Sławomir Nowak ministrem transportu

Katastrofa na budowie
Każdy premier formując rząd ma do wyboru dwa rozwiązania: dobierać ministrów według kompetencji zawodowych lub według kryteriów politycznych.

Donald Tusk zastosował obie wersje. Będziemy więc mieli ministrów urzędników i  ministrów polityków. Do tej drugiej grupy zaliczam Sławomira Nowaka, ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. I już się martwię co będzie z budownictwem, gospodarką morską, a najbardziej niepokoi mnie transport.

Poprzednik Nowaka, Cezary Grabarczyk, też był z klucza politycznego. Prawnik, adwokat, marzył o resorcie sprawiedliwości i był do funkcji ministra sprawiedliwości nieźle przygotowany. Premier Tusk rzucił go na najtrudniejszy odcinek infrastruktury, którego Grabarczyk nie znał i musiał uczyć się w biegu, już na ministerialnym stanowisku. Sporo się nauczył, ale nauka była bolesna. I dla Grabarczyka i dla nas – użytkowników dróg czy pasażerów kolei.  Ale przecież jego nominacja na ministra infrastruktury nie była taka całkowicie bezsensowna. Jako prawnik zrobił dla infrastruktury wiele nowelizując prawo. Dzięki temu mogło się wreszcie zacząć wielkie budowanie, a stratedzy PO mogli ukuć  hasło wyborcze „Polska w budowie”. Nawet najwięksi wrogowie oddają mu tu sprawiedliwość.

Jakie argumenty przemawiały za nominacją Sławomira Nowaka, którego stosunkowo krótka kariera zawodowa związana była niemal wyłącznie z polityką, tego nie wiem. Nowak nie ma żadnego doświadczenia w kierowaniu gospodarką, jeśli nie liczyć krótkiego okresu kiedy działał jako spec od marketingu i reklamy. A ostatniej rzeczy jakiej dziś potrzebuje polska infrastruktura – pardon – transport, budownictwo i gospodarka morska (swoją drogą nie wiem po co ten powrót do nazwy obowiązującej w rządzie PiS), to marketing i reklama.

Przed Nowakiem stoją dziś gigantyczne wyzwania, z których skali zapewne on sam nie do końca zdaje sobie sprawę. Kiedy słyszę komentatorów mówiących lekceważąco, że będzie teraz spijał śmietanę po Grabarczyku, jeżdżąc i przecinając wstęgi na oddawanych do użytku autostradach, chce mi się śmiać. Owszem, będzie przecinał, ale przy okazji będzie musiał świecić oczami za niedotrzymane terminy oddania nowych inwestycji komunikacyjnych na Euro 2012, za sypiącą się kolej, za stojący na skraju bankructwa LOT, z którym nie wiadomo co zrobić . Będzie musiał zmagać się z samorządowcami domagającymi się nowych inwestycji drogowych (a pieniądze się kończą) czy dofinansowaniem Przewozów Regionalnych. Resort infrastruktury jest wielkim inwestorem trwających właśnie inwestycji o skali jakiej w historii Polski jeszcze nie było. Ten mechanizm musi działać sprawnie i kompetentnie. Być może minister Sławomir Nowak ma jakiś ukryty talent do zarządzania, który premier Tusk już rozpoznał, a my niebawem się o tym przekonamy. Jeśli jednak nie, to na budowie, w której znajduje się Polska może dojść do katastrofy.             

 

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną