Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Uśmiać się jak norka

Jeden z protestów przeciwko hodowli zwierząt futerkowych. Jeden z protestów przeciwko hodowli zwierząt futerkowych. Maciej Kulczyński / PAP

Hodowla zwierząt futerkowych na fermach budzi coraz więcej sprzeciwów ze strony obrońców zwierząt i środowiska. W kilku krajach jej zakazano, a i w naszym Sejmie leży projekt ustawy przewidującej podobny zakaz. Jak twierdzą „futrzarze” – spowoduje to upadek kilkuset ferm zatrudniających ok. 50 tys. osób. Walka toczy się przede wszystkim o fermy norek. Polska jest trzecim w świecie dostawcą futerek (4 mln sztuk, obroty ok. 1 mld zł).

Poza wojną o to, czy fermy zamykać czy nie, toczy się spór o wpisanie norki amerykańskiej i jenota na „listę roślin i zwierząt gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym lub siedliskom przyrodniczym”. Ogłosił ją minister środowiska w rozporządzeniu z 9 września 2011 r.

Norka amerykańska i jenot powinny być na liście zwierząt obcych, bo w przypadku sprowadzania do Polski i hodowania tu zwierząt obcych ustawa nakłada na hodowców m.in. obowiązek takiego zabezpieczenia ferm, by zwierzęta „obce” z nich nie uciekały i nie dewastowały środowiska.

Jeszcze w projekcie z 2009 r. i późniejszym z kwietnia 2010 r. norka amerykańska i jenot były na liście. Ministerstwo Środowiska skreśliło oba ssaki w lipcu 2010 r., po uzgodnieniu z Ministerstwem Rolnictwa. Taką decyzję „zasugerowały” też m.in.: Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna, kilka katedr i wydziałów uczelni przyrodniczych, grupa 15 doktorów i profesorów z uniwersytetów rolniczych, a także jeden z senatorów i poseł. Ministerstwo Środowiska ich nazwisk nam nie ujawniło, ale w internecie można znaleźć dotyczące norek oświadczenie senatora PO Piotra Gruszczyńskiego i interpelację posła PO Mirosława Koźlakiewicza. Pierwszy, przed wyborem na senatora, był wicestarostą powiatu gnieźnieńskiego, gdzie fermy ma największy polski hodowca norek i wiceprezes związku, a drugi nazywany jest królem drobiu. A tysiące ton odpadów z ferm drobiu przerabianych jest na karmę dla norek.

Toczy się ostry spór, czy drapieżna norka amerykańska, której myśliwi w sezonie 2012/13 odstrzelili już 4,1 tys. sztuk, jest pochodzenia transgranicznego (z Litwy i Białorusi), czy są to uciekinierzy z naszych ferm. Jedni naukowcy mówią, że norki są z obu źródeł, a inni uważają, że jeśli nawet norka z fermy ucieknie, to i tak zdechnie. Kaczkę zabije, ale już jej nie pożre, bo wskutek karmienia kolejnych pokoleń norek w fermach zmieloną zwierzęcą papką uległa ewolucji żuchwa norki i skrócił się jej przewód pokarmowy. Argumenty te można traktować z przymrużeniem oka, ale dziwi to, że nie przeprowadzono badań, które by jednoznacznie rozstrzygnęły kwestię zagrożenia środowiska przez uciekinierów z ferm.

O wpisanie norki na listę gatunków obcych upomniał się także Konwent Marszałków Województw RP. Zdaniem marszałków decyzję o jej wykreśleniu podjęto „w interesie bardzo wąskiej grupy przedsiębiorców” i doprowadziło to do uproszczenia procedur związanych z zakładaniem ferm. Włodarze województw przyznają, że polskie przepisy stały się zachętą dla obcych przedsiębiorców do zakładania ferm w Polsce, po ich likwidacji w tych krajach zachodniej Europy, gdzie hodowla norek stała się nieopłacalna lub jej zakazano. Marszałkom nie podoba się też, że przy zakładaniu mniejszych ferm nie ma obowiązku uzyskania tzw. decyzji środowiskowej. Ministerstwo Środowiska w styczniu br. zapowiedziało podjęcie prac nad wpisaniem norki i jenota na listę, ale projektu nowelizacji, skierowanego do uzgodnień międzyresortowych, nie udostępnia.

Polityka 50.2013 (2937) z dnia 10.12.2013; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 8
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną