Z dekalogu posła Pięty. Przypominamy jego własne słowa
Do tej pory byłem przekonany, że poseł Pięta jest nie z tego świata. Rozlicza, dekomunizuje, strzela, tropi gejów, lewaków i krzyżem dzień w dzień leży w kościele. A tu romans!
Stanisław Pięta
Jakub Porzycki/Forum

Stanisław Pięta

Kto jeszcze pamięta ustrój, który jedni uważają za słusznie miniony, a inni wspominają jak sen złoty, ten wie, że jedną z najpopularniejszych jego rozgłośni było Radio Erewań.

Otóż Radio Erewań, droga młodzieży, w swoistym dialogu ze słuchaczami nie unikało najtrudniejszych tematów. Nawet o Leninie. Nierozgarnięty słuchacz pytał: „Droga rozgłośnio, czy to prawda, że nasz Wielki Lenin, Wódz Rewolucji i Przywódca Narodu, zdradzał żonę Nadię Krupską z niezliczonymi kochankami, wsadzał niedouczonych protegowanych na najwyższe stołki w naszej socjalistycznej Ojczyźnie, a bliższych i dalszych oponentów w śnieżne kazamaty, nie kochał dzieci tak, jak się o nim powszechnie mówi i pisze, odmawia pacierz przed snem, choć twierdzi, że Boga nie ma, nie było i nigdy nie będzie?”. W przypadku takich durnych pytań Radio odpowiedziało: „To wszystko prawda, drogi słuchaczu, ale nie za to cenimy naszego Wielkiego, Złotoustego Towarzysza Wołodię!”.

Następnie Radio prosiło swojego fana o podanie adresu i niewychodzenie przez jakiś czas z domu.

Ta wesoła opowiastka – dziś niezrozumiała, onegdaj zabawna, a w pewnym czasie wcale nie – przypomniała mi się w dniach perfidnej, medialnej i politycznej w swej istocie nagonki na posła Stanisława Piętę z PiS.

Afekt spadł na posła Piętę jak wiosenna burza...

Że co? Że kochanka?

Że gotów był dla niej rzucić żonę – ślubnie zaprzysiężoną i tym samym nierozerwalnie i na wieki związaną z nim samym, posłem Pietą?

Że mamił pracą w Orlenie lub innym Lotosie?

Że chciał mieć z nią kupę dzieci – i to nie z pazerności dla 500+, jeno z racji gorącego afektu, który spadł na niego nagle i niespodziewanie jak wiosenna burza...

No i co z tego, przecież nie za to cenimy posła Piętę. Mąż, ojciec, żarliwy katolik... To jest sedno sprawy i prawdziwy kodeks moralny, który poseł Pięta pieści w swoim najgłębszym, głęboko ukrytym jestestwie.

Odwet za komentarze o Baracku Obamie?

Kto taką niezłomną postać chciał skompromitować i wystawić na pośmiewisko? Bo przecież o przypadku mowy być nie może. Może CIA działa z dużym poślizgiem. Wszak pamiętamy, jak w 2008 r. poseł skomentował wybór Baracka Obamy na prezydenta: „Obama to nadchodząca katastrofa, to koniec cywilizacji białego człowieka”...

My pamiętamy, a tym bardziej USA! A może FSB (następczyni KGB): „Wydaje wam się, że czerwone kanalie powinny być witane chlebem i solą? Do Moskwy won!” – pochwalił przerwanie przez Narodowe Odrodzenie Polski wykładu Zygmunta Baumana w 2013 r. we Wrocławiu. A może to nasi, których poseł przejrzał i palcem pogroził: „Jeżeli funkcjonariusz publiczny zaangażuje się w hecę WOŚP, niech nazajutrz składa raport o zwolnienie ze służby!” – przestrzegał w 2015 r. A wiadomo, że nie wszyscy zaangażowani złożyli raporty.

Środowisko LGBT też ma powody mścić się na Pięcie

Albo to ci, których Pięta rozszyfrował w tym samym roku: „Degeneraci, dewianci, zboczeńcy i pedofile chcą zniszczyć religię, rodzinę i podważyć prawo naturalne. Nie uda się!” – grzmiał w dyskusji o osobach LGBT.

Uczciwie należy jednak powiedzieć, że nie wszystko w wykonaniu „czarnego luda” (patrz Obama) było złe: „Niby dzicy ludzie, a wiedzą, że nie należy obrażać praw natury. Byle tylko skazanych nie trzymano w celach wieloosobowych!” – chwalił uchwalenie w Ugandzie dożywotniego więzienia za kontakty homoseksualne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj