Kraj

Sejm odrzucił obywatelski projekt o całkowitym zakazie aborcji

Mirosław Gryń / Polityka
Już po raz czwarty Sejm zajmował się obywatelskim projektem zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Jego zwolennicy chcą zakazu przerywania ciąży pochodzących z gwałtu czy kazirodztwa, a także w przypadkach nieodwracalnego uszkodzenia płodu.

Również tym razem skończyło się na absurdalnej debacie, bo jak na razie w Sejmie nie ma większości dla takich pomysłów. Temat będzie instrumentalnie wykorzystywany w kampanii wyborczej, bo wnioskodawcy już zapowiadają, że będą piętnować posłów, którzy sprzeciwili się projektowi, jako wrogów życia poczętego.

Debata toczyła się przy niemal pustej sali i przebiegała według ustalonego już rytuału. Zwolennicy projektu mantrowali o „zabijaniu dzieci”, wicemarszałek Jerzy Wenderlich upominał, by miarkowali słowa, po czym oczywiście oskarżany był o stosowanie cenzury. Nic nowego pod słońcem. Jednak to wszystko nie dzieje się bezkarnie. Z każdą kolejną debatą aborcyjną debatujący brną coraz głębiej w opary absurdu. Padają coraz bardzie irracjonalne argumenty i porównania. Dokonuje się gwałt na języku i rozumie. A to wpływa na poziom debaty publicznej w Polsce.

Kaja Godek z Fundacji Pro przedstawiająca przed Sejmem projekt twierdziła, że nie chroniąc w sposób bezwzględny życia poczętego, stacza się poniżej poziomu państw totalitarnych i że nawet w obozie Auschwitz było lepiej, bo nadawano więźniom numery obozowe. Doszukała się nawet związków między aborcją i katastrofą smoleńską. Stwierdziła bowiem, że w kwietniu w Konstytucji RP nie udało się zamieścić przepisu zakazującego aborcji, a potem przyszedł inny kwiecień, gdy mogliśmy obserwować, jak funkcjonuje państwo, którego podwaliną zawczasu nie uczyniono moralności.

Dziś jeszcze można uznać, że to intelektualna egzotyka, z którą nie warto nawet polemizować, ale niewykluczone, że wkrótce w parlamencie znajdzie się większość, która uchwali „bezwzględną ochronę życia poczętego”. Tak drakońskie i faktycznie „bezwzględne” – tyle że wobec kobiet – prawo nie obowiązuje w żadnym cywilizowanym kraju. W Europie nie ma precedensu. Gdyby takie zapisy weszły w życie, aborcja stałaby się praktycznie nielegalna.

Można wzruszyć ramionami, bo przecież już dziś tak to wygląda. Ciążę usuwa się w podziemiu albo przy użyciu kupionych przez internet środków wczesnoporonnych. Kobiety, nawet jeśli mają prawo do legalnego zabiegu, nie próbują go egzekwować, bo wiedzą, na co zostaną narażone; mnożenie zastrzeżeń i procedur tak, żeby na aborcję było za późno. Po historii pacjentki prof. Chazana ten lęk jeszcze się nasilił.

Prawo sobie, a życie toczy się swoją drogą. Jeśli ustawa antyaborcyjna zostanie zaostrzona, przepisy i rzeczywistość jeszcze bardziej się rozejdą.

Zobacz, jak głosowali posłowie

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną