O Ślązaku, co nie został Gawronem
Budowa wielozadaniowej korwety rakietowej projektu 621 Gawron.
Janusz Walczak/Forum

Budowa wielozadaniowej korwety rakietowej projektu 621 Gawron.

W kolejnym odcinku serialu komediowego pod roboczym tytułem „Budowa korwety »Gawron«” nastąpił dramatyczny zwrot akcji. Premier Donald Tusk ogłosił, że trzeba jednak skończyć budowaną od ponad 10 lat korwetę (do służby miała wejść jako ORP „Ślązak”). Przypomnijmy, że w poprzednim odcinku z lutego tego roku premier Tusk dokonywał publicznej egzekucji projektu. A o „Gawronie” mówił, że to najdroższy kadłub świata. Jak na komedię przystało, coś, co w stoczni budowane było jako korweta, według nowej koncepcji opuści ją jako statek patrolowy. Na jego skończenie oprócz już wydanych ponad 400 mln zł wydamy kolejne 250 mln.

To już zaczyna być tradycja, że marynarka wojenna dostaje okręty, z którymi nie wiadomo, co zrobić i jak je wyposażyć – mówi prof. Andrzej Makowski, wykładowca z Akademii Marynarki Wojennej. Jego zdaniem jedyną zaletą podjętej decyzji jest fakt, że na złom nie pójdzie kadłub, w który wpakowaliśmy setki milionów złotych. – Jeden okręt nie jest w stanie poprawić bezpieczeństwa kraju. Ale przynajmniej będziemy mieli nowoczesną jednostkę do misji policyjnych i dyplomatycznych – dodaje prof. Makowski.

Zamieszanie wokół „Gawrona” zgrabnie przykryło znacznie większe, bo systemowe problemy, które gnębią MON. – Fatalnie i opieszale działający aparat odpowiedzialny za zakupy to źródło większości problemów resortu – mówi Wojciech Łuczak, wydawca magazynu „Raport – WTO”. – Przetargi ciągną się w nieskończoność. Bardzo często kupujemy sprzęt w ogóle go nie testując. A później okazuje się, że umowy zostały tak zawarte, że nie można wyegzekwować należnych nam praw.

Pod koniec września ze stanowiska szefa Inspektoratu Uzbrojenia, który kupuje sprzęt dla wojska, odszedł gen. Andrzej Duks. Oficjalną przyczyną był zły stan zdrowia. Jego następca gen. Sławomir Szczepaniak będzie musiał przyśpieszyć proces zakupów i uporać się z przetargami, które zakończyły się porażką. Jedną z takich spraw jest zakup pięciu śmigłowców Mi-17 do Afganistanu. Ogłoszone w kwietniu 2010 r. postępowanie wygrała firma Metalexport-S. Wpłaciła 3 mln 875 tys. zł kwoty gwarancyjnej. Jednak jej rosyjski kontrahent odmówił dostawy sprzętu. Ministerstwo kupiło śmigłowce bez pośrednika, i to znacznie taniej. – Ale postanowiło nas ukarać. Nie tylko nie zwróciło nam kwoty gwarancyjnej, ale jeszcze poszło do sądu z żądaniem 65 mln zł odszkodowania – mówi Jacek Duński, wiceprezes Metalexportu-S. Na początku sierpnia Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił roszczenia MON i zasądził zwrot kwoty gwarancyjnej wraz z odsetkami, których zdążyło narosnąć ponad 600 tys. zł. MON odwołał się od wyroku do wyższej instancji. – Jako były minister sprawiedliwości z przykrością stwierdzam, że Ministerstwo Obrony Narodowej wykazało się indolencją. Ten wyrok to porażka systemu, który odpowiada za zakupy i w imieniu podatników obraca miliardami złotych – mówi mecenas Andrzej Kalwas, pełnomocnik Metalexportu-S.

To zła wróżba dla rekordowych przetargów, w których MON niebawem wyda kilkanaście miliardów złotych. Jeszcze w tym roku wojskowi chcą rozstrzygnąć przetarg na 70 śmigłowców za około 10 mld zł. A kilka miesięcy później rozpocząć procedury związane z budową ochrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej za kolejne 10 mld zł. Resort zapewnia, że do przeprowadzenia wielkich przetargów jest gotowy. A żeby znów nie polec w konfrontacji z najlepszymi kancelariami prawnymi, sam ma zamiar skorzystać z ich pomocy. – Takie sytuacje, jak dotychczas, nie mają prawa się powtarzać. Do obsługi kolejnych przetargów wybierzemy zewnętrzną kancelarię, która będzie potrafiła zabezpieczyć nasze interesy – mówi Waldemar Skrzypczak, wiceminister obrony narodowej.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną