Jerzy Janowicz: nasza nowa gwiazda tenisowa

Wzlot Jerzyka
Jerzy Janowicz robi w tenisowym świecie wielkie wrażenie. Turniej w Paryżu to dla niego zwieńczenie przełomowego sezonu.

Jeśli po jednym turnieju prorokować dalszy bieg kariery Jerzego Janowicza (w kontraście do imponujących warunków fizycznych zwanego Jerzykiem), to są powody do optymizmu. Turniej w Paryżu jest jednym z najbardziej prestiżowych w sezonie, wchodzi w skład serii Masters, a więc jeśli chodzi o rangę oraz finansowe zdobycze ustępuje tylko czterem imprezom Wielkiego Szlema. Zjechała do Paryża ścisła tenisowa czołówka, poza rankingowym numerem jeden, Rogerem Federerem. Polak w kolejnych rundach odprawiał z kwitkiem wyżej od siebie notowanych rywali, ze Szkotem Andy Murrayem na czele. Piątkowego zwycięstwa nad Janko Tipsareviciem nie umniejsza fakt, że Serb, stojąc pod ścianą, poddał mecz. A radości może być jeszcze więcej, bo przeciwnicy, którzy wciąż w Paryżu grają, nie straszą aktualną formą.

Okazało się, że Janowicz nie tylko serwuje z prędkością światła, ale również stać go na grę urozmaiconą, a momentami finezyjną. Eksperci chwalą go bez umiaru, wieszczą mu szybki rankingowy awans, być może nawet do pierwszej dziesiątki cyklu, gdzie Polaka nie było od czasów Wojciecha Fibaka, czyli od dobrych trzydziestu lat. Czas pokaże, czy proroctwa się sprawdzą, w każdym razie Janowicz nie zamierza oglądać się za siebie, ostatnie zwycięstwa wyraźnie go niosą. Ale trzeba pamiętać, że światowa czołówka wśród mężczyzn jest dużo szersza niż u kobiet, że najlepsi grają na wysokim i równym poziomie. Na korzyść Jurka, oprócz umiejętności i serca do gry na pewno przemawia wiek – 22 lata. W pierwszej pięćdziesiątce rankingu, gdzie znajdzie się po poniedziałkowej aktualizacji listy, jest jednym z najmłodszych.

Polska ma więc nowego sportowego bohatera, a w euforii wywołanej kolejnymi zwycięstwami Jurka w Paryżu duma miesza się  z niedowierzaniem, jak w naszej rzeczywistości ten sukces stał się możliwy. Droga, którą szedł Janowicz jest dość typowa – trzeba było ogromnych poświeceń rodziców, przede wszystkim finansowych, bo na pomoc z zewnątrz nie mogli liczyć. Odetchnęli dopiero gdy udało się pozyskać sponsora, firmę budowlaną PBG. Teraz prawdopodobnie znajdą się kolejni – to też bardzo polskie, że chętni do pomocy pojawiają się dopiero, gdy sukces stanie się faktem. A decydując się na zawodowstwo, trzeba liczyć się z wydatkami rzędu co najmniej 150 tysięcy złotych rocznie.

Za powodzenie Janowicza w dalszej tenisowej karierze trzeba trzymać kciuki, bo może uda się wreszcie nakręcić boom na tenis – sport elegancki, prestiżowy i popularny. Mimo sukcesów Agnieszki Radwańskiej oraz zauważalnej poprawy pozycji w rankingu jej młodszej siostry Uli, mimo stabilizacji w stanach średnich Łukasza Kubota, mimo obecności w czołówce deblistów duetu Fyrstenberg-Matkowski, tenis nie stał się u nas sportem masowym, a jest kojarzony z zabawą dzieci zamożnych rodziców oraz rozrywką biznesmenów. Żeby tenis był w Polsce tańszy i bardziej popularny, trzeba jednak mieć gdzie grać. A powszechnie dostępnej, darmowej insfrastruktury nie ma.

Tenisowe „orliki” – czemu nie?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną