Polacy wygrywają z Gruzją 4:0

Jesień nasza
Plan na Gruzję wykonany z nawiązką. Z piłkarskiej reprezentacji kolejny raz powiało optymizmem.
Newspix.pl

Gruzja to europejska druga liga, w związku z tym nadmierna ekscytacja, nawet po tak efektownym zwycięstwie, wydaje się niewskazana. Zwłaszcza że najtrudniejsze mecze tych eliminacji – wyjazdowe ze Szkocją, Irlandią i, przede wszystkim, z Niemcami – wciąż przed nami. Ale jeszcze gorsze byłoby umniejszanie tego wyniku, a może raczej – tych wyników. Tak komfortowa sytuacja na tym etapie eliminacji po raz ostatni zdarzyła się za kadencji Jerzego Engela – 13 lat temu.

Od sytuacji w tabeli chyba jeszcze bardziej cieszy, że jest ona poparta dobrą grą. Można oczywiście w nieskończoność wytykać, że niedawne zwycięstwo nad Niemcami było czystym fartem, ale reprezentacja wciąż jest na takim poziomie, że w meczach z rywalami pokroju Niemiec potrzebuje szczęścia, by wygrać. Musi budować pewność siebie, walcząc do upadłego ze Szkotami, odzierając ze złudzeń Gruzję, bawiąc się z Gibraltarem. To wszystko się udaje i to jest kapitał na przyszłość.

Dochowaliśmy się wreszcie pokolenia piłkarzy, które nie brzydzi się grą ofensywną. Jeszcze niedawno przeciętnego kibica szlag trafiał, bo w meczach o punkty ten potencjał nie zamieniał się w efekty na boisku – graliśmy niemrawo, apatycznie, bojaźliwie, po staremu licząc na to, że któryś z nielicznych kontrataków przyniesie gola i nie było mądrych, którzy zauważyliby, że im częściej będziemy atakować, tym większe prawdopodobieństwo, że strzelimy bramkę. Może dlatego Robert Lewandowski wyglądał, jakby przyjazd na zgrupowanie był dla niego karą.   

Najbardziej zaskakujące, że ta odmiana nastąpiła akurat pod rządami Adama Nawałki. Po nominacji na selekcjonera wiele mówiło się jego o nabożnym szacunku do włoskiego stylu gry, zbudowanego podczas pobieranych tam praktyk trenerskich. A włoski styl to wiadomo – murowanie bramki i gol strzelony czymkolwiek, jakkolwiek, byle suma punktów się zgadzała.

Tymczasem Nawałka, mając bardzo solidną defensywę, wybrał ucieczkę do przodu - odkurzył Milę, uparł się na Milika i narodziła się nowa jakość. Mamy kim postraszyć z przodu, zdobywamy gole, zmuszamy rywali do pogoni (co zawsze jest niewdzięczne), dmuchając tym samym we własne żagle. Całkiem proste, prawda?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj