Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Kraj

Byle nie w stolicy

Pięć lat temu rozstrzygnięto konkurs architektoniczny na siedzibę Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Od tego czasu nie tylko nie wbito choćby łopaty na terenie budowy, ale nie powstał nawet ostateczny projekt gmachu, bo władze miasta ciągle zmieniały oczekiwania wobec architekta Christiana Kereza, a ten najwyraźniej sobie z nimi nie radził. No i się stało: Ratusz umowę zerwał, a perspektywa oglądania dzieł sztuki w nowym muzeum oddaliła się w nieokreśloną przyszłość. Trzeba by chyba przewodu sądowego, by stwierdzić, kto bardziej zawinił, i nie mnie to osądzać. Gdyby jednak głębiej się zastanowić, taki finał współpracy wydawał się nieuchronny i to z kilku powodów.

Warszawa generalnie nie ma szczęścia do muzeów. Od kilku dziesięcioleci nie może się wynieść do własnej siedziby Muzeum Wojska Polskiego, a zbiory Muzeum Narodowego są ściśnięte jak sardynki w puszce. Wielki znak zapytania wisi nad kolejną inwestycją: Muzeum Historii Polski, choć i tam trzy lata temu rozstrzygnięto wielki międzynarodowy konkurs. Dlaczego więc miałoby się udać w tym przypadku?

Stolica nie ma też szczęścia do władz, które naprawdę byłyby zainteresowane sprawami kultury. Obecna prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wydaje się zaś szczególnie obojętna na te kwestie. Najbardziej chyba gustuje w masowych imprezach. A skoro lekceważy teatry, muzykę klasyczną, festiwale i kompromituje się przy staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, to czemu miałaby się przejmować jakimś muzeum?

W ogóle nie mamy w kraju szczęścia do projektów sygnowanych przez słynnych architektów ze świata. Czegóż to nie miały budować w Warszawie, Poznaniu, Kielcach czy Gdańsku takie sławy, jak Zaha Hadid, Daniel Libeskind, Frank Gehry czy Peter Zumthor! Wszystko pozostało w planach i ślicznych wizualizacjach. Dlaczego więc miałoby się powieść nieco mniej uznanemu Kerezowi?

Traci Warszawa, ale traci też cała polska kultura. Na szczęście w innych miastach potrafią się zmobilizować. W takim choćby Krakowie, który miał zawsze opinię miasta dotkniętego marazmem, wybudowano w ostatnich latach kilka świetnych muzeów, m.in.: Muzeum Lotnictwa, MOCAK (Muzeum Sztuki Współczesnej), Muzeum AK, Muzeum Oskara Schindlera, ekspozycje pod Rynkiem, o generalnie odremontowanych Sukiennicach nie wspominając. Okazuje się, że można. Tyle że nie w stolicy.

Polityka 20.2012 (2858) z dnia 16.05.2012; Komentarze; s. 8
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną