Kraj

Dlaczego i jak PiS chce zmienić konstytucję

Dlaczego i jak PiS chce zmienić konstytucję

Tomasz Adamowicz / Forum
Mnie jako historykowi ciarki przechodzą po głowie, co można przy pomocy nowego uprawiania historii zrobić z teraźniejszością i jak określać przyszłość – mówił w TOK FM prof. Wiesław Władyka.

W Poranku TOK FM, prowadzonym przez Jacka Żakowskiego, zaproszeni goście – publicysta POLITYKI Wiesław Władyka, Tomasz Wołek oraz Tomasz Lis – omawiali projekt nowej konstytucji Prawa i Sprawiedliwości.

– Jak to się stało, że w kampanii wyborczej rozmawiamy o wszystkim: o uchodźcach, niedyskryminowaniu mniejszości seksualnych, złotówkach na dzieci, a nie rozmawiamy o fundamentalnej sprawie – wizji Polski, która jest przedmiotem tej kampanii wyborczej? – pytał swoich rozmówców publicysta POLITYKI.

Według Wiesława Władyki Jarosław Kaczyński wprowadził do debaty publicznej temat zmiany konstytucji nie tylko treściowo  w jego licznych wystąpieniach są elementy projektu nowej konstytucji. – Wprost mówi o tym, że nie da się naprawić Rzeczypospolitej, nie zmieniając konstytucji – podkreślił publicysta.

 – Ja mam wrażenie, że Kaczyński wkraczając na scenę polityczną w tym dobrym dla PiS okresie sondażowym, zaczął mówić twardym językiem nie dlatego, żeby zniechęcić umiarkowanych wyborców, ale żeby po wyborach mieć argument: nie ukrywaliśmy tego. Mamy legitymizację dla zmiany ustrojowej – uważa Jacek Żakowski.

Tomasz Lis przypomniał wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z Elbląga o tym, ile PiS potrzebuje posłów i senatorów, żeby ewentualnie zmienić Konstytucję Rzeczypospolitej. Redaktor naczelny „Newsweeka” podejrzewa jednak, że prezes PiS zdaje sobie sprawę z tego, że nie będą mieć ich aż tylu.

– Jeśli PiS zdobędzie 231, a nie 2/3 potrzebne do zmiany konstytucji, to de facto według mnie już nastąpi zmiana konstytucji. Ponieważ będziemy mieli ośrodek prezydencki, który nie wykazuje ambicji do samodzielności i niepodległości, będziemy mieli panią Szydło, która będzie podwładną Jarosława Kaczyńskiego, czyli będziemy mieć szefa państwa, którego nazwałem naczelnikiem państwa sprawującego władzę z pozakonstytucyjnego ośrodka władzy przy ul. Nowogrodzkiej. Jego odpowiedzialność będzie mikroskopijna, mała w porównaniu do uprawnień, jakie on sobie sam przyzna – uważa Lis.

Jacek Żakowski następnie przywołał kluczowy fragment projektu PiS (art. 108), który świadczy o głębi zmian ustrojowych, jakie partia Kaczyńskiego chce wprowadzić: „bez względu na wynik wyborów, jaka jest większość parlamentarna, prezydent może odmówić powołania prezesa Rady Ministrów lub ministra, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, że nie będzie on przestrzegać konstytucji”. – To będzie jego osobista, jednostronna decyzja – podsumował Żakowski. 

Zdaniem Tomasza Lisa ten model tworzenia ustroju prezydenckiego przypomina bardziej francuski niż amerykański, ale to jeszcze nie oznacza naruszania trójpodziału władzy.

– Ale to jest naruszenie zasad państwa prawa, ponieważ państwo prawa polega na tym, że jeśli ma się wobec kogoś jakieś zarzuty i podejmuje się wobec niego jakąś decyzję, to one muszą być uzasadnione i decyzja jest zaskarżalna – nie zgodził się Żakowski.

Według Wiesława Władyki już 231 głosów wystarcza, żeby ustawami zmienić ten ustrój. – Wystarczy stworzyć fakty personalne oraz fakty instytucjonalne, które pokażą nam, że istniejemy w innym kraju, żyjemy według innych reguł. Jarosław Kaczyński dużo teraz mówi o IPN-ie, który ma być instytucją moralności publicznej, specjalnej, otrzyma jakieś prerogatywy, zapewne zmieni się jego personalny skład. I mnie jako historykowi ciarki przechodzą po głowie, co można przy pomocy nowego uprawiania historii zrobić z teraźniejszością i jak określać przyszłość – uważa publicysta POLITYKI.

Tomasz Wołek uzupełniając tę myśl, podkreślił, że ofiarą zmian radykalnych padłoby znacznie więcej instytucji i dziedzin: od mediów publicznych po wywieranie nacisku na media prywatne. Przywołał również ostatni tekst Anny Dąbrowskiej, który ukazał się w najnowszej POLITYCE. – To takie nasłuchy reporterskie, jak wyglądają spotkania polityków PiS, kiedy oni sądzą, że są we własnym towarzystwie. I oni bez ogródek, bez żenady to wszystko wykładają na stół.

Jacek Żakowski przywołał z kolei tekst „Rzeczpospolitej”, który „pokazuje nikłość różnic między Platformą a PiS”. Chodzi o pomysł gen. Paska, doradcy wicepremiera Tomasza Siemoniaka, żeby stworzyć w Polsce Gwardię Krajową liczącą 300 tys. członków. – Skrytykowałem ten pomysł. Nie uważam, że to jest w ogóle zły pomysł, tylko że takie 300 tys. paramilitarnych ludzi w 30-milionowych kraju to będzie problem. I czy to jest pomysł, który się PiS-owi spodoba? Tak, to jest pomysł, który jest PiS-owi spodoba. Czy zachowanie CBA, podsłuchy i inwigilacja tego, co zrobiła Platforma, się PiS-owi spodoba? – pytał Żakowski.

Dyskusję zakończył Wiesław Władyka, przyznając, że rolą dziennikarzy jest dyskutowanie o różnicach, nie podobieństwach między PO i PiS. – A różnica jest fundamentalna. Nawet jeżeli masz zbieżność jeden do jednego w jakichś postulatach, hasłach, rozwiązaniach, to naszym obowiązkiem jest zwrócenie uwagi na różnicę, to o nią chodzi w tych wyborach – uważa prof. Władyka. 

Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojciech Marczewski o wolności od kina

Moje pokolenie nie sprawdziło się. To, co zaproponowało, jest odrzucane – mówi reżyser filmowy Wojciech Marczewski w przeddzień swojej retrospektywy na łódzkim festiwalu Transatlantyk.

Janusz Wróblewski
07.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną