W tunelu
W związku z procedowaniem rozwałki trzeciej władzy, rząd wprowadził – dla wszystkich mu niechętnych – nowe kryteria etyczne i estetyczne.

Byłem w Juracie. Tak, tak, właśnie tego dnia, gdy wczasowicze, korzystając z pięknej pogody (Błaszczak), po raz pierwszy wyprowadzili świeczki na spacer pod wiadomą rezydencję. Policja stała wszędzie. Legitymowała niektórych kierowców, a zgromadzonych prosiła, aby się rozeszli. – Nie ma tu żadnego pana prezydenta – powtarzał na okrągło funkcjonariusz z policyjnego wozu. Jakaś dziewczyna zaczęła się śmiać: – Cha, cha, nie ma pana prezydenta! Całą watahę mundurowych musieli ściągnąć, żeby nam przypomnieć to, co wiemy od dwóch lat? Tak to wyglądało 21 lipca.

Na Hel jechałem pociągiem. Lubię. Latem bywa tłoczno, to fakt, ale z całą Polską można się wtedy spotkać. Na kolejowych torach ojczyzna jak w pigułce się pojawia i często mnie rozpoznaje z różnych komedii Staszka Barei. Są wspólne zdjęcia i rozmowy, a ludzie uśmiechnięci i życzliwi. Tak było do niedawna. Teraz jednak, w związku z procedowaniem rozwałki trzeciej władzy, rząd wprowadził – dla wszystkich mu niechętnych – nowe kryteria etyczne i estetyczne. Jeszcze wiosną walizkę na półkę pomagała mi wstawić para inteligentnych, wesołych studentów – dziś PiS nazywa ich cyniczną agenturą opozycji pachnącą bolszewizmem. W bezprzedziałowym wagonie też same zdradzieckie mordy i wyprane z patriotycznych uczuć kanalie. Facet w okularach przy stoliku rozmawia z kumplem po niemiecku, choć przed chwilą do kelnera mówił po polsku. 20-latka w kącie czyta „New York Timesa”, a w nim instrukcję Donalda Tuska, jak obalić demokratycznie wybrany rząd PiS. Ani chybi ubecka wdowa. Nagle cały wagon słyszy: – Rozstrzelać to demonstrujące bydło! Niektórzy, przerażeni, aż się zerwali z miejsc. Podniósł się też starszy pan: – Przepraszam państwa, przyjaciel mi wysłał komentarz wielkiego humanisty lubelskiego UMCS na temat obywatelskich protestów. Nie mogłem się powstrzymać…

Z żalem, ale musiałem wysiadać. Mocowałem się z klamką, gdy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. To był konduktor pan Józef, znam go, porządny gość… Przepraszam, teraz to oczadziały zdrajca i prowokator drący japę na ulicach. – Pomogę, panie Stanisławie, ciężka ta pana walizka – powiedział. Pomyślałem, że jako komunistyczny pieszczoszek i cuchnący nienawiścią ateista powinienem tę pomoc przyjąć.

Wiele razy widziałem, jak tragicznie bije ten nasz polski zegar historii. Nie mam złudzeń, bo zaczynało się zawsze tak samo. Od epitetów i brudnego szczującego języka. Od znieważania protestujących. Od szowinizmu i ksenofobii. W Marcu ’68 Gomułka mówił o awanturniczej anarchii „michników” i „dajczgewandów”, inspirowanych przez imperialistów z Wall Street i Białego Domu. Dla I sekretarza PZPR polski inteligent był „człowiekiem o moralności alfonsa”. Dwa lata później mieliśmy masakrę na Wybrzeżu.

W 1981 r. generał Jaruzelski ogłaszał stan wojenny. Oto kilka cytatów z jego przemówienia złożonych w całość: Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów. Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści sieje spustoszenie psychiczne. Akcje protestacyjne są normą. Nie mamy prawa dopuścić, aby zapowiedziane demonstracje stały się iskrą, od której zapłonąć może cały kraj. Instynkt samozachowawczy narodu musi dojść do głosu. Awanturnikom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki. Trzeba zapewnić poszanowanie prawa i porządku, zagwarantować bezpieczeństwo osobiste każdemu, kto chce spokojnie żyć i pracować.

Jestem pewien, że Jarosław Kaczyński pamięta to przemówienie. Więcej – kiedyś może je wygłosić.

PS 24 lipca prezydent Andrzej Duda zawetował dwie ustawy – o KRS i SN. Błysnęło światełko w tunelu? Hm... PiS jest nieprzewidywalny w czynieniu zła.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną