Jednostka chorobowa
Dobra zmiana powinna stać się zastrzeżoną przez urząd patentowy polską jednostką chorobową.

Prezydent Duda ogromnie się rozczarował. Rozczarował? Tak, tak właśnie powiedział, gdy białoruska milicja brutalnie stłumiła demonstracje w Mińsku. Miał nadzieję, że Alaksandr Łukaszenka zmienia swoją politykę, bo dawał takie sygnały. Białoruski dyktator dawał naszemu prezydentowi sygnały, że postanowił zostać demokratą? Nie, marszałkowi Senatu je dawał, gdy ten w grudniu ubiegłego roku pojechał do Mińska. Ciepły człowiek, któremu zależy na Białorusi – mówił po powrocie Stanisław Karczewski, odurzony szakalem znad Niemna. A rząd objaśniał ciemny lud: „to sytuacja nienormalna, iż przez wiele lat sąsiedzi nie odzywali się do siebie”.

PiS ma dobrą rękę do nawiązywania przyjaznych kontaktów. Gdy postawił na Wielką Brytanię, ta zaraz wyszła z Unii Europejskiej, żeby mieć z nami spokój. Niezrażony tym Jarosław Kaczyński ruszył w koperczaki do premiera Orbána, ale ów w decydującej rozgrywce podwyższył tzw. zwycięstwo Beaty Szydło z 26:2 na 27:1. W nagrodę za tę drobną nielojalność Węgry obiecały postawić wielki pomnik Lecha Kaczyńskiego w Budapeszcie. Ciekawe, czy Orbánowi uda się zatwierdzić lokalizację u prezesa. Bardzo możliwe, że trzeba będzie rozebrać jedno skrzydło parlamentu.

„Polska czuje się ignorowana i niesprawiedliwie traktowana” – gorzko stęknął minister Waszczykowski w wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel”. Nie bacząc na to, że biało-czerwona wysiłkiem PiS właśnie niedawno wstała z kolan i nie jest już „piłką do kopania”. Dorzucił też, jak przypuszczam nieco przesadzając, że przecież z każdego euro unijnej dotacji 80 centów wraca do zachodnich koncernów. Czyżby nasz hejnalista od dobrej zmiany zapomniał, że inwestycje tych przedsiębiorstw, choćby drogi, zostają w Polsce na zawsze? Nie zapomniał, ale trzyma rękę na pulsie – nikomu nie podziękuje, za to każdego oskarży.

Trudno szanować ministra Waszczykowskiego. Każdą swoją wypowiedzią utwierdza nas w tej ocenie. Niedawno wojnę na Bałkanach w latach 90. ubiegłego wieku nazwał marginalną sprawą. Z samego szacunku dla 100 tys. ofiar oraz pamięci o masakrze w Srebrenicy – największej zbrodni wojennej w Europie od 1945 r. – powinien milczeć. Wicepremier i minister kultury Piotr Gliński zresztą też.

Nie pojawił się on na otwarciu Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, bo – jak sam przyznaje – jest to muzeum państwowe, nad którym powinien sprawować nadzór, ale od roku nie może tego robić. No i bardzo nie lubi dyrektora Machcewicza – dodam od siebie – bo to on jest odpowiedzialny za ekspozycję „przyjętą arbitralnie przez decydentów związanych z poprzednią ekipą rządzącą”. Gdyby pan minister wiedział, przez jakich decydentów arbitralnie została zawieszona w Muzeum Narodowym „Bitwa pod Grunwaldem”, toby nigdy do tego gmachu nie wszedł. Gdańska wystawa zbiera same pochwały, także od żołnierzy drugiej wojny światowej oraz osób, które przekazały tam cenne pamiątki. Minister dziedzictwa narodowego nie może sprawować nadzoru i pewnie dlatego pozwolił sobie na prostacką wypowiedź: – Czy pani myśli – zapytał dziennikarkę Polsat News – że darczyńcy i kombatanci mają jakieś porównanie, jak wyglądają inne muzea? No cóż, styl to człowiek – mawiał ponad dwa i pół tysiąca lat temu Dionizjusz z Halikarnasu.

Dobra zmiana powinna stać się zastrzeżoną przez urząd patentowy polską jednostką chorobową i uprawniać do zwolnień lekarskich. To ciężkie zwyrodnienie, z którego wychodzi się bardzo długo. I z niepokojem, czy nie będzie nawrotów.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną