pod nogi. Kaczyński jednak w istocie odnosi się do obrazka, który sam pracowicie narysował. To obieg zamknięty. Jeszcze kilka lat temu wielu się na przenikliwość Kaczyńskiego nabierało. Tym razem zadziałało to znacznie słabiej.

Z Raportu wyziera sfrustrowana i bardzo poirytowana brakiem władzy IV RP, która chce wrócić i udowodnić, że miała rację. Pod tym względem Raport odgrywa pożyteczną rolę i powinien być przeczytany przez tych, którzy już „nie boją się PiS”. Warto zobaczyć, co już nas nie przestrasza. Bo to przede wszystkim raport o stanie prezesa Kaczyńskiego. Kogoś, kto proponuje wybrać inne państwo. To samo, które większość wyborców z krzykiem opuściła w 2007 r., tyle że jeszcze doskonalsze.

Polityka 15.2011 (2802) z dnia 09.04.2011; Polityka; s. 30
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną