Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Kraj

Wypalony

Upadek Janusza Palikota

Palikot ma tak obciążoną hipotekę, że będzie mu trudniej, niż gdyby zaczynał od zera. Na razie na parę miesięcy chce taktycznie przykleić się do rządu. Palikot ma tak obciążoną hipotekę, że będzie mu trudniej, niż gdyby zaczynał od zera. Na razie na parę miesięcy chce taktycznie przykleić się do rządu. Filip Ćwik/Napo Images / Forum
Po trzech latach od wielkiego sukcesu, którym w polskich politycznych realiach jest wynik 10 proc. w parlamentarnych wyborach, wszystko wskazuje na to, że Janusz Palikot zwija interes. Na ile zdecydowały jego własne błędy, a na ile niezmienna dominacja PO i PiS?
Palikot widzi swoją szansę w kryzysie PO, który jego zdaniem zacznie się wiosną.Filip Ćwik/Forum Palikot widzi swoją szansę w kryzysie PO, który jego zdaniem zacznie się wiosną.

Jedna trzecia z was zmieni żony, jedna trzecia samochody, a jedna trzecia – partię – powiedział Janusz Palikot swoim 39 posłom na pierwszym posiedzeniu klubu parlamentarnego jesienią 2011 r. Mylił się grubo, przynajmniej co do barw partyjnych. W Twoim Ruchu trwa już tylko 15 posłów. Zrazu uchodzili raczej w pojedynkę, ale na ostatnim wrześniowym posiedzeniu Sejmu sprawy przybrały obrót hurtowy – jednego dnia papierami rzuciło aż 12 posłów. Zabrakło jednego uciekiniera, by zniknął klub TR.

Byli palikotowcy już zdążyli się zorganizować. Założyli koło Bezpieczeństwo i Gospodarka (BiG) i jak zazwyczaj w takich przypadkach śnią o potędze: rozpowiadają, że garną się do nich kolejni posłowie, że będą klubem, że założą partię itp. Ich liderem jest Artur Dębski, znany m.in. z tego, że od lat toczy się przeciw niemu proces za fałszowanie luksusowych damskich torebek. Koneserzy polityki mogli słyszeć też o Armandzie Ryfińskim czy eksksiędzu i naczelnym „Faktów i Mitów” Romanie Kotlińskim, bo to oni odpowiadali za najbardziej antyklerykalne happeningi partii Palikota; obraz Matki Boskiej Częstochowskiej nazwali bohomazem, a Ryfiński przebrał się za biskupa. Pozostali członkowie BiG przez trzy lata nie dali się poznać nawet sprawozdawcom sejmowym.

Ich konflikt z Palikotem dojrzewał długo, ale plan ewakuacji z TR powstał błyskawicznie. Burzliwe było już posiedzenie klubu we wtorek 23 września. Dwa dni później rozłamowcy spotkali się poza Sejmem, by w sekrecie ustalić szczegóły, ale jeden z nich okazał się szpiegiem Palikota, dzięki czemu szef partii dowiedział się o wszystkim w czwartek wieczorem. Ale nie mógł już wiele zrobić, w piątek rano rozłam stał się faktem. Przy Palikocie z bardziej znanych posłów zostali tylko Artur Rozenek i Robert Biedroń. W Sejmie wszystko działo się szybko, kamery zarejestrowały scenę z sejmowych kuluarów, gdy dziennikarze pytali kolejnych posłów: „Pan zostaje czy odchodzi?”.

Tratwa pilnie poszukiwana

O co poszło? Posłowie mieli pretensję, że Palikot ich lekceważy, że za rzadko występują w mediach, że lider jednoosobowo decyduje o wszystkim. Ostatnio doszła sprawa subwencji; jeden z byłych działaczy oskarża zarząd TR o niezgodne z prawem wydawanie partyjnych pieniędzy.

– Życzę Twojemu Ruchowi jak najlepiej, ale zdecydowałem się odejść. Miotaliśmy się od ściany do ściany, szliśmy w innym kierunku niż tym wytyczonym w kampanii. Zaczęła się współpraca z ludźmi, którzy nie byli z Palikotem od początku, a teraz mieli więcej do powiedzenia niż ci, którzy zakładali partię – mówi POLITYCE Artur Górczyński z koła BiG. Ma na myśli otoczenie Palikota spoza parlamentu: byłego europosła SLD Marka Siwca, eksprezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego czy wpływowego doradcę Karola Jenego.

Opowieści rozłamowców o powodach odejścia nie składają się w spójną całość; Górczyńskiemu przeszkadzały podobno ataki na wiarę, a teraz widzi się w nowym ugrupowaniu z Ryfińskim i Kotlińskim. Wydaje się więc raczej, że buntownicy nabrali pewności co do dwóch spraw: że Palikot tonie, a nawet jeśli przetrwa, to i tak za rok nie wpuści ich na listy wyborcze. Szukają więc jakiejś tratwy. Ośmioro posłów, którzy odeszli wcześniej, już znalazło schronienie: czwórka zasiliła SLD, czwórka – PSL. Kilkoro jest jeszcze niezrzeszonych, w tym Anna Grodzka, wicemarszałek Wanda Nowicka i Łukasz Gibała.

Grupie Dębskiego będzie trudniej, bo w tym Sejmie nikt ich nie potrzebuje: koalicja ma stabilną większość, a SLD nie będzie raczej chciał przyjąć zwartej grupy parunastu posłów, którzy – wraz z czwórką wpuszczonych wcześniej – stanowiliby niemal połowę klubu. Ich przyszłość rysuje się zatem ponuro, co dla reszty świata nie ma skądinąd większego znaczenia.

Istotniejsze jest pytanie o to, co się stanie – i czy cokolwiek może się jeszcze stać – z ugrupowaniem macierzystym?

Nie tylko bowiem klub Palikota jest na krawędzi istnienia, dogorywa też jego partia. Jej lider długo mógł publicznie lekceważyć sondaże, w których regularnie lądował pod progiem wyborczym, ale w końcu przyszła weryfikacja. Wynik 3,6 proc. w eurowyborach potwierdził, że wyborcy zniechęcili się do polityka z Biłgoraja. Za miesiąc czeka go klęska w bitwie o samorządy, TR prawdopodobnie nie wejdzie do żadnego sejmiku wojewódzkiego ani nie zdobędzie władzy w żadnym większym mieście. Gdy Palikot niespodziewanie poparł rząd PO-PSL w głosowaniu nad wotum zaufania, zaczęły się kpiny, że jest przystawką Ewy Kopacz, a uradowany Leszek Miller komentował: „Bye, bye Janusz”.

 

Wzlot i upadek

A zaczynało się tak obiecująco. Palikot pytany, kiedy zaczął myśleć o własnej partii, cofa się do 2009 r. – Wtedy zaczęły się kłopoty z Donaldem Tuskiem. Odebrał mi komisję Przyjazne Państwo, która dawała mi rozpoznawalność i pozycję. Wiedziałem, że w końcu mnie skasuje. Wiosną 2010 r. byłem o krok od założenia partii. Wróciłem z wyprawy po Turcji i wtedy doszło do katastrofy smoleńskiej. Obawiałem się, że to zakończy moje życie polityczne, musiałem odłożyć plany. O tym, że odchodzę, powiedziałem Tuskowi w dniu zaprzysiężenia Bronisława Komorowskiego na prezydenta. Chciał mnie zatrzymać, oferował miejsca dla moich ludzi na listach wyborczych, ale się nie zgodziłem – wspomina Palikot. Zaczął budować Ruch Palikota. – Czułem, że jest dobrze. Tysiące ludzi w Sali Kongresowej w Warszawie, setki na kolejnych spotkaniach w Polsce. Jak tournée gwiazd rock’n’rolla. W sondażach miałem 12 proc., ale wiedziałem, że się uda – mówi.

W październiku 2011 r. partia utworzona przez byłego posła Platformy nie tylko przekroczyła próg wyborczy, lecz z wynikiem 10 proc. głosów zajęła trzecie miejsce, przed PSL i SLD. Palikota poparło prawie 1,5 mln Polaków i wydawało się, że na zabetonowanej scenie partyjnej pojawiło się pęknięcie. Na początku kadencji do ugrupowania Palikota wstąpił poseł SLD Sławomir Kopyciński, co wyglądało na decyzję może koniunkturalną, ale niegłupią. W styczniu 2012 r. w sondażu CBOS Palikot miał 8 proc., a SLD znalazł się pod progiem wyborczym.

Palikot odebrał przede wszystkim zwolenników Platformie, przyciągnął też najmłodszych wyborców. Wykorzystał zarówno tradycyjny wiejski antyklerykalizm, jak i uwiódł część wielkomiejskich elit tęskniących za lewicą inną niż konserwatywny i tęsknie wspominający PRL Sojusz. Poparcie dla Ruchu Palikota – tak się wówczas nazywało to ugrupowanie – było równomierne w całym kraju, do Sejmu dostali się kandydaci z niemal wszystkich okręgów. Łączył ich brak doświadczenia politycznego i niemal zerowa rozpoznawalność.

Palikot brutalnie atakował PiS i był za zwiększeniem swobody gospodarczej, ale najbardziej przebijały się inne postulaty: legalizacja marihuany, związków partnerskich i wojna z Kościołem. Twarzami nowej partii szybko stali się pierwszy jawny gej w Sejmie Biedroń oraz transseksualistka Grodzka. Posłowie chodzili po Sejmie ze znaczkami w kształcie liścia marihuany, a jedną z pierwszych inicjatyw było wezwanie do usunięcia krzyża z sali posiedzeń.

I nie byłoby to problemem dla zwolenników Palikota – w końcu po to wybrali go do Sejmu – gdyby nie seria jego strategicznych błędów.

Wiosną 2012 r. Palikot poparł podwyższenie wieku emerytalnego, choć rząd poradziłby sobie i bez jego głosów. Reforma była konieczna ze względów demograficznych, ale politycznie okazała się kosztowna; SLD i PiS skorzystały z szansy, by uderzyć w koalicję, a przy okazji oberwał Palikot. Zdezorientowani zwolennicy Palikota dostali wtedy sprzeczny komunikat: ich partia niemal jednocześnie podwyższała wiek emerytalny i zawierała porozumienie ze skrajnie lewicowym i antyliberalnym Piotrem Ikonowiczem, postulując budowę fabryk przez państwo. Wtedy SLD zaczął w sondażach wyprzedzać partię Palikota.

Minął niecały rok i Palikot popełnił kolejny gruby błąd. Gdy „Super Express” ujawnił, że prezydium Sejmu przyznało sobie nagrody finansowe, lider Ruchu Palikota doprowadził do usunięcia z klubu wicemarszałek Nowickiej. Pozwolił też sobie na komentarz, że Nowicka „być może chciała być zgwałcona, ale to nie z nim”. Nowicką na stanowisku wicemarszałka wybroniły pozostałe kluby, a Ruch został bez przedstawiciela w prezydium Sejmu. Ale jeszcze dotkliwsze były skutki społeczne; od Palikota odwróciły się elity. Wcześniej jego wulgarny styl ich nie bulwersował – gdy dociekał, jakiej orientacji seksualnej jest Zbigniew Ziobro czy nazywał Jarosława Gowina „katolicką ciotą”, ale Nowicka była z jego obozu. Magdalena Środa porównała Palikota do Andrzeja Leppera, oskarżając go o prowadzenie „agresywnej wojny płci, pełnej pogardy wobec kobiet”, a Włodzimierz Cimoszewicz uznał go za damskiego boksera.

Gwoździem do trumny było zawarcie koalicji Europa Plus Twój Ruch na wybory europejskie. Z pozoru wyglądało to sensownie: zebrać część polityków SLD (w tym Ryszarda Kalisza), pogodzić się z feministkami (miejsce na liście dla Kazimiery Szczuki), zaangażować w to Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale pomysł okazał się chybiony. Dziś Palikot już wie, że sojusz ze „starą lewicą” był dla niego zabójczy – nie po to budował swój antyestablishmentowy wizerunek, by go niszczyć konwencjami z eksprezydentem, jednym z symboli establishmentu III RP. Nieporozumieniem było też promowanie trzeciego już szyldu w ciągu zaledwie trzech lat: ledwie wyborcy nauczyli się, że zamiast Ruchu Palikota jest Twój Ruch, a już musieli przyzwyczajać się do Europy Plus.

 

Palikot przyznaje się do tych błędów. Ale także do niezręczności taktycznej. – Dałem się zamknąć w klatce trzech tematów: walki z Kościołem, marihuany i związków partnerskich. Nie przebiliśmy się z naszym programem gospodarczym. Zabrakło doświadczenia politycznego. Ograł mnie Tusk, ograł mnie Miller. Okazali się lepszymi technikami polityki, ja się tego dopiero uczyłem – mówi POLITYCE.

Partia Palikota była konsekwentna w niekonsekwencji. Na kolejnych zakrętach gubiła wyborców, którzy nie nadążali za cierpiącym na polityczne ADHD liderem. Wielonurtowość wzmacnia wielkie partie, ale zabija małe. Ugrupowanie walczące o 10-proc. niszę nie może być gospodarczo jednocześnie liberalne i socjalne, nie mogą się w nim pomieścić zwolennicy podatku liniowego i progresywnego. A w tych kwestiach, w których partia Palikota była stała, okazała się nieskuteczna.

Nie można też wykluczyć, że części młodych wyborców Palikot po prostu się znudził; w eurowyborach w najmłodszej grupie wiekowej wygrał Janusz Korwin-Mikke, a exit poll wykazał pewien przepływ głosów od Ruchu Palikota w 2011 r. do Nowej Prawicy w 2014 r. Dla buntowników Palikot nie jest już wystarczająco antyestablishmentowy.

Niekorzystnie dla Palikota zmienił się także klimat polityczny. Gdy na świecie jest groźnie, rośnie popyt na polityków poważnych, zajmujących się polityką zagraniczną i obronnością; w TR nie ma nikogo, łącznie z liderem, kto bez fałszowania mógłby zagrać tę nutę.

Nadzieja w orangutanie

Palikot ma tak obciążoną hipotekę, że będzie mu trudniej, niż gdyby zaczynał od zera. Na razie na parę miesięcy chce taktycznie przykleić się do rządu.

Do Platformy się nie wybieram, to absurd – mówi POLITYCE. – Ewa Kopacz jest na fali, byłoby głupio ją teraz atakować, zwłaszcza że przecież w exposé mówiła o naszych pomysłach. Zamęczymy panią premier miłością; będziemy przypominali jej prośbę do opozycji o współpracę i naciskali na realizację naszych projektów. Jeśli uda się nam uchwalić ustawę o firmie na próbę i uregulować in vitro, to będziemy mogli pochwalić się naszym wyborcom skutecznością. To będą nasze sztandary. Za kilka miesięcy tylko ja będę miał mandat, żeby rozliczyć rząd z pierwszych deklaracji – dodaje lider TR.

Pod koniec roku Palikot zdecyduje, czy wystartuje w wyborach prezydenckich. Wielkiego wyboru nie ma. Niektórzy wymieniają wprawdzie szefową partyjnego think tanku Barbarę Nowacką, córkę zmarłej w katastrofie smoleńskiej Izabeli Jarugi-Nowackiej, ale jej problemem jest słaba rozpoznawalność. – Kojarzy ją 500 tys. widzów TVN24. Na badaniach fokusowych nie rozpoznał jej żaden z uczestników – mówi polityk TR.

Nowacką kusi zresztą SLD, ale ona się tam nie wybiera. Zostaje w TR. – Podkradanie ludzi przez partie to droga donikąd, a rozdrobniona lewica nie ma szans z PO i PiS. Jest SLD, jest TR, są Zieloni i mniejsze grupy. Nikt nie osiągnie sukcesu bez zjednoczenia i jestem przekonana, że w końcu do niego dojdzie – mówi POLITYCE Nowacka.

Zjednoczenie wydawało się bliżej po eurowyborach, gdy SLD i TR zaczęły rozmawiać o wspólnych listach na wybory samorządowe. Dziś Palikot uważa, że Miller od początku pozorował życzliwość, a w rzeczywistości chciał dobić słabszego rywala. Klęska Twojego Ruchu w wyborach lokalnych odwróci uwagę od słabego zapewne wyniku Sojuszu.

Palikot widzi swoją szansę w kryzysie PO, który jego zdaniem zacznie się wiosną, „gdy ludzie zaczną wypełniać PIT-y”. Wtedy przejdzie do twardej opozycji. Do tego czasu będzie pracował nad nowym wcieleniem, trudno już zliczyć którym. Złagodzi kurs antykościelny, winą za wszystkie antyreligijne ekscesy obarczy rozłamowców; będzie akcentował te elementy programu, które są skierowane do przedsiębiorców – firmę na próbę czy reformę ordynacji podatkowej.

Zmianę taktyki odczuł już Jan Hartman. Dawny Palikot nie usunąłby zapewne z partii profesora, nawet za wpis na blogu sugerujący, że zakaz kazirodztwa można uznać za dyskusyjny. A teraz Hartman – miał być jedynką na liście TR do małopolskiego sejmiku – został błyskawicznie wyrzucony z ugrupowania.

I będzie czekał. – Tusk upadał, Kaczyński upadał, Miller upadał. To kształtuje polityka. Teraz wiem, na czym polega polityczna gra, ale technika jest wtórna. Muszą wrócić emocje społeczne. Wierzę, że jest dla mnie przestrzeń. W badaniach fokusowych nadal wypadam dobrze. Ludzie pytani, z kim się kojarzę, wskazują na lwa, pumę, tygrysa i orangutana. Same silne zwierzęta – przekonuje. I widzi siebie nie tylko w Sejmie, lecz i w koalicji z Platformą po przyszłorocznych wyborach.

Agonia Twojego Ruchu każe się zastanowić nad mizerią całej lewicy. SLD nie jest przecież w wiele lepszej formie, a upadek Palikota nie przysporzy wyborców Millerowi. To całkiem inne parafie. Lider Sojuszu może się cieszyć z rewanżu za porażkę w 2011 r., ale trzeba pamiętać, że zwycięstwo zawdzięcza kontuzji rywala, a nie własnej wspaniałej formie. W eurowyborach SLD nie dobił nawet do 10 proc. głosów, we wrześniowym sondażu CBOS miał zaledwie 6 proc.

Niewpuszczenie do rządu konserwatysty Marka Biernackiego, ostatniego polityka PO, który głośno sprzeciwiał się pomysłowi koalicji z SLD, można odczytać jako chęć oswojenia działaczy i wyborców Platformy z wizją wspólnych rządów po 2015 r.

Ale PO wcale się nie spieszy do takiej koalicji, a wśród części jej polityków krąży pomysł – publicznie sformułowany przez szefa platformerskiego think tanku – by PO skorzystała z osłabienia obu lewicowych partii i przejęła resztę ich wyborców. Upadek Palikota byłby w takiej sytuacji jedynie preludium do znacznie większej zmiany.

Polityka 41.2014 (2979) z dnia 07.10.2014; Temat tygodnia; s. 14
Oryginalny tytuł tekstu: "Wypalony"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną