Kraj

Operacja czołg

Czołg-bohater u prezydenta

Renault FT to protoplasta wszystkich nowoczesnych czołgów. Był też pierwszym czołgiem na wyposażeniu polskiej armii. Renault FT to protoplasta wszystkich nowoczesnych czołgów. Był też pierwszym czołgiem na wyposażeniu polskiej armii. Grażyna Myslińska / Forum
Ściągnięcie do Polski czołgu Renault FT to koronkowa akcja polskiego prezydenta, dyplomacji i wojska.
Rabatka przed afgańskim ministerstwem obrony, na której stacjonował czołg FT, obok niego odkrywca zabytku, płk Robert Kaźmierski.Archiwum Roberta Kaźmierskiego/Polityka Rabatka przed afgańskim ministerstwem obrony, na której stacjonował czołg FT, obok niego odkrywca zabytku, płk Robert Kaźmierski.
Renault w Herculesie leci do Polski.Janusz Walczak/Forum Renault w Herculesie leci do Polski.
Powitanie. Bronisław Komorowski podczas oględzin czołgu przed Pałacem Prezydenckim.Grażyna Myślińska/Forum Powitanie. Bronisław Komorowski podczas oględzin czołgu przed Pałacem Prezydenckim.

Ostatnim miejscem służby czołgu była rabatka z różami przed dowództwem Afgańskich Sił Bezpieczeństwa. Złośliwi stan i wiek pojazdu mogliby odczytywać jako alegorię afgańskiej armii. Ale widać jeden z najważniejszych afgańskich dowódców nie był człowiekiem małostkowym. Trudno powiedzieć, czy 85-letni czołg zaparkował przed biurem, bo mu się podobał, czy też chciał mieć na niego oko. Poprzednie trzy egzemplarze wpadły w oko Amerykanom i Francuzom – i szybko opuściły Afganistan. Podzielili się zgodnie z parytetem siły. Dwa dla Amerykanów, jeden dla Francuzów.

Afgańskie Renaulty przetrwały, bo kraj nigdy nie dorobił się porządnej huty. A suchy klimat pięknie konserwuje pancerne zabytki. Dumny naród afgański, którego armia obecnie nie ma ani jednego czołgu, uszanował te z I wojny światowej. Po oględzinach specjalistów okazało się, że czołgi mają polskie korzenie, co Amerykanów zmartwiło (poszukiwali takich z angielskimi), Francuzów nie obeszło, a Polaków doprowadziło do ekstazy. Renault FT to protoplasta wszystkich nowoczesnych czołgów. Był też pierwszym czołgiem na wyposażeniu polskiej armii.

Podarowane przez Francuzów wozy miały wielki udział w utrzymaniu świeżo wywalczonej niepodległości Polski. Szybko przemalowane i jeszcze z francuskimi oficerami w roli dowódców brały udział w najważniejszych bitwach 1920 r. Przez lata wydawało się, że do naszych czasów żaden się nie zachował. Były nawet pomysły zakupienia czołgu z innych zbiorów. Ale na aukcjach osiągały ceny po 4 mln euro, czyli zaporowe. Afgańskie czołgi z polskimi korzeniami, dla patriotów i miłośników historii, to jak Święty Graal na gąsienicach. W sprawę zaangażowały się najważniejsze czynniki w państwie. Z prezydentem w roli głównej.

W maju rozpoczęło się polowanie na czołg. Włączyły się w nie dwa Ministerstwa – Spraw Zagranicznych i Obrony Narodowej. Każdy chciał jako pierwszy zameldować prezydentowi: misja wykonana. Refleksem wykazały się służby dyplomatyczne, które błyskawicznie namierzyły pojazd. Co było o tyle łatwe, że nasi oficerowie wielokrotnie go mijali, odwiedzając afgańskie ministerstwo obrony. Bez zgody właścicieli nie dało się go ruszyć. Żeby wzmocnić potencjał negocjacyjny, na rozmowy z afgańskim generałem Sadey Hayatem wysłany został najważniejszy polski oficer w strukturach ISAF w Afganistanie – generał brygady Jarosław Wierzcholski, zastępca dowódcy Dowództwa Regionalnego Wschód sił ISAF. Prywatnie miłośnik i propagator broni pancernej.

Gen. Hayat pożegnał się z czołgiem po afgańsku. Wzruszył się, ucieszył radością Polaków. I nawet obiecał nam go oddać. Ale jeśli dostanie polecenie od samego Karzaja. Tak wysoko gen. Wierzcholski nie sięgał. Do gry wkroczył prezydent.

Gest podwójnie symboliczny

Z prezydentem Hamidem Karzajem trudno się umówić, bo to człowiek niezwykle zapracowany. Jednoosobowo, kwestując po całym świecie, wypracowuje 80 proc. afgańskiego PKB. Pozostałe 20 załatwiają producenci maku i jego pochodnych. Ponieważ sesja zgromadzenia generalnego ONZ to wręcz idealne miejsce do kwestowania, wiadomo było, że Karzaja tam nie zabraknie. 26 września prezydent Komorowski zwrócił się z prośbą o przekazanie nam czołgu. Sytuacja, w której to on miał coś do zaoferowania, musiała być nowością dla afgańskiej głowy państwa. Zgodził się bez problemu. Miesiąc później czołg był już gotowy do transportu do Polski. W liście spedycyjnym opisano go jako zabytek. Wstępna wycena: 10 tys. dol., żeby państwo nie musiało samo sobie płacić wysokiego cła. Specjalnie po Renaulta wysłano z Polski transportowego Herculesa. Gest podwójnie symboliczny. Darowany nam przez Amerykanów samolot poleciał po podwójnie (przez Francuzów i Afgańczyków) darowany nam czołg.

Na wstępne oględziny maszynę wysłano do Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu. Ludzie, których zgromadził wokół siebie mjr Tomasz Ogrodniczuk, wśród muzealników uchodzą za cudotwórców. Potrafią wyciągnąć z rzeki 70-letni wrak. I po roku zrobić z niego jeżdżące cudeńko. Diagnoza pancernych lekarzy jest kusząca. Czołg nie był oszczędzany, o czym najlepiej świadczy pocisk głęboko wbity w jedną z gąsienic. Układ jezdny i kierowniczy jest w stanie zadowalającym. Napędowego brak. Brakuje też działa. Ale w tej kwestii można się dogadać z Francuzami, którzy mają pochowane po muzeach sporo części zamiennych. Trudno powiedzieć, czy było to tematem rozmów podczas wizyty prezydenta François Hollande’a w zeszłym tygodniu. Ale tak się składa, że prezydent Komorowski zaprezentował mu ponownie odzyskany francuski dar.

Polityka 47.2012 (2884) z dnia 21.11.2012; Kraj; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Operacja czołg"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną