Pokój 317
Minister Radziwiłł już drugi rok robi z nas durniów – ale z katolickiego punktu widzenia, więc ma pewność, że Pan Bóg mu wybaczy.

Rząd żyły sobie wypruwa, żeby Polacy byli zdrowi. Chorych nam nie trzeba. Dlatego minister Radziwiłł i p.o. prezesa NFZ Jacyna postanowili przeczołgać każdego pacjenta przez druty kolczaste zarządzeń i przepisów. Tyle razy, ile trzeba, by mu się odechciało opieki zdrowotnej państwa.

Wiem, że czytam niewłaściwe gazety, oglądam kłamliwe telewizje i znam wyłącznie dziwnych lekarzy, którzy hołdują staromodnym zasadom, że gdy już dorwą pacjenta, to chcą go wyleczyć. Samowola tych megalomanów i niczym nieuzasadniony upór, że chorym należy się szacunek oraz najnowocześniejsze metody leczenia – to wszystko doprowadziło nasze Ministerstwo Zdrowia do podjęcia radykalnych kroków. Jednym z nich jest obcięcie od października funduszy na kardiologię. Na razie o połowę. Dlatego stan przedzawałowy postaraj się przeżyć, Polaku, na własną rękę, aż dożyjesz do zawału. I wtedy – proszę bardzo, co drugi szpital musi cię przyjąć.

Ani Konstanty Radziwiłł, ani Andrzej Jacyna nie byli uprzejmi choćby zająknąć się w tej sprawie. Wydelegowali rzeczniczki. Ta od NFZ mówi, że to minister zdecydował, ale ona nie widzi problemu, bo „według przepisów nie można odmówić udzielenia pomocy”. Ta od ministra swoją odpowiedź rozpoczęła słowem „badamy”. Oczywiście nie pacjentów, tylko czy zarządzenie prezesa NFZ „nie prowadzi do niewłaściwego zabezpieczenia…” itd., itp. Panie sobie pogęgały i poszły. Ja wiem, że u nas minister środowiska jest od zabijania zwierząt (nawet ciężarnych loch) i wyrzynania lasów na terenach chronionych, minister sprawiedliwości od wskazywania sędziów, którzy wydadzą zamówiony przez niego wyrok, a minister spraw wewnętrznych od otwierania komisariatów i zapewniania, że Polak, który pobił obcokrajowca, z definicji jest niewinny. Minister Radziwiłł zaś już drugi rok robi z nas durniów – ale z katolickiego punktu widzenia, więc ma pewność, że Pan Bóg mu wybaczy.

P.o. szefowi NFZ nawet Trójca Święta nie wybaczy. Wprowadzony przez niego w lipcu elektroniczny System Monitorowania Programów Terapeutycznych w pierwszej chwili wydaje się groteską. Przy niektórych pytaniach trudno się nie roześmiać. Na przykład: Czy pacjent gra w golfa? Czy odkurza mieszkanie? Jak spędza wolny czas? Czy ma kłopoty w pracy? A także, czy ostatnio był wesoły, pełen energii czy smutny. I tu dostaje sześć odpowiedzi do wyboru: „cały czas”, „dużo czasu”, „mało czasu”, „większość czasu”, „jakiś czas”, „wcale” (cytuję za Justyną Watołą z „GW”). Ciekaw jestem, co znaczy „ostatnio”? I jak chory ma wybierać, jeśli co pół godziny zmieniał mu się nastrój?

Dodam, że odpowiedzi na ten bełkot są obowiązkowe podczas każdej wizyty u specjalisty. Wysyła się je do urzędników NFZ wraz ze szczegółowymi wynikami badań pacjenta (łącznie z ogólnym widokiem głowy oraz ilością moczu oddanego w czasie doby). Inaczej osoby cierpiące np. na stwardnienie rozsiane lub białaczkę nie dostaną drogich leków.

Wielu prawników uważa, że informacje dotyczące stanów emocjonalnych i życia prywatnego chorych są zbierane przez NFZ bezprawnie. Zgadzam się, bo kto zagwarantuje, że pani Basia z pokoju 317 nie przekaże tych danych dalej, czyli nie zrobi z tego prywatnego użytku? Chyba jednak nie pani Basia będzie tym zainteresowana. System SMPT został bowiem opracowany przez – twierdzą minister zdrowia i prezes NFZ – wybitnych specjalistów. Jednym z nich jest pani profesor z Wojskowego Instytutu Medycznego. Uuuu, wojskowego? Aż się boję zapytać, czy ministrowi Antoniemu Macierewiczowi jest to potrzebne, czy ktoś u niego zamówił?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną